14 września 2026. Święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Czytania: (Lb 21,4b-9); (Ps 78,1-2.34-35.36-37.38); Aklamacja; (J 3,13-17);
Na pierwszy rzut oka w dzisiejszym czytaniu pojawia się pewna niespójność. Bóg, który zabrania Izraelowi czynienia podobizn i oddawania im czci, mówi Mojżeszowi: „Sporządź węża i umieść go na wysokim palu”. Co więcej, spojrzenie na ten właśnie wizerunek ma ocalić ukąszonych. Czy Bóg przeczy sam sobie? A może problem nigdy nie leżał w samym obrazie, lecz w tym, co człowiek z obrazem robi i komu ostatecznie oddaje cześć?
Wąż nie jest przecież bogiem i sam z siebie nikogo nie uzdrawia. Jest znakiem, który kieruje człowieka ku działaniu Boga. Zresztą późniejsza historia Izraela bardzo dobrze pokazuje różnicę między znakiem a bożkiem, ponieważ kiedy Izraelici zaczęli składać temu wężowi ofiary, król Ezechiasz kazał go zniszczyć (por. 2 Krl 18,4). Ten sam przedmiot może więc pomagać człowiekowi skierować wzrok ku Bogu albo zasłonić Boga i zająć Jego miejsce. Problem nie tkwi w materiale, z którego został wykonany, ale w sercu człowieka.
Jeszcze ciekawsze jest jednak to, dlaczego Bóg wybiera właśnie węża. Izraelici szemrzą, odrzucają Boże prowadzenie i zaczynają tęsknić za tym, z czego Bóg ich wyprowadził. Grzech zaczyna przynosić swoje naturalne owoce – zamiast obiecanej wolności pojawia się śmierć. I wtedy Bóg nie każe im odwracać wzroku od konsekwencji ich wyboru, lecz przeciwnie: każe spojrzeć właśnie na znak tego, co ich zabija. Człowiek musi zobaczyć swoją chorobę, żeby przyjąć uzdrowienie.
Ale samo spojrzenie nie jest przecież magicznym gestem. Człowiek ukąszony musi uwierzyć słowu Boga na tyle, żeby zrobić coś pozornie absurdalnego: zamiast szukać lekarstwa, ma spojrzeć na kawałek brązu zawieszony na palu. To spojrzenie staje się więc aktem wiary i posłuszeństwa. Nie wąż uzdrawia. Uzdrawia Bóg, a człowiek przyjmuje Jego ratunek przez wiarę.
I dopiero Jezus w rozmowie z Nikodemem odsłania pełne znaczenie tej historii: „Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego”. Stary Testament sam otrzymuje tutaj swoją interpretację. Wąż na pustyni okazuje się typem, zapowiedzią Krzyża, a wydarzenie sprzed wieków przygotowuje nas do zrozumienia największego paradoksu chrześcijaństwa. Bo przecież Krzyż również nie powinien oznaczać życia.
To narzędzie tortury, upokorzenia i egzekucji, miejsce przeznaczone dla skazańców, znak przegranej i śmierci. A jednak właśnie tam Bóg dokonuje zwycięstwa. To, co miało być końcem Jezusa, staje się początkiem nowego życia człowieka; miejsce największego poniżenia staje się miejscem wywyższenia, a znak śmierci – znakiem zbawienia.
Jezus idzie jeszcze dalej. Nie mówi tylko, że będzie wywyższony, ale natychmiast wyjaśnia dlaczego: „aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne”. I wtedy pada zdanie, które jest chyba najkrótszym streszczeniem całej Ewangelii: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał…” Krzyż nie jest więc przede wszystkim opowieścią o gniewie Boga na człowieka. Jest objawieniem miłości Boga do człowieka.
„Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”. To niezwykle ważne, bo czasem patrzymy na własny grzech podobnie jak Izraelici na pustyni: zostaliśmy ukąszeni, widzimy skutki naszych decyzji i zaczynamy spodziewać się przede wszystkim sądu. Jezus mówi Nikodemowi: spójrz wyżej. Nie zatrzymuj wzroku na swoim grzechu. Spójrz na Tego, który został wywyższony właśnie po to, żebyś nie zginął.
Nie oznacza to oczywiście bagatelizowania grzechu. Jad naprawdę zabijał Izraelitów i grzech naprawdę niszczy człowieka. Chrześcijaństwo nie mówi: „nic się nie stało”. Mówi coś znacznie większego: stało się, ale Bóg przygotował ratunek.
Dlatego dzisiejsze Słowo prowadzi nas od szemrania do wiary, od grzechu do miłosierdzia, od śmierci do życia. Izraelita ukąszony przez węża miał podnieść wzrok. Nikodem słyszy, że podobnie trzeba będzie spojrzeć na wywyższonego Syna Człowieczego.
My już wiemy, gdzie Go szukać. Na Krzyżu. I właśnie tam, gdzie po ludzku widzimy klęskę, Bóg pokazuje swoją miłość. Tam, gdzie grzech przyniósł śmierć, Chrystus otwiera drogę życia. Tam, gdzie człowiek powinien usłyszeć wyrok, słyszy Ewangelię:
„Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”.
Pozostaje podnieść wzrok, uwierzyć – i żyć.




