BOŻY MĘŻCZYZNA W XXI WIEKU

Słuchanie Słowa a posłuszeństwo Słowu

Konferencja ks. Piotra Stawarza SDS
Spotkanie Mężczyzn Świętego Józefa
Kraków, 21 października 2026 r.

Wprowadzenie

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Bardzo serdecznie dziękuję za zaproszenie i za możliwość uczestniczenia w tym spotkaniu. Muszę przyznać, że od dawna fascynuje mnie pragnienie mężczyzn, którzy chcą się razem spotykać, wspólnie modlić i szukać własnej drogi, którą mogliby podążać, także drogi modlitwy. Bardzo się cieszę, że mogę dzisiaj być tutaj z wami i uczestniczyć w tym doświadczeniu.

Tematem naszej refleksji jest posłuszeństwo Słowu Bożemu. Chciałbym, abyśmy najpierw spojrzeli na tę rzeczywistość nieco szerzej, odwołując się do różnych wydarzeń i doświadczeń opisanych w Piśmie Świętym. Od początku historii zbawienia widzimy bowiem, jak wielkie znaczenie ma to, że ktoś wierzy słowu Boga, przyjmuje je, okazuje mu posłuszeństwo i pozwala, aby wyznaczało kierunek jego życia.

Słowo Boga, które stwarza i daje życie

Pomyślmy najpierw o pierwszym wydarzeniu opisanym w Biblii, jakim jest stworzenie świata. Wszystko, co Bóg wypowiada, staje się rzeczywistością. Cała natura jest Mu posłuszna, wszystko poddaje się Jego słowu i urzeczywistnia Jego wolę.

Właśnie w tym miejscu Biblia ukazuje nam zasadniczą różnicę między słowem Boga a słowem człowieka. Słowo Boga jest niezawodne, pełne mocy i sprawia to, co zapowiada. Nie jest jedynie wypowiedzią czy obietnicą, która może się spełnić albo nie. Ma w sobie moc urzeczywistniania tego, co Bóg zamierzył.

Prawda ta nie odnosi się wyłącznie do dzieła stworzenia, chociaż właśnie tam objawia się w sposób szczególnie wyraźny. Bóg ukazuje nam potęgę swojego słowa, swojej woli i swojego pragnienia.

Warto przy tym zwrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół. Przy kolejnych dniach stworzenia słyszymy, że to, co Bóg uczynił, było dobre, a kiedy zostaje stworzony człowiek, dowiadujemy się, że wszystko było bardzo dobre. Oznacza to, że słowo Boga nie tylko posiada moc sprawczą, lecz także przynosi dobro i piękno.

Działo się tak w świecie, który nie został jeszcze zraniony przez grzech, ale ta sama prawda odnosi się również do świata, w którym dzisiaj żyjemy, a także do świata, którym jest serce każdego z nas. Bóg swoim słowem nadal może dokonywać rzeczy dobrych i pięknych.

Zastanawiając się nad wyborem fragmentu Pisma Świętego na nasze spotkanie, przypomniałem sobie różne wydarzenia, w których bardzo wyraźnie widać, co dokonuje się w życiu człowieka, kiedy przyjmuje Boże słowo i okazuje mu posłuszeństwo.

Abraham – człowiek, który uwierzył Bogu na słowo

Pierwszym przykładem jest Abraham, do którego Bóg kieruje wezwanie, aby opuścił swoją ziemię, miejsce zamieszkania i dotychczasowe życie, a następnie udał się do kraju, który dopiero zostanie mu wskazany.

Abraham, noszący wówczas jeszcze imię Abram, wyrusza w drogę, chociaż nie wie, dokąd zmierza. Nie zna ziemi, do której ma dotrzeć, nie wie, jak ona wygląda ani co go tam spotka. W pewnym sensie jest to podróż z biletem w jedną stronę. Opuszcza wszystko, co znał, i nie planuje powrotu do poprzedniego życia, gdyby nowa rzeczywistość okazała się trudniejsza, niż przypuszczał.

Abraham wierzy Bogu na słowo.

Wyrusza, ponieważ ufa Temu, który go wzywa. Nie otrzymuje od razu pełnego wyjaśnienia ani szczegółowej mapy swojej przyszłości. Ma jednak słowo Boga i ono mu wystarcza.

To posłuszeństwo staje się początkiem niezwykłej historii. Bóg stopniowo pogłębia wiarę Abrahama, poszerza swoje obietnice i udziela mu coraz większego błogosławieństwa. My sami jesteśmy w pewnym sensie spadkobiercami tego posłuszeństwa, ponieważ historia Abrahama stała się częścią historii naszego zbawienia.

Jest to piękny obraz człowieka, który idzie za słowem Boga, chociaż nie widzi jeszcze spełnienia otrzymanej obietnicy.

Święty Józef – posłuszeństwo bez zbędnych słów

Kolejnym niezwykłym przykładem jest św. Józef. Można powiedzieć, że niemal wszystkie wydarzenia, w których pojawia się on na kartach Ewangelii, mają właśnie ten charakter: Józef słucha słowa Boga i wprowadza je w czyn.

Pod pewnym względem przypomina żołnierza, który otrzymuje polecenie i je wykonuje. Nie dyskutuje z aniołem ani ze słowem, które dociera do niego we śnie. Przyjmuje je i podejmuje działanie, nawet jeśli oznacza to wybór trudnej drogi.

Dopiero później Bóg pokazuje mu, jak ważne było jego posłuszeństwo.

Józef staje się opiekunem Świętej Rodziny. W oczach ludzi współczesnych Jezusowi jest po prostu Jego ojcem, głową rodziny, człowiekiem odpowiedzialnym za Maryję i Jezusa. Bóg powierzył mu właśnie takie zadanie, chociaż Józef wie, że nie jest biologicznym ojcem Jezusa.

Jest w jego postawie coś niezwykle pięknego. Przyjmuje misję, którą Bóg mu wyznaczył, i realizuje ją z wiernością.

