BOŻY MĘŻCZYZNA W XXI WIEKU

utworzone przez | paź 23, 2026 | Artykuły, KOMENTARZE | 0 komentarzy

Jedność zaczyna się od szukania Boga, nie od przekonywania innych do siebie

23 października 2026. Piątek XXIX tygodnia okresu zwykłego. Czytania: (Ef 4, 1-6); (Ps 24 (23), 1b-2. 3-4b. 5-6); Aklamacja (Mt 11, 25); (Łk 12, 54-59);

Święty Paweł, pisząc do Efezjan, bardzo mocno upomina się o jedność wspólnoty, przypominając, że chrześcijanie zostali powołani do jednej nadziei, tworzą jedno Ciało i otrzymali jednego Ducha. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest oraz jeden Bóg i Ojciec wszystkich. Można byłoby zapytać, dlaczego Apostoł musi tak wyraźnie przypominać o czymś, co powinno być oczywistą konsekwencją przyjęcia Ewangelii. Najwyraźniej już pierwsi chrześcijanie doświadczali napięć, sporów i podziałów, a wspólna wiara nie usuwała automatycznie ludzkich słabości, ambicji czy trudności we wzajemnych relacjach.

Od tamtego czasu minęło niemal dwa tysiące lat, a problem pozostaje niezwykle aktualny. Podziały istnieją między narodami, społeczeństwami, w rodzinach, parafiach i wspólnotach, a współczesne możliwości komunikowania się sprawiają, że nieustannie jesteśmy świadkami kolejnych konfliktów. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy podziałów jest dzisiaj rzeczywiście więcej niż dawniej, ale z pewnością częściej o nich słyszymy, łatwiej w nich uczestniczymy i coraz szybciej potrafimy budować własną tożsamość na sprzeciwie wobec innych.

Warto jednak zauważyć, że Paweł nie rozpoczyna wezwania do jedności od ustalenia zasad organizacyjnych, sposobów rozstrzygania sporów czy wskazania, kto powinien ustąpić. Zaczyna od postawy serca, zachęcając do pokory, cichości, cierpliwości i wzajemnego znoszenia siebie w miłości. Dopiero na takim fundamencie możliwe staje się zachowanie jedności Ducha dzięki więzi pokoju.

Dzisiejsze czytania prowadzą nas więc do pytania o źródła podziałów, ale również o drogę ich przezwyciężania. Psalmista wskazuje na człowieka, który szuka oblicza Boga, a Jezus wzywa do rozpoznawania obecnej chwili i pojednania z przeciwnikiem, zanim będzie za późno. Wszystkie te teksty przypominają, że prawdziwa jedność nie rodzi się przede wszystkim z przekonania innych do własnych racji, ale z nawrócenia człowieka, który pozwala Bogu przemieniać swoje serce.

Jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest

Paweł przypomina siedem fundamentów chrześcijańskiej jedności: jedno Ciało, jednego Ducha, jedną nadzieję, jednego Pana, jedną wiarę, jeden chrzest oraz jednego Boga i Ojca wszystkich. Nie jest to przypadkowe wyliczenie, ponieważ Apostoł pokazuje, że jedność Kościoła ma swoje źródło w samym Bogu i w zbawieniu, które otrzymujemy przez Jezusa Chrystusa.

Nie tworzymy wspólnoty jedynie dlatego, że mamy podobne zainteresowania, odpowiada nam określona duchowość albo dobrze czujemy się w swoim towarzystwie. Nie łączy nas również wyłącznie wspólny system wartości czy podobne rozumienie rzeczywistości społecznej. Fundamentem naszej jedności jest Chrystus, w którego zostaliśmy wszczepieni przez chrzest, oraz Duch Święty, który prowadzi nas do Ojca.

