BOŻY MĘŻCZYZNA W XXI WIEKU

utworzone przez | sie 19, 2026 | Artykuły, KOMENTARZE | 0 komentarzy

Jak nie zostać najemnikiem we własnej winnicy?

19 sierpnia 2026. Środa XX tygodnia zwykłego. Czytania: (Ez 34, 1-11); (Ps 23 (22), 1b-3. 3b-4. 5. 6); Aklamacja (Hbr 4, 12); (Mt 20, 1-16);

Problem pasterzy, którzy zamiast owiec pasą samych siebie, najwyraźniej jest stary jak świat. Ezechiel nie przebiera w słowach:

„Biada pasterzom Izraela, którzy sami siebie pasą!”

Mocne. I bardzo aktualne. Najłatwiej oczywiście przeczytać ten tekst jako oskarżenie skierowane do duchownych. Biskupów, księży, proboszczów. I niewątpliwie także oni powinni go słuchać. Tylko że wtedy bardzo łatwo ustawić się po bezpiecznej stronie Słowa Bożego. To o nich. A przecież pasterzem jest każdy, komu Bóg powierzył drugiego człowieka. Ojciec. Matka. Lider wspólnoty. Przełożony. Szef. Nauczyciel. Wychowawca. Animator. Odpowiedzialny za grupę. Człowiek, za którym ktoś idzie. Może więc warto zapytać:

Kogo Bóg powierzył mnie? I czy rzeczywiście go pasę?

Pasterz, który pasie samego siebie

Ezechiel wymienia bardzo konkretne zarzuty:

„Słabej nie wzmacnialiście,
o zdrowie chorej nie dbaliście,
skaleczonej nie opatrywaliście,
zabłąkanej nie sprowadziliście z powrotem,
zagubionej nie odszukiwaliście”.

To właściwie gotowy rachunek sumienia dla każdego lidera. Czy ludzie powierzeni mojej odpowiedzialności dzięki mnie wzrastają?  Czy zauważam słabszych? Czy szukam tych, którzy odeszli? Czy interesuje mnie człowiek, który przestał przychodzić? Czy opatruję zranionych, czy raczej przeszkadzają mi, bo wymagają czasu? Czy moja wspólnota, grupa, firma albo rodzina istnieje dla ludzi – czy ludzie zaczęli istnieć dla mojego projektu?

Bo można przecież robić wiele rzeczy „dla Boga”, a tak naprawdę budować siebie. Swoją pozycję. Swoje znaczenie. Swoją organizację. Swoją wizję. Swoją markę. Swoją władzę. I nadal nazywać to służbą.

Najgroźniejszy moment przychodzi wtedy, kiedy owce stają się zasobem

Ezechiel mówi o pasterzach:

„Nakarmiliście się mlekiem, odzialiście się wełną (…) jednakże owiec nie paśliście”.

Owca przestała być kimś powierzonym pasterzowi. Stała się czymś, z czego można skorzystać. To niebezpieczeństwo istnieje również dzisiaj. Człowiek może stać się frekwencją. Wolontariuszem. Darczyńcą. Kontaktem. Wyborcą. Klientem. „Rękami do pracy”. Kolejną osobą potrzebną, żeby mój projekt się udał.

I właśnie tutaj lider powinien bardzo uważać. Człowiek nigdy nie jest środkiem do realizacji mojej misji. To raczej moja misja ma służyć człowiekowi.

„Oto Ja sam będę szukał moich owiec”

Po wszystkich oskarżeniach pojawia się jedno z najpiękniejszych zdań tego czytania:

„Oto Ja sam będę szukał moich owiec i będę sprawował nad nimi pieczę”.

Bóg mówi właściwie: Skoro wy nie potraficie być pasterzami, Ja sam przyjdę. I przychodzi. W Jezusie. Dlatego Psalm 23 brzmi dzisiaj zupełnie inaczej:

„Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie”.

Oto wzór każdego pasterza. Jezus nie wykorzystuje owiec. Nie buduje na nich swojej pozycji. Nie karmi się nimi. On sam staje się dla nich pokarmem. Dobry Pasterz ostatecznie oddaje życie za owce. To całkowite odwrócenie logiki złych pasterzy Ezechiela. Oni zabierają owcom, aby żyć. Jezus oddaje swoje życie, aby owce mogły żyć. To jest miara chrześcijańskiego przywództwa.

A potem Jezus najmuje nas do pracy

Dzisiejsza Ewangelia zmienia obraz. Nie jesteśmy już owcami. Jesteśmy robotnikami.

Gospodarz wychodzi: rano, o trzeciej, o szóstej, o dziewiątej, a nawet o jedenastej godzinie. I ciągle powtarza:

„Idźcie i wy do mojej winnicy”.

