To rzeczywiście zaskakujące zestawienie. Z jednej strony Jezus posyła uczniów „na cały świat” z obietnicą znaków, które brzmią wręcz spektakularnie: uzdrowienia, uwolnienia, zwycięstwo nad tym, co śmiertelne. Z drugiej strony św. Piotr mówi: „przyobleczcie się w pokorę”. Jak to połączyć?
Klucz tkwi w źródle działania. Uczniowie nie idą w swoją moc. Oni nie są bohaterami tej historii. Oni są narzędziami. Jeśli zabraknie pokory, bardzo szybko pojawi się pokusa przypisania sobie tego, co jest dziełem Boga. A wtedy zaczyna się subtelne przesunięcie: z głoszenia Chrystusa na budowanie siebie.
Pokora nie jest więc dodatkiem do misji. Ona jest jej warunkiem. To właśnie pokora sprawia, że człowiek zostawia przestrzeń dla Boga. Że nie zasłania sobą Jego działania. Że potrafi powiedzieć: „to nie ja – to On”.
Dlatego Piotr mówi tak mocno: „Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje”. Łaska – czyli realne działanie Boga – nie przepływa przez serce zamknięte w sobie. Pokora otwiera. Pycha blokuje.
I tu pojawia się paradoks Królestwa: im mniej mnie, tym więcej Boga. Im bardziej człowiek oddaje kontrolę, tym bardziej Bóg może działać. Im bardziej ktoś rezygnuje z własnej chwały, tym bardziej objawia się chwała Boga.
Apostołowie poszli i głosili – ale to Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami. Nie oni byli źródłem. Oni byli przestrzenią.
Dlatego pytanie nie brzmi tylko: czy chcę działać dla Boga?
Ale głębiej: czy jestem gotów zniknąć, żeby było widać Jego?