To bardzo ważne rozróżnienie, ponieważ w praktyce łatwo pomylić jedność z jednorodnością. Chcielibyśmy czasem, aby wszyscy myśleli podobnie, posługiwali się tym samym językiem, wybierali podobne formy modlitwy i mieli jednakowe poglądy na kwestie, które nie należą do istoty wiary. Kiedy jednak pojawiają się różnice, zaczynamy traktować je jako zagrożenie dla wspólnoty.

Tymczasem jedność, do której wzywa Paweł, nie oznacza likwidacji różnorodności. Przeciwnie, w dalszej części Listu do Efezjan Apostoł będzie mówił o różnych darach i posługach, które Chrystus ustanowił dla budowania swojego Ciała. Różnorodność nie musi więc prowadzić do podziałów, jeżeli pozostaje zakorzeniona we wspólnym odniesieniu do Boga i służy dobru całej wspólnoty.

Problem zaczyna się wtedy, gdy własny sposób przeżywania wiary, osobiste doświadczenie albo powierzona posługa stają się ważniejsze od Chrystusa, który nas jednoczy. Możemy wówczas tak mocno przywiązać się do własnej grupy, tradycji czy sposobu działania, że przestajemy dostrzegać braci i siostry podążających do tego samego celu inną drogą.

Dlatego pytanie o jedność Kościoła powinno zawsze prowadzić nas do pytania, czy rzeczywiście stawiamy Chrystusa w centrum, czy może niepostrzeżenie zaczynamy budować wspólnotę wokół siebie.

Czy źródłem podziałów jest nasza pycha?

Warto zatrzymać się nad kolejnością wskazań Pawła. Apostoł zachęca najpierw do pokory i cichości, następnie do cierpliwości oraz wzajemnego znoszenia siebie w miłości, a dopiero później mówi o zachowaniu jedności.

Nie jest to przypadek. Pycha należy bowiem do najpoważniejszych przeszkód w budowaniu prawdziwej wspólnoty, ponieważ sprawia, że własne przekonania, potrzeby i ambicje zaczynamy traktować jako najważniejszy punkt odniesienia. Coraz trudniej wówczas przyznać się do błędu, wysłuchać odmiennego zdania czy uznać, że drugi człowiek również może mieć coś wartościowego do powiedzenia.

Niekiedy nasza pycha ukrywa się pod pozorem troski o prawdę, dobro wspólnoty albo wierność określonym zasadom. Możemy być tak bardzo przekonani o słuszności własnego stanowiska, że przestajemy pytać, czy sposób jego obrony rzeczywiście służy Ewangelii.

Nie oznacza to oczywiście, że każdy konflikt wynika z pychy albo że dla zachowania jedności należy rezygnować z prawdy i sprawiedliwości. Istnieją rzeczywiste różnice, krzywdy i nadużycia, wobec których nie wolno pozostawać obojętnym. Czasami sprzeciw jest konieczny, a postawienie granic staje się wyrazem odpowiedzialności.

Jednak nawet wtedy powinniśmy pytać o własne motywacje, ponieważ można bronić słusznej sprawy w sposób, który niepotrzebnie poniża innych, pogłębia wrogość i zamyka drogę do pojednania.

Paweł proponuje nam postawę wymagającą znacznie większej dojrzałości niż zwykła uprzejmość. Pokora nie oznacza przecież przekonania o własnej bezwartościowości, ale umiejętność stawania w prawdzie o sobie, swoich możliwościach i ograniczeniach. Cichość nie jest słabością ani niezdolnością do stanowczego działania, lecz zdolnością panowania nad własnymi reakcjami, szczególnie wtedy, gdy pojawia się napięcie.

Cierpliwość pozwala natomiast przyjąć, że inni ludzie dojrzewają w różnym tempie, popełniają błędy i nie zawsze odpowiadają naszym oczekiwaniom. Dlatego Apostoł mówi o wzajemnym znoszeniu siebie w miłości, a nie jedynie o tolerowaniu obecności tych, z którymi łatwo nam się porozumieć.

Jedność nie wymaga od nas rezygnacji z własnej tożsamości, ale domaga się rezygnacji z przekonania, że tylko my mamy prawo określać miejsce innych we wspólnocie.