Dlatego możemy przyzywać św. Józefa szczególnie wtedy, gdy pragniemy uczyć się posłuszeństwa Słowu Bożemu, kiedy chcemy nie tylko słuchać tego, co Bóg do nas mówi, ale rzeczywiście tym żyć.

Dotyczy to słowa, które słyszymy podczas takich spotkań jak dzisiejsze, słowa głoszonego podczas Eucharystii, ale również tego, które odkrywamy, gdy sami otwieramy Pismo Święte, szukając światła dla swojego życia i decyzji, jakie musimy podjąć.

Maryja – zgoda na wypełnienie Bożej obietnicy

Nie sposób mówić o posłuszeństwie Słowu Bożemu, nie wspominając o Maryi.

W Jej życiu widzimy, jak z posłuszeństwa słowu rodzi się i urzeczywistnia dzieło zbawienia. Podczas zwiastowania Maryja słyszy orędzie przekazane przez archanioła Gabriela i odpowiada słowami, które dobrze znamy: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa”.

Szczególnie ważne jest właśnie to pragnienie: niech się stanie, niech się wydarzy to, co Bóg zapowiedział.

Maryja przyjmuje Bożą wolę i pragnie jej wypełnienia, ponieważ jest to obietnica, którą Izrael żył przez całe wieki.

W tych trzech postaciach — Abrahamie, Józefie i Maryi — odnajdujemy różne oblicza tej samej postawy. Każda z nich słyszy słowo Boga, przyjmuje je i pozwala, aby stało się ono początkiem konkretnego działania.

Chciałbym jednak zatrzymać się dłużej przy jeszcze jednym wydarzeniu, które zostało opisane w dziesiątym rozdziale Dziejów Apostolskich.

Korneliusz – człowiek gotowy usłyszeć Boga

W dziesiątym rozdziale Dziejów Apostolskich św. Łukasz opisuje historię Korneliusza, rzymskiego setnika, dowódcy oddziału zwanego Italskim.

Jest to człowiek, który przeżywa coś niezwykłego, a wydarzenie to odmieni nie tylko jego życie i życie jego bliskich, ale będzie miało ogromne znaczenie również dla całego Kościoła.

W tej historii spotykamy kilka osób, które uczą się posłuszeństwa Bożemu słowu. Najpierw Korneliusza, następnie Piotra, a ostatecznie również wspólnotę Kościoła, która będzie musiała przyjąć i zrozumieć to, czego dokonał Bóg.

Święty Łukasz przedstawia Korneliusza jako człowieka pobożnego i bogobojnego, który wraz ze swoją rodziną modli się do Boga i hojnie wspiera ubogich.

Pewnego dnia, około godziny dziewiątej, Korneliusz otrzymuje widzenie. Ukazuje mu się anioł, który zwraca się do niego po imieniu i oznajmia, że Bóg usłyszał jego modlitwy oraz dostrzegł dobro, które czyni potrzebującym.

Następnie poleca mu wysłać ludzi do Jafy, aby sprowadzili stamtąd Szymona zwanego Piotrem, przebywającego w domu garbarza Szymona.

Korneliusz nie zwleka z wykonaniem polecenia. Przywołuje dwóch domowników oraz pobożnego żołnierza, wyjaśnia im, co się wydarzyło, i posyła ich w drogę.

Zatrzymajmy się przez chwilę przy postaci tego człowieka.

Korneliusz jest poganinem. Nie należy do narodu wybranego, nie uczestniczy w jego historii przymierza i nie zna w pełni wszystkich obietnic, które Bóg przekazał Izraelowi. A jednak jest człowiekiem dobrym.

Święty Łukasz wymienia jego zalety: troszczy się o potrzebujących, pomaga ubogim, jest pobożny i otwarty na Boga.

Szukamy takich ludzi również w naszym życiu. Chcielibyśmy spotykać ich jak najwięcej, mieć ich w swoim otoczeniu, doświadczać ich życzliwości i dobroci.

Ale w tej historii jest coś, co może nas zaskakiwać.

Korneliusz jest przecież żołnierzem. Co więcej, jest żołnierzem armii okupacyjnej.

Dla wielu ludzi żyjących w tamtym czasie samo spotkanie z rzymskim żołnierzem mogło budzić obawę. Żołnierz kojarzył się z władzą, przymusem, możliwością doświadczenia krzywdy. Lepiej było trzymać się od niego z daleka.

Tymczasem św. Łukasz pokazuje nam człowieka, który pełni taką funkcję, a jednocześnie jest dobry, pobożny i wrażliwy na potrzeby innych.

To zestawienie może nas skłonić do refleksji nad sposobem, w jaki patrzymy na ludzi.

Niekiedy spotykając drugiego człowieka, nie dostrzegamy przede wszystkim jego samego, lecz funkcję, którą pełni, grupę, do której należy, albo własne wyobrażenie na jego temat. Bywa, że nasze spojrzenie kształtują uprzedzenia, doświadczenia krzywdy czy lęk.

Ksiądz Mirosław Żak mówił dzisiaj w homilii o murze wrogości, który może powstawać w człowieku właśnie na skutek cierpienia, bólu i doznanej krzywdy.

Podobnie może być również dzisiaj, gdy określone osoby, funkcje czy mundury wywołują w nas nieufność. Doświadczenia przemocy lub agresji mogą sprawić, że zaczynamy obawiać się wszystkich, którzy reprezentują daną grupę.

Tymczasem Korneliusz pokazuje nam, że za określoną funkcją czy stanowiskiem zawsze znajduje się konkretny człowiek.

Setnik jest kimś znaczącym, dowodzi żołnierzami, zajmuje odpowiedzialne stanowisko. A równocześnie czyni wiele dobra.

Można powiedzieć, że jego serce jest przygotowaną ziemią, na której Boże słowo może przynieść owoc.

Bóg może działać również w życiu człowieka zagubionego i uwikłanego w grzech, wzywając go do wyjścia z tego stanu. W Korneliuszu dostrzegamy jednak szczególną otwartość, przestrzeń, w której Boża łaska może rozwijać się i przynosić owoce.

