Braterstwo chrzcielne jako próba Kościoła
O klerykalizmie, który rozbija jedność, i chrzcie, który ją odbudowuje
„Jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście” (Mt 23,8). Te słowa Jezusa, wypowiedziane jako krytyka religijnej elity Jerozolimy, nie tracą swojej ostrości także dziś. Przeciwnie – zdają się niepokojąco aktualne w Kościele, który coraz częściej doświadcza napięć, podziałów i utraty wewnętrznej jedności. Właśnie w tym kontekście ks. Piotr Studnicki postawił diagnozę, która – choć niewygodna – jest głęboko ewangeliczna: jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla braterskiego oblicza Kościoła pozostaje klerykalizm.
Nie chodzi jednak o hasło publicystyczne ani o łatwą krytykę duchowieństwa. Klerykalizm, w rozumieniu papieża Franciszka, a za nim ks. Studnickiego, nie jest przede wszystkim problemem struktury czy urzędu, lecz chorobą relacji. To sposób myślenia i przeżywania Kościoła, w którym władza przestaje być służbą, a różnica funkcji – różnicą godności. Co więcej, jest to choroba, która nigdy nie dotyka jednej strony. Klerykalizm zawsze potrzebuje współudziału: księdza, który dominuje, i świeckiego, który rezygnuje z odpowiedzialności; pasterza, który „wie lepiej”, i wiernego, który woli, by ktoś myślał za niego.
Papież Franciszek – jak pokazują badania przywoływane przez ks. Studnickiego – mówił o klerykalizmie konsekwentnie przez cały pontyfikat. Nazywał go bez wahania „perwersją”, „zarazą” i „najgorszą rzeczą, jaka może dotknąć Kościół”. Dlaczego tak mocne słowa? Ponieważ klerykalizm rozbija jedność od środka. Nie atakuje Kościoła z zewnątrz, lecz deformuje go od wewnątrz, tworząc relacje oparte na dominacji, elitarności i pozornej świętości.
W swojej analizie ks. Studnicki wskazuje pięć charakterystycznych rysów postawy klerykalnej: autorytarny styl przewodzenia, poczucie wyjątkowości, elitarne przeżywanie powołania, oczekiwanie uprzywilejowania oraz relacje manipulacyjne i uzależniające. Wszystkie one prowadzą do jednego skutku: odebrania chrztowi jego realnej mocy. Jeśli świecki godzi się na to, by jego godność była pochodną relacji do duchownego, a nie bezpośrednim owocem zanurzenia w Chrystusie, wówczas chrzest zostaje zredukowany do formalnego „wstępu” do Kościoła. Przestaje być fundamentem życia.
W tym miejscu nauczanie ks. Studnickiego sięga do samego centrum Ewangelii. Jezus, krytykując faryzeuszy i uczonych w Piśmie, nie potępia ich gorliwości ani znajomości Prawa. Piętnuje natomiast religijność, która oddziela ludzi zamiast ich jednoczyć; która wiąże ciężary, ale ich nie dźwiga; która szuka zaszczytów, a nie służby. Klerykalizm – w tej perspektywie – jest współczesną formą faryzeizmu: duchowością, która utraciła smak braterstwa.
Odpowiedź na ten kryzys nie polega jednak na negowaniu kapłaństwa urzędowego ani na tworzeniu nowych podziałów. Przeciwnie – ks. Studnicki bardzo wyraźnie pokazuje, że jedyną realną drogą przezwyciężenia klerykalizmu jest powrót do chrztu. To chrzest jest miejscem, w którym rodzi się równość godności, wspólnota misji i prawdziwe braterstwo. Przez chrzest każdy wierzący zostaje włączony w relację z Ojcem, Synem i Duchem Świętym; staje się synem Boga, bratem Chrystusa i świątynią Ducha. Ta rzeczywistość nie jest wstępem do „czegoś ważniejszego”. Jest fundamentem wszystkiego.
Z chrztu wypływa także kapłaństwo powszechne wszystkich wierzących – często zapomniane, zredukowane do metafory lub pobożnego sloganu. Tymczasem to właśnie ono stanowi zasadniczy sposób uczestnictwa w kapłaństwie Chrystusa: poprzez składanie duchowej ofiary z własnego życia, prorockie świadectwo Ewangelii i królewską walkę ze złem. Kapłaństwo urzędowe – jak przypomina Tradycja Kościoła – istnieje po to, by temu kapłaństwu służyć, a nie je zastępować czy przesłaniać.
W tym sensie klerykalizm nie jest tylko błędem duchownych. Jest wspólnym zaniedbaniem chrztu. Tam, gdzie chrzest przestaje być przeżywany jako realne źródło tożsamości, tam rodzi się potrzeba szukania „ważności” gdzie indziej: w urzędzie, funkcji, tytule, bliskości ołtarza. Tam zaś, gdzie chrzest zostaje odkryty na nowo, władza odzyskuje charakter służby, a Kościół przestaje być sceną rywalizacji, stając się wspólnotą drogi.
Przesłanie to nie jest oskarżeniem ani manifestem. Jest zaproszeniem do nawrócenia relacji. Braterstwo chrzcielne nie jest ideą – jest zadaniem. I właśnie od jego realizacji zależy, czy Kościół będzie przestrzenią podziałów, czy znakiem Królestwa, w którym rzeczywiście „wszyscy są braćmi”.




