https://mezczyzni.net/aktualne/asceza-w-duchu-swietym-pustynia-ktora-prowadzi-do-zycia/
Słowo „asceza” brzmi jak z innej epoki. Kojarzy się z włosiennicą, pustelnią i mnichami, którzy śpią na ziemi i żywią się korzonkami. Tymczasem coraz częściej mam wrażenie, że największym problemem współczesnego chrześcijanina nie jest brak heroizmu, tylko brak miejsca.
Brak miejsca na Boga.
Nie dlatego, że Go odrzucamy. Raczej dlatego, że mamy wiecznie zajętą głowę, serce i kalendarz. Dlatego kiedy słyszę o ascezie, przestaję myśleć o niej jak o „dokładaniu sobie cierpienia”. Zaczynam myśleć o niej jak o sprzątaniu.
Asceza to robienie porządku.
Porządku z tym, co mnie zagłusza. Porządku z tym, co mnie rozprasza. Porządku z tym, co zabiera czas, energię i uwagę. Bo trudno spotkać Boga w hałasie.
Można pościć o chlebie i wodzie. Można chodzić na wszystkie nabożeństwa. Można czytać duchowe książki. A jednocześnie w środku pozostać pełnym złości, napięcia i pretensji.
Jezus mówi jasno: najpierw serce.
Nie praktyki. Nie rekordy. Nie porównywanie się z innymi. Serce.
Dlatego coraz bardziej przekonuje mnie myśl, że jedną z najważniejszych form ascezy naszych czasów jest… milczenie.
Nie to teatralne. Nie obrażone. Ale takie, w którym świadomie nie wypowiadam wszystkiego, co przychodzi mi do głowy.
Nie skomentuję. Nie dopowiem. Nie wbiję szpilki. Ugryzę się w język.
I odkrywam ze zdziwieniem, że świat się od tego nie wali. A relacje często mają się lepiej.
Czasem największą ofiarą, jaką mogę złożyć Bogu, jest moja racja.
Asceza nie polega na tym, że mam się stać kimś innym. Polega na tym, że uczę się być bardziej wolny.
Wolny od przymusu natychmiastowej reakcji. Wolny od potrzeby kontroli. Wolny od udowadniania, że wiem lepiej. To jest bardzo zwyczajne.
Czasem ascezą jest obejrzeć z dzieckiem film, który mnie nudzi. Czasem ascezą jest pozwolić żonie zdecydować o planach. Czasem ascezą jest wyłączyć telefon i posiedzieć pięć minut w ciszy.
Bez fajerwerków.
Ale to właśnie w tej ciszy zaczyna się coś ważnego. Bo Bóg nie krzyczy. On raczej szepcze. A żeby usłyszeć szept, trzeba uciszyć hałas.
Dlatego myślę, że chrześcijańska asceza nie jest drogą dla twardzieli. Jest drogą dla ludzi, którzy chcą zrobić miejsce.
Miejsce na Boga. Miejsce na drugiego człowieka. Miejsce na prawdę o sobie. Resztę zrobi On.
Andrzej Lewek