Pierwszy krok posłuszeństwa

Warto przyjrzeć się reakcji Korneliusza na pojawienie się anioła.

Kiedy anioł zwraca się do niego po imieniu, Korneliusz ze strachem pyta, o co chodzi. Jest zaskoczony tym niezwykłym spotkaniem. Modli się do Boga tak, jak potrafi, i nagle doświadcza czegoś, czego się nie spodziewał.

Otrzymuje jednak bardzo konkretne polecenie: ma posłać ludzi i sprowadzić Piotra.

Jako setnik doskonale rozumie, czym jest rozkaz. Wie, że otrzymane polecenie należy wykonać.

Wybiera więc zaufanych ludzi i wysyła ich do Jafy.

Posłuszeństwo Korneliusza rozpoczyna proces, którego znaczenia on sam jeszcze nie rozumie.

Nie wie, co wydarzy się po przybyciu Piotra. Nie zna celu całej tej historii. Ma jednak konkretne słowo, które usłyszał, i podejmuje pierwszy krok.

Zobaczymy, jak wielkie znaczenie będzie miało to posłuszeństwo.

Piotr – słowo, którego jeszcze nie rozumie

W tym samym czasie Bóg przygotowuje do spotkania również Piotra.

Następnego dnia, kiedy wysłannicy Korneliusza zbliżają się do Jafy, Piotr wchodzi na taras domu, aby się modlić. Jest około południa. Odczuwa głód i czeka na przygotowywany posiłek.

Wtedy otrzymuje widzenie.

Widząc otwarte niebo, dostrzega coś w rodzaju wielkiego płótna opuszczającego się ku ziemi. Znajdują się na nim różne zwierzęta, także te, które według przepisów Prawa Mojżeszowego były uznawane za nieczyste.

Piotr słyszy polecenie: „Podejdź, Piotrze, zabijaj i jedz”.

Odpowiada jednak, że nigdy nie jadł niczego skażonego ani nieczystego.

Wówczas słyszy słowa: „Nie uważaj za skażone tego, co Bóg oczyścił”.

Widzenie powtarza się trzykrotnie.

Można dostrzec pewien związek między głodem Piotra a tym, co ukazuje mu się podczas modlitwy. Gdy człowiek jest głodny, łatwo przychodzą mu do głowy myśli o jedzeniu. Bywa, że nawet podczas modlitwy zaczynamy wyobrażać sobie, co chętnie byśmy zjedli.

Ale tutaj chodzi o coś znacznie więcej.

Bóg posługuje się tym obrazem, aby przekazać Piotrowi ważną prawdę.

Dla nas rozróżnienie na zwierzęta czyste i nieczyste nie ma już takiego znaczenia, jakie miało dla Izraelitów. W świecie, w którym żył Piotr, było jednak jednym z istotnych elementów codzienności i wierności przymierzu z Bogiem.

Prawo określało, co można spożywać, a czego należy unikać. Dotyczyło to również kontaktu z osobami i sytuacjami, które mogły powodować rytualną nieczystość. Żydzi przestrzegający Prawa nie jedli na przykład wieprzowiny. W ich świecie nie było miejsca na schabowego, który dla nas jest czymś zupełnie zwyczajnym.

Dlatego reakcja Piotra jest tak zdecydowana. Nigdy nie spożywał niczego nieczystego i nie zamierza łamać tej zasady.

Tymczasem słyszy, że tego, co Bóg oczyścił, nie należy już uważać za nieczyste.

Piotr nie rozumie znaczenia widzenia.

Zastanawia się, dlaczego zobaczył właśnie taki obraz i co Bóg chce mu przez niego powiedzieć. Przeczuwa, że nie chodzi jedynie o zwierzęta ani o przepisy dotyczące pokarmów, ale nie potrafi jeszcze odkryć właściwego sensu tych słów.

Pozostaje z zagadką.

To doświadczenie może być nam bardzo bliskie.

Niekiedy słyszymy słowo Boga, czytamy Pismo Święte, uczestniczymy w modlitwie albo przeżywamy wydarzenie, w którym dostrzegamy jakieś Boże wezwanie, ale nie rozumiemy jeszcze jego znaczenia.

Zastanawiamy się, co Bóg chce nam przez to powiedzieć, do czego nas prowadzi i jakie konsekwencje może mieć to słowo dla naszego życia.

Nie zawsze Boże działanie jest dla nas od razu jasne. Nie zawsze otrzymujemy wyjaśnienie, które pozwala zobaczyć całą drogę.

Tak jest również z Piotrem.

Posłuszeństwo, które wyprzedza zrozumienie

Kiedy Piotr wciąż zastanawia się nad widzeniem, do domu przybywają wysłannicy Korneliusza.

Wtedy Duch Święty mówi mu, że szukają go trzej ludzie, i poleca, aby zszedł na dół oraz wyruszył razem z nimi, nie wahając się, ponieważ to On ich posłał.

Piotr otrzymuje więc konkretne polecenie.

Ma pójść z ludźmi, których nie zna, do człowieka, którego nigdy nie spotkał. Nie wie jeszcze, co ma mu powiedzieć ani dlaczego został wezwany.

Ale wie, że właśnie tego oczekuje od niego Bóg.

Otwiera się przed nami bardzo ważna prawda o posłuszeństwie Bożemu słowu.

Nie zawsze muszę rozumieć wszystko, aby móc odpowiedzieć na to, czego Bóg ode mnie oczekuje.

Powróćmy na chwilę do Abrahama. Bóg polecił mu wyruszyć do ziemi, którą dopiero miał mu pokazać.

Możemy wyobrazić sobie ludzi pytających Abrahama, dokąd właściwie zmierza. Być może nie potrafił udzielić dokładnej odpowiedzi. Wiedział jedynie, że idzie za słowem Boga i że On wskaże mu miejsce, które dla niego przygotował.

Abraham nosił w sercu obietnicę potomstwa licznego jak gwiazdy na niebie, ale nie widział jeszcze jej wypełnienia.

