Ta Ewangelia pokazuje scenę bardzo ludzką. Tłum słucha Jezusa – i zaczyna się dyskusja.
Jedni mówią: „To prorok”.
Inni: „To Mesjasz”.
Jeszcze inni: „Niemożliwe”.
Dlaczego niemożliwe?
Bo nie pasuje do schematu.
„Mesjasz ma być z Betlejem. A On jest z Galilei”.
I wszystko wydaje się logiczne. Oparte na Piśmie. Uporządkowane. Problem polega na tym, że… wnioski są błędne.
Bo Jezus rzeczywiście jest z rodu Dawida i urodził się w Betlejem. Tyle że oni tego nie wiedzą. Albo nie chcą sprawdzić.
To bardzo ważny moment tej Ewangelii: można mieć rację w teorii – i jednocześnie minąć się z prawdą w rzeczywistości.
Schemat zamiast spotkania
Największą przeszkodą w rozpoznaniu Mesjasza nie jest brak wiedzy. Jest nią zamknięcie w wyobrażeniach o tym, jaki Bóg „powinien być”.
Człowiek buduje sobie obraz Boga:
- jaki ma działać
- skąd ma przyjść
- jak ma wyglądać Jego działanie
I kiedy Bóg przychodzi inaczej – zostaje odrzucony.
Bo nie pasuje.
To bardzo aktualne. Można znać Pismo. Można znać nauczanie. Można mieć „dobrą teologię”. A jednocześnie nie rozpoznać Boga, który stoi przed nami.
„Nigdy jeszcze nikt tak nie przemawiał”
Jest w tej Ewangelii niezwykły moment. Strażnicy wracają bez Jezusa i mówią:
„Nigdy jeszcze nikt tak nie przemawiał jak ten człowiek”.
To ludzie bez wielkiego przygotowania teologicznego. Ale mają w sobie coś bardzo ważnego: otwartość.
Nie zamykają się od razu.
Nie wydają szybkiego wyroku.
Pozwalają, by słowo Jezusa ich poruszyło.
I to wystarcza, by zatrzymać rękę.
Pycha wiedzy
Faryzeusze reagują inaczej:
„Czy ktoś z uczonych uwierzył? Ten tłum nie zna Prawa – jest przeklęty”.
To moment, w którym wiedza przestaje prowadzić do prawdy, a zaczyna budować poczucie wyższości.
Nie szukają już prawdy. Bronią swojego świata.
I wtedy pojawia się Nikodem.
Nie ogłasza wielkiej deklaracji wiary. Mówi tylko jedno:
„Czy nasze Prawo potępia człowieka, zanim go przesłucha?”
To głos rozsądku. Głos uczciwości. Głos człowieka, który jeszcze szuka.
I właśnie to jest droga.
Rozeszli się
Na końcu czytamy: „I rozeszli się – każdy do swego domu”.
To zdanie brzmi zwyczajnie. A jednak jest w nim coś smutnego.
Bo można spotkać Jezusa.
Usłyszeć Jego słowo.
Być blisko prawdy.
I wrócić do siebie… bez decyzji.
Bez zmiany.
Bez spotkania.
Najważniejsze pytanie
Ta Ewangelia zostawia nas z bardzo konkretnym pytaniem:
Czy moje wyobrażenia o Bogu nie są większe niż moja gotowość na spotkanie z Nim?
Bo można mieć „dobry obraz Boga” – i przegapić Boga żywego.
A droga ucznia zaczyna się tam, gdzie człowiek ma odwagę powiedzieć:
„Panie, pokaż mi, kim naprawdę jesteś – nawet jeśli to nie pasuje do moich schematów”.




