Refleksje po spotkaniu homilii ks. Mirosława Żak: 15 kwietnia 2026
Link do spotkania.
Człowiek od zawsze żyje między światłem a ciemnością. Nie tylko w sensie fizycznym, ale przede wszystkim duchowym. W jego wnętrzu toczy się cicha walka między prawdą a ukrywaniem się, między pragnieniem życia a lękiem przed jego konsekwencjami. Homilia oparta na słowach Ewangelii: „Światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność” odsłania dramat tej walki i jednocześnie wskazuje drogę wyjścia.
Światło w chrześcijaństwie nie jest jedynie symbolem. Jest Osobą. Jest nim Chrystus – Ten, który przychodzi nie po to, by potępić, ale by zbawić. To fundamentalne odwrócenie ludzkiego myślenia. Człowiek często zakłada, że spotkanie z prawdą oznacza osąd, demaskację i odrzucenie. Tymczasem Ewangelia mówi coś odwrotnego: Bóg nie posyła Syna, by osądzić, lecz by ocalić. Światło nie przychodzi, by zniszczyć, ale by przywrócić życie.
A jednak człowiek się tego światła boi.
Nie dlatego, że światło jest groźne, ale dlatego, że odsłania. Ciemność daje iluzję bezpieczeństwa – pozwala ukryć to, co trudne, bolesne, wstydliwe. W ciemności można żyć bez konfrontacji z prawdą o sobie. Dlatego tak często człowiek wybiera ją świadomie, choć przeczuwa, że nie prowadzi ona do życia. Wybór ciemności nie jest więc tylko błędem poznawczym. Jest decyzją egzystencjalną – wyborem sposobu istnienia.
W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera postać Nikodema. Przychodzi do Jezusa nocą. Ten szczegół nie jest przypadkowy. Noc nie jest tylko porą dnia, ale stanem ducha. Nikodem szuka, ale jeszcze się ukrywa. Pragnie prawdy, ale nie jest gotów stanąć w pełnym świetle. Jego droga jest drogą wielu ludzi – drogą stopniowego zbliżania się do światła.
Spotkanie z Chrystusem nie kończy jego historii. Nie wiemy, czy Nikodem od razu uwierzył. Wiemy jednak, że coś się w nim zaczęło zmieniać. Później stanie w obronie Jezusa, a na końcu pojawi się przy Jego grobie. Światło nie działa jak błysk, który natychmiast rozprasza ciemność. Działa raczej jak świt – powoli, cierpliwie, nieodwołalnie.
Podobną drogę przechodzi św. Augustyn. Jego życie było długim doświadczeniem błądzenia, poszukiwania i wewnętrznego rozdarcia. A jednak także jego dotknęło światło. Nie zniszczyło jego przeszłości, ale nadało jej sens. Nie cofnęło błędów, ale przemieniło ich znaczenie. Historia Augustyna pokazuje, że nie ma takiej ciemności, która byłaby ostateczna. Każda może zostać przeniknięta światłem.
To prowadzi do jednego z najważniejszych obrazów homilii: Chrystus nie stoi na zewnątrz ludzkiej ciemności. On w nią wchodzi. Wchodzi w wody Jordanu pośród grzeszników, wchodzi w doświadczenie krzyża, wchodzi w śmierć i w otchłań. Nie zbawia człowieka z bezpiecznego dystansu. Zbawia go od środka, dotykając najciemniejszych miejsc jego życia.
To właśnie dlatego światło, które przynosi, nie jest obce ani odległe. Jest światłem, które zna ciemność.
A jednak, mimo tej bliskości, pozostaje jedno nieprzekraczalne prawo: człowiek musi otworzyć drzwi. Nawet nie całkowicie. Wystarczy je uchylić. Ten obraz – prosty, a zarazem niezwykle głęboki – oddaje istotę wiary. Bóg nie wdziera się do ludzkiego wnętrza. Czeka. Szanuje wolność człowieka do tego stopnia, że pozwala mu nawet pozostać w ciemności.
Dlatego wiara nie zaczyna się od wielkich deklaracji. Zaczyna się od małego aktu – decyzji, by nie uciekać, by spojrzeć w stronę światła, by pozwolić sobie na spotkanie. To wystarczy, by rozpoczął się proces przemiany.
Współczesny człowiek znajduje się w sytuacji szczególnej. Nie tyle odrzuca światło w sposób świadomy, ile często żyje tak, jakby go nie było. Zanurzony w nieustannym strumieniu bodźców, informacji i obrazów, traci zdolność do zatrzymania się i zadania sobie najważniejszych pytań. Paradoksalnie, żyjąc w świecie pełnym sztucznego światła, coraz mniej doświadcza tego prawdziwego.
Przyzwyczajenie do ciemności nie zawsze ma formę jawnego zła. Częściej przybiera postać rozproszenia, powierzchowności, braku czasu. Człowiek nie tyle wybiera ciemność, ile przestaje szukać światła.
Dlatego wezwanie homilii jest tak proste i tak wymagające zarazem: „Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością”. Nie chodzi o skomplikowaną drogę duchową, ale o kierunek spojrzenia. Tam, gdzie człowiek kieruje swój wzrok, tam zaczyna się jego droga.
Światło już przyszło. Nie trzeba go tworzyć ani szukać w nieznanych miejscach. Jest obecne. Pytanie pozostaje tylko jedno: czy człowiek zechce się ku niemu zwrócić.
Bo ostatecznie to nie ciemność jest największym problemem.
Największym problemem jest decyzja, by w niej pozostać.
/Andrzej Lewek/