Podobnie jest z Piotrem.

Korneliusz czeka na to, co Piotr ma mu powiedzieć, natomiast Piotr nie wie jeszcze, po co właściwie ma tam iść i jakie słowo powinien przekazać.

Jeden oczekuje odpowiedzi, drugi dopiero próbuje zrozumieć, dlaczego został posłany.

Obaj jednak są posłuszni.

Jest w tym coś niezwykle pięknego.

Jesteśmy ludźmi znajdującymi się w drodze wiary. Bóg prowadzi nas cierpliwie, krok po kroku, i nie zawsze od razu odsłania przed nami wszystko, co zamierza uczynić.

Niekiedy pozwala nam odkrywać znaczenie swojego słowa dopiero wtedy, gdy podejmiemy działanie.

Piotr nie idzie sam

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół.

Piotr nie wyrusza do Korneliusza samotnie. Towarzyszy mu kilku braci z Jafy.

Początkowo może się wydawać, że jest to jedynie informacja o przebiegu podróży, ale później okaże się ona bardzo ważna.

Kiedy Piotr będzie musiał wyjaśniać przed wspólnotą Kościoła, dlaczego wszedł do domu poganina i dlaczego poganie zostali ochrzczeni, będzie mógł odwołać się do świadków tych wydarzeń.

Nie będzie opowiadał jedynie o swoich osobistych odczuciach, wyobrażeniach czy przemyśleniach. Będzie mógł przedstawić drogę, którą rzeczywiście przeprowadził go Bóg, a wraz z nim również innych braci.

Ci ludzie będą świadkami tego, co się wydarzyło.

Bóg nie prowadzi wyłącznie Piotra. Przez jego posłuszeństwo prowadzi także innych, przygotowując ich do przyjęcia prawdy, która będzie miała znaczenie dla całego Kościoła.

Spotkanie w domu Korneliusza

Kiedy Piotr przybywa do Cezarei, Korneliusz już na niego czeka.

Nie jest jednak sam. Zaprosił swoich krewnych oraz najbliższych przyjaciół, aby również oni mogli uczestniczyć w tym niezwykłym spotkaniu.

Gdy Piotr wchodzi, Korneliusz wychodzi mu naprzeciw, pada do jego stóp i oddaje mu pokłon.

Piotr podnosi go jednak, mówiąc: „Wstań, ja też jestem człowiekiem”.

Jest to powitanie pełne szacunku. Korneliusz traktuje Piotra jak Bożego wysłannika, proroka, świadka tajemnic i spraw Bożych.

Następnie opowiada mu o swoim widzeniu i wyjaśnia, dlaczego posłał po niego ludzi.

Cała ta relacja prowadzi do niezwykle pięknego wyznania:

„Teraz jesteśmy gotowi wobec Boga wysłuchać wszystkiego, co Pan polecił ci powiedzieć”.

Zatrzymajmy się przy tych słowach.

Korneliusz jest setnikiem, człowiekiem przyzwyczajonym do wydawania i wykonywania rozkazów. Doskonale rozumie znaczenie polecenia i odpowiedzialności za jego wypełnienie.

Przypomina nam się tutaj również ewangeliczna rozmowa Jezusa z innym setnikiem, który prosił o uzdrowienie swojego sługi. Setnik wiedział, że wystarczy jedno słowo Jezusa, aby dokonało się uzdrowienie. Rozumiał bowiem, czym jest słowo wypowiedziane z autorytetem.

Podobną postawę odnajdujemy u Korneliusza.

Nie zaprasza Piotra jedynie po to, aby wysłuchać interesującego opowiadania. On i zgromadzeni w jego domu ludzie są gotowi stanąć wobec Boga i przyjąć to, co Bóg zechce im przekazać.

Jest w tym wielka gotowość do słuchania i posłuszeństwa.

Bóg zmienia spojrzenie Piotra

Równie ważne jest to, co podczas spotkania mówi sam Piotr.

Przypomina zgromadzonym, że według zasad, którymi dotąd się kierował, Żyd nie powinien utrzymywać takiej bliskości z poganinem ani wchodzić do jego domu.

Następnie wyjaśnia jednak, że Bóg go pouczył, aby nikogo nie uważał za skażonego i nieczystego.

W tym momencie zaczynamy rozumieć znaczenie widzenia, które Piotr otrzymał na tarasie domu w Jafie.

Słowa: „Nie uważaj za skażone tego, co Bóg oczyścił” nie odnosiły się ostatecznie jedynie do pokarmów. Bóg prowadził Piotra do odkrycia nowego sposobu patrzenia na ludzi.

Piotr uczy się widzieć człowieka tam, gdzie wcześniej dostrzegał przede wszystkim poganina.

Posłuszeństwo słowu doprowadziło go najpierw do domu Korneliusza, ale równocześnie zaczęło zmieniać jego serce i sposób myślenia.

Dostrzega ludzi, których Bóg również wybiera i do których kieruje swoją Ewangelię.

Jest to odkrycie niezwykle ważne dla całej historii Kościoła.

Święty Paweł będzie później mówił o poganach jako o współdziedzicach obietnicy. Także my należymy do tych, których Bóg zaprosił do uczestnictwa w dziedzictwie związanym z przymierzem i obietnicami danymi Abrahamowi oraz jego potomstwu.

To, czego doświadcza Piotr, otwiera drogę do rozumienia Kościoła jako wspólnoty ludzi powołanych ze wszystkich narodów.

Posłuszeństwo Bożemu słowu doprowadza do spotkania, które już zaczyna wydawać owoce. Jednak najważniejsze wydarzenia dopiero nastąpią.

Piotr głosi Jezusa Chrystusa

Kiedy Korneliusz i jego bliscy wyrażają gotowość słuchania, Piotr zaczyna przemawiać.

Jego pierwsze słowa wskazują na odkrycie, którego właśnie dokonuje: Bóg nie ma względu na osoby, a w każdym narodzie miły jest Mu człowiek, który się Go boi i postępuje sprawiedliwie.