Kto może stanąć przed Bogiem?

Psalm 24 stawia przed nami pytanie, które może wydawać się jeszcze bardziej wymagające niż wezwanie Pawła: „Kto wstąpi na górę Pana, kto stanie w Jego świętym miejscu?”.

Odpowiedź jest niezwykle jednoznaczna: „Człowiek rąk nieskalanych i czystego serca, którego dusza nie lgnęła do marności”.

Trudno nie odczuć pewnego niepokoju wobec tak wysoko postawionych wymagań. Kto z nas może powiedzieć, że ma całkowicie czyste serce, nigdy nie dopuścił się zła i pozostaje wolny od wszelkiego przywiązania do rzeczy przemijających? Jeżeli potraktujemy te słowa jako opis człowieka, który własnymi siłami osiągnął moralną doskonałość, łatwo dojść do wniosku, że niewielu ludzi mogłoby stanąć przed Bogiem.

Warto jednak spojrzeć na dalszą część psalmu, ponieważ pojawia się tam wskazówka pozwalająca lepiej zrozumieć jego przesłanie: „Oto pokolenie tych, którzy Go szukają, którzy szukają oblicza Boga Jakuba”.

Psalmista nie mówi jedynie o ludziach, którzy osiągnęli doskonałość i mogą teraz przedstawić Bogu swoje zasługi. Wskazuje również na tych, którzy Go szukają, a więc pozostają w drodze, pragną spotkania z Nim i kierują ku Niemu swoje życie.

Nie oznacza to, że czystość serca i prawość postępowania przestają mieć znaczenie. Przeciwnie, szukanie Boga powinno prowadzić do przemiany naszego życia, ponieważ trudno autentycznie pragnąć bliskości z Nim, a jednocześnie świadomie i uporczywie wybierać to, co nas od Niego oddala.

Jednak fundamentem tej drogi nie jest przekonanie o własnej doskonałości, ale otwartość na Boga, który może nas oczyszczać i przemieniać.

To bardzo ważne również w kontekście jedności. Człowiek przekonany, że już osiągnął duchową dojrzałość, może coraz łatwiej oceniać innych z pozycji własnej wyższości. Natomiast ten, kto rzeczywiście szuka Boga, pozostaje świadomy, że sam nieustannie potrzebuje Jego miłosierdzia, światła i prowadzenia.

Może właśnie dlatego wspólnota ludzi szukających Boga ma większą szansę na zachowanie jedności niż wspólnota ludzi przekonanych, że już wszystko o Bogu wiedzą.

Czyste serce to serce skierowane ku Bogu

Psalmista łączy czystość serca z wolnością od przywiązania do marności. Nie chodzi tutaj wyłącznie o unikanie poszczególnych grzechów, ale o właściwe uporządkowanie ludzkich pragnień.

Człowiek może przecież prowadzić życie zewnętrznie poprawne, przestrzegać zasad i wywiązywać się ze swoich obowiązków, a jednocześnie pozostawać wewnętrznie podporządkowanym potrzebie uznania, pragnieniu dominacji czy nieustannemu porównywaniu się z innymi.

W takim przypadku problem nie zawsze jest widoczny na pierwszy rzut oka, ponieważ może ukrywać się nawet za działalnością religijną i zaangażowaniem we wspólnotę. Możemy podejmować wiele dobrych inicjatyw, ale stopniowo coraz bardziej szukać w nich własnego znaczenia niż chwały Boga.

Dlatego czystość serca nie sprowadza się do moralnej bezbłędności, ale obejmuje również pytanie o najgłębsze motywacje naszego działania. Czy rzeczywiście szukamy Boga, czy raczej chcemy, aby Bóg potwierdzał słuszność naszych planów? Czy zależy nam na Jego woli, czy przede wszystkim na powodzeniu własnych przedsięwzięć?