To niezwykle dobra wiadomość. Dopóki trwa dzień, nie jest za późno. Możesz mieć za sobą całe życie służby. Możesz dopiero odkrywać swoje powołanie. Może właśnie zaczynasz. A może masz poczucie, że większość życia została już za tobą. Gospodarz nadal wychodzi. Nawet o jedenastej godzinie. I pyta:

„Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?”

Każdy ma swoją pracę w winnicy

Chrześcijaństwo nie jest miejscem dla widzów. Jezus nie mówi: „Przyjdźcie popatrzeć na moją winnicę”. Mówi:

„Idźcie i wy do mojej winnicy”.

Każdy otrzymuje jakieś zadanie. Nie takie samo. Nie w tym samym czasie. Nie na tak długo. Ale każdy jest zaproszony.

I być może jednym z ważniejszych pytań duchowych jest:

  • Co jest moim kawałkiem winnicy? 
  • Gdzie Bóg mnie dzisiaj posyła?
  • Kogo mi powierzył?
  • Za kogo jestem odpowiedzialny?
  • Co powinienem uprawiać, czego pilnować, o co się troszczyć?
  • Ale robotnik może pozostać tylko najemnikiem

I tutaj oba czytania zaczynają się ciekawie spotykać. Można pracować w winnicy Boga i nadal myśleć jak najemnik.

„Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami”.

Pracowali dla gospodarza. Ale nie nauczyli się jego serca. Wykonali zadanie. Wytrzymali ciężar dnia. Zasłużyli na wypłatę. I właśnie dlatego dobroć gospodarza zaczyna ich drażnić. To bardzo subtelna pułapka także w życiu wiary.

Panie, przecież tyle dla Ciebie zrobiłem. Tyle lat służę. Tyle poświęciłem. Tyle godzin. Tyle pieniędzy. Tyle spotkań. Tyle inicjatyw. Tyle modlitwy. A on przyszedł o jedenastej i dostaje tyle samo?

I wtedy wychodzi na jaw, że choć przez cały dzień pracowałem w winnicy Ojca, moje serce wciąż może być sercem najemnika.

Jak z najemnika stać się pasterzem?

Chyba właśnie przez poznawanie serca Gospodarza. Bo On patrzy inaczej. Najemnik patrzy na zapłatę. Pasterz patrzy na owce.

Najemnik pyta: „Co z tego będę miał?” Pasterz: „Kogo mogę ocalić?”

Najemnik porównuje się z innymi. Pasterz cieszy się, że kolejna owca wróciła.

Najemnik zazdrości robotnikowi jedenastej godziny. Pasterz cieszy się, że nawet o jedenastej Gospodarz znalazł człowieka stojącego bezczynnie.

I może właśnie na tym polega dojrzewanie ucznia. Najpierw Jezus mówi: „Idź do mojej winnicy”. Potem uczy mnie pracy. A z czasem chce, żebym przestał tylko wykonywać polecenia i zaczął patrzeć na winnicę, ludzi i świat Jego oczami.

Denar otrzymamy wieczorem

Każdy nasz dzień kiedyś się skończy. Przyjdzie wieczór. Gospodarz powie:

„Zwołaj robotników i wypłać im należność”.

Może wtedy okaże się, że nie było najważniejsze, o której godzinie zaczęliśmy. Ani ile stanowisk zajmowaliśmy. Ani ilu ludzi za nami chodziło. Ani jak wielką winnicą zarządzaliśmy. Najważniejsze będzie, czy odpowiedzieliśmy na zaproszenie Gospodarza i czy nauczyliśmy się Jego serca. Bo możemy wejść do winnicy jako najemnicy. Ale nie musimy nimi pozostać.

Możemy nauczyć się od Jezusa być pasterzami. Takimi, którzy nie pasą siebie. Takimi, którzy szukają zagubionych, opatrują zranionych, wzmacniają słabych i cieszą się z każdego człowieka, którego Gospodarz przyprowadził – nawet o jedenastej godzinie. Bo przecież winnica jest Jego. Owce są Jego. Misja jest Jego. A my zostaliśmy zaproszeni, żeby Mu w niej służyć.

Najpierw nowe serce. Potem nowe życie

Najpierw nowe serce. Potem nowe życie

Wczoraj Bóg obiecywał przez Ezechiela nowe serce i nowego ducha. Dzisiaj prorok widzi, co dzieje się, gdy Duch rzeczywiście przychodzi: cmentarz zamienia się w „wojsko bardzo, bardzo wielkie”. Ale po co Bóg przywraca nas do życia? Odpowiedź Jezusa jest prosta i wymagająca: żebyśmy wreszcie potrafili kochać.

Kategorie