Następnie Piotr głosi Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie.

Mówi o Jezusie z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą, o Jego działalności, czynionym dobru oraz uzdrawianiu ludzi znajdujących się pod władzą zła.

Przypomina o Jego śmierci na krzyżu i o tym, że Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia.

Piotr daje również świadectwo osobistego spotkania ze Zmartwychwstałym.

Podkreśla, że Jezus ukazał się wybranym wcześniej świadkom, którzy po Jego zmartwychwstaniu jedli i pili razem z Nim.

Jest to bardzo ważne.

Świadectwo Piotra nie opiera się jedynie na jakimś obrazie czy widzeniu, podobnym do tego, którego doświadczył na tarasie domu w Jafie. Nie chodzi również o doświadczenie zbliżone do widzenia anioła przez Korneliusza.

Piotr mówi o rzeczywistym spotkaniu z Jezusem Zmartwychwstałym.

Było to spotkanie twarzą w twarz, spotkanie przyjaciół, którzy mogli razem spożywać posiłek, podobnie jak czynili to wcześniej, podczas ziemskiego życia Jezusa.

W ten sposób Piotr świadczy, że Boże obietnice wypełniły się w Jezusie Chrystusie.

Jego śmierć i zmartwychwstanie stały się dziełem zbawienia, a każdy, kto w Niego wierzy, może otrzymać odpuszczenie grzechów mocą Jego imienia.

O czym więc Piotr mówi zgromadzonym w domu Korneliusza?

Piotr zawsze mówi o Jezusie.

Głosi to, czego sam doświadczył, i daje świadectwo o Tym, którego spotkał jako Zmartwychwstałego Pana.

Poganie słyszą Dobrą Nowinę o tym, że Bóg wypełnił swoje obietnice, ale również o tym, że oni sami zostali zaproszeni do uczestnictwa w Jego zbawieniu.

Duch Święty zstępuje na pogan

I właśnie wtedy wydarza się coś zupełnie niespodziewanego.

Jeszcze podczas przemówienia Piotra Duch Święty zstępuje na wszystkich, którzy słuchają jego nauczania.

Wierzący pochodzenia żydowskiego, którzy przybyli razem z Piotrem, są zdumieni. Widzą bowiem, że dar Ducha Świętego został udzielony również poganom.

Słyszą, jak zgromadzeni zaczynają mówić językami i wielbić Boga.

Piotr dostrzega znaczenie tego wydarzenia i pyta, czy można odmówić chrztu tym, którzy tak samo jak uczniowie Jezusa otrzymali Ducha Świętego.

Następnie poleca ochrzcić ich w imię Jezusa Chrystusa.

Popatrzmy, jak niezwykła jest ta historia.

Piotr sam przeżył dzień Pięćdziesiątnicy, kiedy wraz z innymi uczniami, apostołami i Maryją oczekiwał w Wieczerniku na wypełnienie obietnicy Jezusa.

Uczniowie zostali do tego wydarzenia przygotowani. Jezus zapowiedział im przyjście Ducha Świętego i polecił, aby oczekiwali na Jego dar.

Mogli przecież uznać, że mają już wiele do zrobienia, że trzeba rozpocząć głoszenie Ewangelii i podejmować kolejne działania. A jednak byli posłuszni słowu Jezusa i czekali.

Teraz natomiast Duch Święty zstępuje na pogan, którzy nie przeszli takiej samej drogi przygotowania. Nie uczestniczyli przez długi czas w nauczaniu Jezusa ani w wielotygodniowej czy wielomiesięcznej katechezie.

Bóg sam wybiera sposób działania.

Pokazuje, że pragnie zgromadzić w swoim ludzie nie tylko tych, którzy należeli do narodu wybranego, lecz również pogan.

Dary Ducha Świętego objawiają się wśród ludzi, którzy wcześniej nie znali Boga w taki sposób, w jaki poznali Go uczniowie Jezusa.

Jak bardzo musiało to zaskoczyć Piotra i towarzyszących mu braci! Zapewne również Korneliusz i jego najbliżsi byli zdumieni tym, co się wydarzyło.

W tym momencie Bóg sam dokonuje czegoś, czego żaden z uczestników spotkania nie mógł wcześniej przewidzieć.

Można powiedzieć, że Bóg wypowiada ostatnie słowo w tej historii.

Dopiero teraz wszystko zaczyna układać się w całość.

Rozumiemy, dlaczego Korneliusz otrzymał polecenie sprowadzenia Piotra. Rozumiemy, dlaczego Piotr miał widzenie i dlaczego Duch Święty polecił mu wyruszyć z wysłannikami poganina.

Piotr został posłany, aby głosić Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie, aby przekazać kerygmat.

A Bóg sam potwierdził to głoszenie darem Ducha Świętego.

Piotr nie mógł sprawić, aby Duch Święty zstąpił na zgromadzonych. Mógł jedynie rozpoznać to, czego dokonał Bóg, i wyciągnąć z tego właściwy wniosek.

Skoro poganie otrzymali ten sam dar Ducha Świętego, który wcześniej otrzymali apostołowie, nie ma powodu, aby odmawiać im włączenia do wspólnoty Kościoła.

Piotr wypełnia więc polecenie Jezusa, aby iść i nauczać wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

Posłuszeństwo, które pozwala iść mimo niepewności

Drodzy Bracia!

Historia Korneliusza i Piotra pokazuje nam, jak bardzo Bóg pragnie, abyśmy opierali się na Nim, ufali Jego słowu i byli Mu posłuszni.

Niekiedy zostajemy wezwani do posłuszeństwa w okolicznościach, w których nie widzimy całej drogi. Nie rozumiemy wszystkich wydarzeń ani nie potrafimy przewidzieć konsekwencji podejmowanych decyzji.

A jednak właśnie wtedy Bóg zaprasza nas, abyśmy Mu zaufali.

Jest taka piękna pieśń, w której zwracamy się do Boga ze słowami:

„Oświeć drogę mą choćby na jeden krok”.

