Jezus wraca do Nazaretu. Do miejsca, gdzie dorastał. Do ludzi, którzy Go znają. Wydawałoby się, że właśnie tam powinien być najlepiej przyjęty. A jednak dzieje się coś odwrotnego.
Najpierw słuchają.
Potem rodzi się sprzeciw.
A na końcu gniew.
„Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie”.
To zdanie Jezusa odsłania pewną prawdę o ludzkim sercu. Często najtrudniej przyjąć Boga tam, gdzie wszystko wydaje się nam dobrze znane.
Pułapka oczywistości
Mieszkańcy Nazaretu znali Jezusa od lat. Wiedzieli, kim jest – przynajmniej tak im się wydawało. Widzieli Go jako syna cieśli, jako jednego z nich. I właśnie to stało się przeszkodą. Znajomość może czasem zamknąć oczy. Bo jeśli kogoś „znamy”, łatwo uznać, że już wszystko o nim wiemy. A wtedy nie ma miejsca na zaskoczenie, na odkrycie, na działanie Boga. Można więc być bardzo blisko – i jednocześnie bardzo daleko.
Schematy myślenia
Jezus przywołuje historię Eliasza i Elizeusza. Pokazuje, że Bóg działał nie tylko wśród „swoich”, ale także poza granicami Izraela: w Sarepcie Sydońskiej i w Syrii. To uderza w przekonanie słuchaczy, że Boże działanie należy się im automatycznie. I właśnie wtedy rodzi się gniew. Bo kiedy Bóg wychodzi poza nasze schematy, łatwo pomyśleć, że coś jest nie tak – zamiast zapytać, czy to nie nasze myślenie wymaga zmiany.
Przegapić czas nawiedzenia
Najbardziej poruszające jest to, że mieszkańcy Nazaretu mieli Boga przed sobą.
Słyszeli Jego słowa. Widzieli Jego obecność. A jednak nie rozpoznali chwili.
Zamiast otwartości pojawiło się zamknięcie. Zamiast słuchania – osąd. Zamiast nawrócenia – gniew.
I tak można przegapić czas nawiedzenia.
Bóg przychodzi w codzienności
Ta Ewangelia jest bardzo aktualna. Bo Bóg rzadko przychodzi w sposób spektakularny. Częściej przychodzi w codzienności:
w słowie, które nagle dotyka serca,
w spotkaniu z człowiekiem,
w wydarzeniu, które zmusza do refleksji.
A jednak łatwo to przegapić, gdy jesteśmy zamknięci w swoich schematach. Kiedy koncentrujemy się tylko na sobie, na własnych racjach, na swoim obrazie świata.
Otwarte serce
Jezus przechodzi pośród nich i odchodzi. Nie zatrzymuje się tam, gdzie serce jest zamknięte. To bardzo mocny obraz. Bóg nikogo nie zmusza do wiary. Przychodzi, mówi, zaprasza – ale szanuje wolność człowieka. Dlatego ta Ewangelia zostawia nas z pytaniem:
czy potrafię rozpoznać Boga wtedy, gdy przychodzi w zwyczajności?
czy nie jestem tak przywiązany do własnych schematów, że przegapię moment, w którym On mnie nawiedza?
Bo czasem największym dramatem nie jest brak Boga. Największym dramatem jest to, że On był bardzo blisko – a my Go nie rozpoznaliśmy.
– Andrzej Lewek




