Jezus wypowiada dziś słowa, które uderzają w samo centrum naszego myślenia o sobie:
„Ja sam z siebie nic czynić nie mogę… nie szukam własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał”.
To zdanie stoi w całkowitej sprzeczności z duchem współczesności. Bo my lubimy myśleć, że wiemy, że rozumiemy, że potrafimy ocenić rzeczywistość obiektywnie. Badania pokazują coś paradoksalnego – większość ludzi uważa się za bardziej obiektywnych i rozsądnych niż inni. Problem w tym, że… to matematycznie niemożliwe.
Święty Paweł mówi wprost: „po części poznajemy”. Nasze widzenie rzeczywistości jest fragmentaryczne, ograniczone, często zniekształcone przez emocje, doświadczenia i własne interesy.
A jednak sądzimy.
Oceniamy ludzi.
Wydajemy wyroki.
Budujemy narracje.
I często robimy to z ogromną pewnością siebie.
Jezus pokazuje zupełnie inną drogę. Nie opiera się na sobie. Nie działa „po swojemu”. Całe Jego życie jest odniesione do Ojca. On widzi, co czyni Ojciec – i to samo czyni. To jest prawdziwe źródło prawdy.
Nie moje przekonania.
Nie moje doświadczenie.
Nie moje emocje.
Ojciec.
Jeśli więc chcemy przestać sądzić – nie wystarczy „bardziej się starać”. Potrzebujemy nauczyć się pokory. Przyznać, że nie widzimy wszystkiego. Że nie mamy pełnego obrazu. A jeśli chcemy żyć jak Jezus – potrzebujemy nauczyć się słuchać.
Bo w tej Ewangelii pada jedno z najważniejszych zdań:
„Kto słucha słowa mego i wierzy… ma życie wieczne”.
Nie: kto analizuje.
Nie: kto dyskutuje.
Nie: kto ma rację.
Ale: kto słucha.
To słuchanie nie jest bierne. To słuchanie, które prowadzi do działania. Do życia według Słowa. Do wyborów, które nie wynikają z mojego „wydaje mi się”, ale z zaufania Bogu.
Jezus idzie jeszcze dalej. Mówi o życiu i śmierci. O zmartwychwstaniu. O tym, że Ojciec ma życie w sobie i daje je Synowi.
To oznacza jedno: źródło życia nie jest w nas. Nie jesteśmy jego właścicielami. Jesteśmy jego odbiorcami.
Dlatego największą mądrością człowieka nie jest pewność siebie. Jest nią pokorne słuchanie Boga.
Bo tylko ten, kto słucha, zaczyna naprawdę widzieć. I tylko ten, kto przestaje być „sędzią”, może stać się uczniem.