Nie muszę widzieć całej przyszłości. Nie muszę wiedzieć, co znajduje się za kolejnym zakrętem ani co wydarzy się jutro.

Ważne, aby Bóg oświetlał drogę, którą mam przejść dzisiaj.

Tak było w życiu Korneliusza. Tak było w życiu Piotra. Tak samo może być również w moim życiu.

Chciałbym więc pozostawić wam trzy myśli do osobistej refleksji.

1. Czy rozpoznaję słowo, które Bóg kieruje do mnie?

Pierwsza dotyczy tych momentów, w których doświadczam, że Bóg zaprasza mnie do konkretnego działania.

Bywają sytuacje, kiedy słyszę jakieś słowo, uczestniczę w modlitwie albo czytam Pismo Święte i zaczynam odczuwać, że jest to wezwanie skierowane właśnie do mnie.

Może pojawia się wewnętrzne poruszenie, przekonanie, że powinienem coś zrobić, podjąć jakiś krok, zmienić coś w swoim życiu.

Niekiedy to słowo mnie niepokoi.

Być może próbuję je odłożyć, tłumacząc sobie, że tylko mi się wydaje albo że nie zrozumiałem go właściwie.

Może zaczynam myśleć, że jest skierowane do kogoś innego, że nie dotyczy mnie albo że powinienem odpowiedzieć na nie dopiero jutro, za jakiś czas, w bardziej odpowiednim momencie.

Warto zapytać siebie, czy potrafię rozpoznawać takie sytuacje i co robię ze słowem, które porusza moje serce.

2. Posłuszeństwo otwiera nowe horyzonty

Druga myśl dotyczy tego, że posłuszeństwo Bożemu słowu otwiera przed człowiekiem perspektywy, których wcześniej nie potrafił sobie nawet wyobrazić.

Piotr nie planował, że wyruszy do domu poganina, aby uczestniczyć w tak niezwykłym wydarzeniu. Nie marzył o tym, aby jak najszybciej przygotowywać pogan do włączenia ich do wspólnoty Kościoła.

Znalazł się jednak w sytuacji, w której Bóg poprowadził go dalej, niż sam zamierzał pójść.

Bóg zawsze widzi więcej i dalej niż ja.

Jest to dla mnie bardzo dobra wiadomość.

Nie muszę wszystkiego rozumieć, wszystkiego przewidywać ani wiedzieć, co wydarzy się na początku, w środku i na końcu drogi.

Mogę zaufać Bogu, ponieważ On widzi dalej.

Podczas modlitwy, która poprzedziła nasze rozważanie, pojawiła się myśl o takich miejscach w naszym życiu, których jeszcze nie oddaliśmy Bogu, o przestrzeniach, w których pozostaje ciemność, smutek albo brak doświadczenia Jego łaski.

Być może właśnie tam Bóg pragnie nas poprowadzić.

On bardzo chce, aby nasze życie stawało się błogosławieństwem.

Piotr, okazując posłuszeństwo słowu, stał się narzędziem Boga w wydarzeniu, które zapoczątkowało coś niezwykłego.

Otworzyła się nowa perspektywa dla całego Kościoła.

Kościół nie jest bowiem jedynie prostym przedłużeniem narodu wybranego. Jest wspólnotą gromadzoną przez Boga spośród wszystkich narodów, ze wszystkich stron świata.

Tę Dobrą Nowinę będzie później głosił także św. Paweł.

Podobnie może być w naszym życiu. Kiedy jesteśmy posłuszni Bożemu słowu, Bóg może otworzyć przed nami nowy horyzont, który pozostaje zgodny z naszym powołaniem, a jednocześnie pozwala nam pełniej odkryć, czemu nasze życie ma służyć.

3. Bóg może uczynić więcej, niż my potrafimy

Trzecia myśl jest również Dobrą Nowiną.

Bóg może dokonać znacznie więcej, niż jesteśmy w stanie osiągnąć własnymi siłami.

Piotr mógł wyruszyć do Cezarei. Mógł przekroczyć barierę, która oddzielała go od pogan, wejść do domu Korneliusza, spotkać się ze zgromadzonymi ludźmi i głosić im Jezusa Chrystusa.

Ale nie mógł sam udzielić im Ducha Świętego.

Tego dokonał Bóg.

Piotr stał się świadkiem Bożego działania.

Później, kiedy będzie opowiadał o tych wydarzeniach, odwoła się właśnie do tego doświadczenia. Powie, że Bóg dał poganom Ducha Świętego tak samo, jak wcześniej uczniom Jezusa.

Był to argument niezwykle przekonujący, ponieważ uczestnicy wydarzenia sami zobaczyli to, czego dokonał Bóg.

Podobna prawda może odnosić się do naszej modlitwy i do tego spotkania.

Duch Święty może nas poprowadzić, umocnić, przemówić do nas przez swoje słowo albo przez brata, który będzie się z nami modlił.

Może dokonać czegoś, co znacznie przekracza nasze możliwości.

Naszym zadaniem jest otworzyć się na Jego działanie, słuchać Jego słowa i z zaufaniem podejmować to, do czego nas zaprasza.

Pytania i odpowiedzi po konferencji

Pytanie 1. Jak odkrywać głębię wydarzeń opisanych w Piśmie Świętym?

Uczestnik: Ksiądz bardzo głęboko przedstawił historię Piotra i Korneliusza, zwracając uwagę na szczegóły, których można nie zauważyć nawet podczas wielokrotnego czytania tego fragmentu. Na przykład na to, że Piotr wyruszył w drogę, nie wiedząc właściwie, dokąd ta droga go doprowadzi i jaki jest jej cel. Jak Ksiądz odkrył te szczegóły? Co pomogło Księdzu spojrzeć na to wydarzenie w taki sposób?

Ks. Piotr Stawarz SDS:

Odkrywanie tej historii wiąże się z moją codzienną posługą w Centrum Formacji Duchowej, gdzie przygotowujemy program rekolekcji i spotkań na kolejne lata.