Psalm przypomina, że cała ziemia i wszyscy jej mieszkańcy należą do Pana. Skoro więc wszystko pochodzi od Boga, nie możemy traktować ani własnego życia, ani powierzonych nam ludzi, ani wspólnot, w których działamy, jak swojej wyłącznej własności.

Ta świadomość powinna prowadzić do pokory, która jest jednym z najważniejszych warunków zachowania jedności.

Dlaczego nie rozpoznajemy obecnej chwili?

W Ewangelii Jezus zwraca uwagę słuchaczom, że potrafią rozpoznawać nadchodzące zmiany pogody, obserwując chmury i kierunek wiatru, ale nie potrafią właściwie odczytać czasu, w którym żyją.

Nie chodzi tutaj o brak umiejętności przewidywania przyszłych wydarzeń ani o niedostateczną znajomość znaków zapowiadających koniec świata. Jezus mówi do ludzi, którzy są świadkami Jego obecności, słuchają nauczania i widzą dokonywane przez Niego znaki, a mimo to nie rozpoznają, że właśnie teraz Bóg w szczególny sposób wychodzi im naprzeciw.

Obecna chwila jest więc czasem łaski, zaproszeniem do nawrócenia i podjęcia decyzji, której nie należy odkładać na później.

Warto zauważyć, że Jezus nie zarzuca swoim słuchaczom braku inteligencji. Przeciwnie, wskazuje, że potrafią oni wyciągać trafne wnioski z obserwacji świata, ale nie wykorzystują tej samej zdolności rozeznawania w odniesieniu do własnego życia duchowego.

Możemy dostrzec podobny problem również dzisiaj. Potrafimy analizować sytuację polityczną, gospodarczą i społeczną, rozpoznawać zagrożenia, przewidywać konsekwencje określonych decyzji oraz planować przyszłość, a jednocześnie możemy nie zauważać tego, do czego Bóg zaprasza nas właśnie teraz.

Czasami jesteśmy tak bardzo zajęci ocenianiem wydarzeń i postępowania innych ludzi, że nie dostrzegamy potrzeby własnego nawrócenia. Innym razem potrafimy szczegółowo opisywać problemy Kościoła i społeczeństwa, ale nie umiemy rozpoznać dobra, które moglibyśmy podjąć w najbliższym otoczeniu.

Rozeznawanie obecnej chwili nie polega więc przede wszystkim na odgadywaniu Bożych planów dotyczących przyszłości, ale na rozpoznawaniu Jego wezwania w rzeczywistości, którą aktualnie przeżywamy.

Może to być zaproszenie do przebaczenia, podjęcia odpowiedzialności, naprawienia wyrządzonej krzywdy, pojednania z bliską osobą albo zrezygnowania z działania, które choć przynosi nam korzyści, nie służy prawdziwemu dobru.

Pogódź się z przeciwnikiem, dopóki jesteś w drodze

Jezus kończy dzisiejszą Ewangelię obrazem człowieka, który zmierza ze swoim przeciwnikiem do sędziego. Zachęca go, aby jeszcze w drodze podjął próbę porozumienia, zanim sprawa zakończy się wyrokiem i jego konsekwencjami.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że jest to jedynie praktyczna rada dotycząca rozwiązywania sporów. W kontekście całej wypowiedzi Jezusa obraz ten nabiera jednak głębszego znaczenia, ponieważ przypomina o pilności nawrócenia i odpowiedzialności za podejmowane decyzje.

Dopóki jesteśmy w drodze, mamy możliwość działania. Możemy uznać własny błąd, naprawić wyrządzoną krzywdę, podjąć rozmowę albo przynajmniej zrobić pierwszy krok w kierunku pojednania. Nie oznacza to, że każdą sytuację uda się rozwiązać ani że zgoda zależy wyłącznie od naszej dobrej woli, ponieważ druga strona również pozostaje wolnym człowiekiem.

