„Wielu mężczyzn próbuje przejść przez życie samotnie. A przecież Bóg nigdy nie planował, abyśmy szli sami” – to przesłanie przewijało się przez całe wystąpienie Billa Moyera podczas otwartego spotkania Mężczyzn Świętego Józefa, które odbyło się 20 maja w Krakowie-Podgórzu.
Amerykański lider, mentor i założyciel SOS Leadership Institute odwołał się do własnego doświadczenia, historii Kościoła oraz licznych przykładów biblijnych, pokazując, że duchowy rozwój mężczyzny dokonuje się przede wszystkim w relacjach. Nie w izolacji, nie poprzez kolejne programy czy kursy, ale poprzez świadome towarzyszenie sobie nawzajem w drodze do Chrystusa.
Kryzys samotności mężczyzn
Bill Moyer rozpoczął od obserwacji współczesnej kultury, która często promuje samowystarczalność jako oznakę siły. Wielu mężczyzn przyzwyczaja się do przekonania, że powinni sami rozwiązywać problemy, samodzielnie podejmować decyzje i nie okazywać słabości.
Taka postawa może prowadzić jednak do izolacji. Człowiek pozostaje otoczony ludźmi, a jednocześnie nie ma nikogo, z kim mógłby szczerze porozmawiać o swoich zmaganiach, wierze czy życiowych decyzjach.
Prelegent przypomniał, że samotność nie jest chrześcijańskim ideałem. Bóg stworzył człowieka do relacji. Dotyczy to nie tylko małżeństwa czy rodziny, ale również męskiego braterstwa.
Jezus nie tworzył samotnych uczniów
Jednym z najważniejszych punktów wystąpienia było spojrzenie na sposób działania Jezusa.
Chrystus nauczał tłumy, ale swoją największą uwagę poświęcał niewielkiej grupie uczniów. Dwunastu apostołów, a szczególnie Piotr, Jakub i Jan, otrzymywali od Niego czas, formację i osobiste towarzyszenie.
Bill Moyer podkreślał, że Jezus nie pozostawił po sobie jedynie zbioru nauk. Pozostawił ludzi, których ukształtował.
To właśnie ten model stał się fundamentem Kościoła.
Chrześcijaństwo rozwijało się dzięki ludziom, którzy przekazywali wiarę kolejnym osobom poprzez osobiste relacje i świadectwo życia.
Mentoring jest wpisany w Ewangelię
Szczególne miejsce w konferencji zajęły słowa św. Pawła skierowane do Tymoteusza:
„Co usłyszałeś ode mnie wobec wielu świadków, przekaż ludziom godnym zaufania, którzy będą zdolni nauczać także innych” (2 Tm 2,2).
Bill Moyer wskazał, że zawarty jest tu cały model uczniostwa.
Najpierw ktoś otrzymuje wiarę i formację od drugiego człowieka. Następnie sam staje się osobą, która pomaga wzrastać kolejnym.
W ten sposób tworzy się duchowy łańcuch obejmujący kolejne pokolenia wierzących.
Według prelegenta współczesny Kościół potrzebuje dziś nie tylko uczestników wydarzeń czy odbiorców treści, ale przede wszystkim mężczyzn gotowych wejść w takie relacje.
Czym jest prawdziwe braterstwo?
Jednym z najważniejszych pytań postawionych podczas spotkania było to, czym właściwie jest męskie braterstwo.
Bill Moyer odróżnił je od zwykłych znajomości czy relacji opartych wyłącznie na wspólnych zainteresowaniach.
Prawdziwe braterstwo rodzi się wtedy, gdy dwóch lub więcej mężczyzn wspólnie szuka prawdy, dobra i świętości.
Nie chodzi o perfekcję, ale o wzajemną pomoc w stawaniu się lepszymi uczniami Chrystusa.
W takim środowisku możliwe stają się szczerość, odpowiedzialność oraz wzajemne wspieranie się w trudnościach.
Kim jest mentor?
Prelegent wiele uwagi poświęcił roli mentora.
Podkreślał, że mentor nie jest ekspertem od wszystkiego ani człowiekiem bez błędów.
Nie musi mieć odpowiedzi na każde pytanie.
Jego zadaniem jest przede wszystkim wiernie podążać za Chrystusem i dzielić się swoim doświadczeniem.
Mentor pomaga rozeznawać, zachęca, modli się za drugiego człowieka i towarzyszy mu w drodze.
Czasami oznacza to również stawianie wymagań i pomaganie w podejmowaniu trudnych decyzji.
Najważniejsze jednak pozostaje świadectwo życia.
Mężczyźni uczą się bowiem nie tyle z wykładów, ile z obserwacji innych mężczyzn.
Każdy potrzebuje mentora
Bill Moyer zwrócił uwagę, że większość ludzi intuicyjnie rozumie potrzebę posiadania nauczycieli czy trenerów w różnych dziedzinach życia.
Tymczasem w życiu duchowym wielu próbuje funkcjonować samodzielnie.
Prelegent zachęcał uczestników do zadania sobie prostego pytania:
„Kto pomaga mi wzrastać jako mężczyźnie, mężowi, ojcu i uczniowi Chrystusa?”
Jeżeli nie ma takiej osoby, warto modlić się o nią i aktywnie jej poszukiwać.
Jednocześnie każdy powinien zastanowić się, czy sam nie jest już gotowy, aby wspierać kogoś młodszego w wierze.
Owoce uczniostwa
Bill Moyer wskazał również konkretne owoce relacji mentoringowych.
Należą do nich:
- głębsze życie modlitwy,
- większa odpowiedzialność za własne decyzje,
- wzrost cnót chrześcijańskich,
- uzdrowienie z wielu duchowych zranień,
- lepsze funkcjonowanie w małżeństwie i rodzinie,
- większa odwaga w dawaniu świadectwa wiary.
W dłuższej perspektywie takie relacje wpływają nie tylko na pojedyncze osoby, ale również na rodziny, wspólnoty i parafie.
Wezwanie do działania
W zakończeniu Bill Moyer postawił uczestnikom dwa proste pytania:
„Co by było, gdyby św. Paweł nie miał mentora?”
„Co by było, gdyby Jezus nie poświęcił czasu swoim uczniom?”
Pytania te prowadziły do zasadniczego przesłania całego wieczoru: wiara rozwija się wtedy, gdy jest przekazywana.
Kościół potrzebuje dziś mężczyzn, którzy będą gotowi zarówno przyjąć pomoc od innych, jak i sami staną się przewodnikami dla kolejnych osób.
Dlatego najważniejsze wezwanie, jakie wybrzmiało podczas spotkania, można streścić w kilku słowach:
Nie idź sam. Znajdź człowieka, który pomoże ci iść za Chrystusem. A kiedy sam dojrzejesz — pomóż iść innym.