Każdy z nas otrzymuje od dyrektora pytanie, jakie rekolekcje chciałby poprowadzić. Moim pragnieniem było przygotowanie rekolekcji o Duchu Świętym, którym chciałem nadać tytuł nawiązujący do obietnicy Jezusa: „Dam wam Obrońcę”.

Przygotowując te rekolekcje, zacząłem szukać w Piśmie Świętym wydarzeń, w których działanie Ducha Świętego okazuje się szczególną pomocą dla człowieka. Właśnie wtedy zwróciłem uwagę na historię Piotra i Korneliusza.

Przypomina mi się pewna anegdota z naszego domu rekolekcyjnego.

Obecnie gościmy około osiemdziesięciu księży z różnych części Polski, a czasami również z zagranicy, którzy uczestniczą w programie formacyjnym. Są wśród nich osoby odpowiedzialne za formację w seminariach duchownych, rektorzy, prefekci, ojcowie duchowni oraz księża posługujący w nowicjatach i innych miejscach formacji.

Ksiądz Krzysztof, nasz dyrektor i przełożony, prowadzi ich drogą św. Piotra.

Jeden z moich współbraci, dziękując za tę formację, powiedział kiedyś, że ma wrażenie, jakby św. Piotr był kimś z rodziny księdza Krzysztofa. Tak wiele szczegółów z jego życia potrafił wydobyć z biblijnych tekstów, wyjaśnić i ukazać ich znaczenie.

Myślę, że jest to niezwykle ważna umiejętność czytania Pisma Świętego.

Święty Łukasz jest pod tym względem prawdziwym mistrzem. Nie przedstawia nam jedynie faktów, ale prowadzi nas również przez doświadczenia i przeżycia bohaterów.

Zwróćmy uwagę na przykład na słowa Ducha Świętego skierowane do Piotra, aby nie bał się wyruszyć z wysłannikami Korneliusza.

Skoro Duch Święty mówi mu, aby się nie bał i nie wahał, możemy przypuszczać, że Piotr rzeczywiście doświadczał jakiegoś oporu, niepewności czy trudności.

Dlaczego miałby iść z tymi ludźmi? Co właściwie powinien zrobić?

Warto również pamiętać, dlaczego Piotr znalazł się w Jafie.

Wędrował po wspólnotach, w których żyli wierzący, aby umacniać braci w wierze. Wypełniał w ten sposób zadanie otrzymane od Jezusa: „Ty ze swej strony utwierdzaj twoich braci”.

Wcześniej spotkał sparaliżowanego Eneasza, który został uzdrowiony, a następnie uczestniczył w niezwykłym wydarzeniu związanym z Tabitą, kobietą, która pomagała innym, szyjąc dla nich ubrania.

W tych miejscach działy się cuda.

Piotr zatrzymał się później w domu Szymona garbarza, ale Bóg nie pozwolił mu poprzestać na tym, czego już doświadczył. Prowadził go dalej.

Właśnie z takiego czytania tekstu czerpię inspirację.

Oczywiście korzystam również z komentarzy biblijnych, ponieważ Pismo Święte trzeba czytać w tradycji Kościoła. Nie chodzi o to, aby dowolnie wymyślać znaczenie wydarzeń, lecz aby coraz głębiej odkrywać to, co rzeczywiście zostało nam przekazane.

Pytanie 2. Jak rozeznawać wolę Bożą, kiedy musimy wybierać między dwoma dobrami?

Uczestnik: Gdzie w Piśmie Świętym można szukać inspiracji i wskazówek dotyczących rozeznawania woli Bożej? Są sytuacje, w których wybór wydaje się oczywisty, ponieważ mamy przykazania i jasne zasady moralne. Czasami jednak stajemy przed dwiema możliwościami, które wydają się dobre. Jak rozeznawać w takich sytuacjach?

Ks. Piotr Stawarz SDS:

Na pewno możemy znaleźć w Biblii wiele miejsc, które pomagają nam w takim rozeznawaniu.

Przede wszystkim warto pamiętać o tym, że słowo Boże jest dla nas światłem i drogowskazem. Potrafi wskazywać prawdziwe dobro i pomagać nam odkrywać właściwą drogę.

Rzeczywiście bywają sytuacje, w których stoimy przed wyborem między czymś, co jest autentycznym dobrem, a czymś, co jedynie wydaje nam się dobre.

Wtedy rozeznanie staje się szczególnie ważne.

Zdarza się jednak również, że obydwie możliwości są rzeczywiście dobre. Możemy wybrać jedną albo drugą drogę i w obu przypadkach nasze działanie będzie służyło Bogu oraz przynosiło dobre owoce.

W tym kontekście przychodzi mi na myśl przede wszystkim mądrość, którą pozostawił nam św. Ignacy Loyola.

Święty Ignacy uczył rozeznawania duchowego, posługując się między innymi pojęciem dobrych i złych duchów.

Zwracał uwagę na to, że zły duch może przedstawiać nam coś jako dobro, chociaż w rzeczywistości nim nie jest. Potrafi ukazywać nawet grzech jako coś atrakcyjnego, przyjemnego i godnego wyboru.

Podobnie dzieje się w historii pierwszych rodziców, którzy patrząc na owoc drzewa poznania dobra i zła, dostrzegają jego piękno i atrakcyjność. Owoc wydaje im się dobry do spożycia, chociaż wybór ten prowadzi do nieposłuszeństwa Bogu.

Warto również spojrzeć na św. Józefa jako na patrona rozeznawania.

Pamiętamy scenę, w której Józef zamierza potajemnie oddalić Maryję. Szuka dobra i pragnie postąpić sprawiedliwie. Ma pewien zamiar, który wydaje mu się właściwy.

Wtedy jednak otrzymuje od Boga słowo: „Nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki”.

To słowo prowadzi go do innego wyboru.

W Biblii znajduje się wiele podobnych historii, choć trudno byłoby w tej chwili wskazać jeden fragment, który stanowiłby kompletną szkołę rozeznawania między dwoma dobrami.