Nie oznacza to również obowiązku rezygnacji ze sprawiedliwości, ochrony przed przemocą czy dochodzenia swoich praw. Pojednanie nie może polegać na akceptowaniu zła ani na zmuszaniu skrzywdzonego człowieka do powrotu w sytuację, która nadal mu zagraża.

Jezus wskazuje jednak, że nie powinniśmy pielęgnować konfliktów ani odkładać na później dobra, które możemy uczynić dzisiaj.

Warto zestawić te słowa z wezwaniem Pawła do zachowania jedności Ducha dzięki więzi pokoju. Apostoł pokazuje postawy niezbędne do budowania wspólnoty, natomiast Jezus przypomina, że pojednanie wymaga również konkretnych decyzji podejmowanych we właściwym czasie.

Nie wystarczy więc deklarować pragnienia jedności, jeżeli jednocześnie nie jesteśmy gotowi podjąć rozmowy, wysłuchać drugiego człowieka albo przyznać się do własnej odpowiedzialności za powstały konflikt.

Czasami największą przeszkodą nie jest nawet skala nieporozumienia, ale nasze przekonanie, że pierwszy krok powinien zawsze wykonać ktoś inny.

Szukać Boga, aby odnaleźć drogę do człowieka

Dzisiejsze czytania układają się w niezwykle spójną drogę. Paweł przypomina o jedności, której źródłem jest sam Bóg, psalmista wskazuje na ludzi szukających Jego oblicza, a Jezus wzywa do rozpoznania obecnej chwili i podjęcia pojednania, dopóki istnieje taka możliwość.

Można powiedzieć, że wszystkie te teksty prowadzą nas od zewnętrznych podziałów do wewnętrznej przemiany, bez której trudno byłoby zbudować trwałą jedność.

Nie wystarczy bowiem stworzyć dobre struktury, uzgodnić zasady współpracy czy zorganizować wspólne przedsięwzięcie, jeżeli w naszych sercach nadal dominują pycha, nieufność i pragnienie własnego znaczenia. Z drugiej strony sama deklaracja pokory i miłości nie wystarczy, jeżeli nie prowadzi do konkretnych działań na rzecz pojednania.

Dlatego tak ważne jest wskazanie psalmisty: „Oto pokolenie tych, którzy Go szukają”.

Może właśnie szukanie Boga jest kluczem do jedności, ponieważ pozwala nam odkrywać, że nie jesteśmy centrum świata ani właścicielami prawdy, ale ludźmi nieustannie potrzebującymi Jego światła. Kiedy rzeczywiście stawiamy Boga na pierwszym miejscu, łatwiej dostrzegamy własne ograniczenia, uczymy się słuchać innych i zaczynamy rozumieć, że różnorodność nie musi oznaczać zagrożenia.

Nie znaczy to, że wszystkie konflikty znikną, a wspólnoty staną się miejscem pozbawionym napięć. Oznacza jednak, że otrzymujemy fundament pozwalający przeżywać różnice bez wzajemnego niszczenia się, a także odwagę podejmowania pojednania tam, gdzie wcześniej zwyciężała duma.

Warto więc dzisiaj zapytać siebie, czy rzeczywiście szukam Boga, czy raczej szukam potwierdzenia własnych racji. Czy potrafię przyjąć, że drugi człowiek, nawet jeśli różni się ode mnie, również może być prowadzony przez Ducha Świętego? Czy w moich relacjach jest ktoś, z kim powinienem podjąć próbę pojednania, zanim upływający czas jeszcze bardziej utrwali istniejący podział?

I wreszcie, czy potrafię rozpoznać obecną chwilę jako czas łaski, w którym Bóg zaprasza mnie nie tylko do oceniania świata, ale przede wszystkim do przemiany własnego serca?

Jedność nie zaczyna się od tego, że wszyscy zaczynają myśleć tak jak my. Zaczyna się wtedy, gdy razem uczymy się szukać Boga, pozwalając, aby Jego miłość przemieniała nasze serca i prowadziła nas ku sobie nawzajem.

 

 

Kategorie