Możemy również przypomnieć sobie wydarzenie z życia Abrahama i jego bratanka Lota.

Początkowo wędrują razem, a ich stada i majątki się powiększają. Z czasem jednak między pasterzami jednego i drugiego dochodzi do nieporozumień.

Czy dobrze jest, aby rodzina pozostawała razem? Oczywiście, że tak.

A jednak w tej konkretnej sytuacji wspólne pozostawanie zaczyna prowadzić do konfliktów.

Abraham proponuje więc Lotowi, aby się rozdzielili. Pozwala mu wybrać ziemię, do której chce się udać, a sam postanawia pójść w przeciwnym kierunku.

Widzimy tutaj, że rozeznawanie może oznaczać konieczność dokonania wyboru między wartościami, które same w sobie są dobre, ale w określonych okolicznościach wymagają podjęcia konkretnej decyzji.

Abraham pozostaje przy tym człowiekiem obietnicy, ponieważ właśnie jego Bóg wybrał do realizacji swojego planu.

Myślę, że zarówno przykład Abrahama, jak i św. Józefa pokazują nam, że rozeznawanie woli Bożej jest drogą, na której człowiek uczy się coraz głębiej słuchać Boga i odczytywać dobro, do którego jest zaproszony.

Pytanie 3. Dlaczego ten sam fragment Pisma Świętego po pewnym czasie przemawia do nas zupełnie inaczej?

Uczestnik: Zdarza mi się wracać do fragmentów Pisma Świętego, które czytałem już wcześniej. Czasami po roku albo dwóch latach odkrywam w tym samym tekście coś zupełnie innego, chociaż dobrze pamiętam jego treść. Jak można wyjaśnić takie doświadczenie? Czy Ksiądz również coś takiego przeżywa?

Ks. Piotr Stawarz SDS:

Myślę, że kluczem do zrozumienia tego doświadczenia jest prawda, że Bóg kieruje do nas swoje słowo dzisiaj.

Słowo pozostaje takie samo, ale zmienia się nasze życie, sytuacja, w której się znajdujemy, oraz doświadczenia, które nosimy w sercu.

Kiedy czytałem dany fragment rok temu, znajdowałem się w określonym momencie swojego życia. Dzisiaj jestem już w innym miejscu. Przeżyłem nowe wydarzenia, czegoś się nauczyłem, czegoś doświadczyłem.

Dlatego to samo słowo może rzucać nowe światło na moją obecną sytuację.

Jeżeli staram się modlić i słuchać, mogę również odkrywać coraz głębsze znaczenie tego, co Bóg do mnie mówi.

Kiedyś bardzo poruszyła mnie myśl związana z tajemnicą powołania, że Bóg przemawia do nas naszym własnym językiem.

Pomyślmy o pierwszych uczniach Jezusa.

Piotr i Andrzej byli rybakami. Kiedy Jezus ich spotkał, zajmowali się swoją codzienną pracą, sieciami i połowem ryb.

Jezus powiedział do nich: „Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi”.

Gdyby zaczął mówić im o kerygmacie, prawdopodobnie patrzyliby na Niego ze zdziwieniem, nie bardzo rozumiejąc, czego od nich oczekuje.

Tymczasem Jezus przemawia językiem, który jest im bliski.

Odwołuje się do tego, czym żyją, czym zajmują się na co dzień i co potrafią zrozumieć. Dopiero później będzie ich stopniowo wprowadzał w nowe znaczenie tych słów.

Bóg doskonale wie, co dzieje się w naszym życiu.

Zna nasze doświadczenia, pytania, trudności i pragnienia. Dlatego potrafi przemawiać do nas w taki sposób, aby Jego słowo dotykało naszej konkretnej sytuacji.

Nie chodzi wyłącznie o znajomość Biblii ani o umiejętność analizowania tekstu.

Można posiadać ogromną wiedzę biblijną, prowadzić wykłady i znać wiele komentarzy, a jednocześnie nie doświadczać tego, że słowo osobiście przemawia do serca.

Kiedy jednak naprawdę otwieramy się na Boga, Duch Święty może sprawić, że słowo stanie się dla nas żywe.

Właśnie dlatego tak ważna jest modlitwa i postawa słuchania.

Bóg może również posługiwać się słowami innych ludzi: naszych braci, przyjaciół, osób bliskich czy współmałżonka.

Czasami w małżeństwie jedno z małżonków wypowiada słowo, które dla drugiego staje się ważnym światłem.

Ktoś podzielił się dzisiaj ze mną doświadczeniem, że wierzy, iż Bóg przemawia do niej także przez jej przełożoną.

Kiedy przełożona proponuje jej określone zadanie albo zwraca uwagę na coś, czym warto się zająć, ona traktuje te słowa bardzo poważnie. Próbuje odczytywać je również jako możliwe Boże prowadzenie.

I dostrzega, że przynosi to dobre owoce.

Jest takie piękne zdanie, którego autorem jest św. Grzegorz Wielki:

„Słowo rośnie z czytającym”.

Co ono oznacza?

Kiedy człowiek bierze do ręki Pismo Święte, doświadcza tego, że słowo Boga niejako dostosowuje się do jego możliwości rozumienia.

Do dziecka przemawia w taki sposób, że dziecko może je przyjąć i zrozumieć na swoim poziomie.

Kiedy człowiek dorasta, dojrzewa i zdobywa nowe doświadczenia, to samo słowo może odsłaniać przed nim kolejne znaczenia.

Po roku powracam do tego samego fragmentu i odkrywam, że mówi do mnie w mojej nowej sytuacji.

W tym sensie słowo rośnie razem z czytającym. Towarzyszy nam na kolejnych etapach życia, a równocześnie nieustannie prowadzi nas dalej.

Jest to niezwykłe działanie Ducha Świętego, który sprawia, że słowo Boże staje się żywe i osobiście do nas przemawia.

Warto za ten dar dziękować i go nie zmarnować.

Więcej o spotkaniu

Kategorie