BOŻY MĘŻCZYZNA W XXI WIEKU

utworzone przez | mar 30, 2026 | Artykuły, KOMENTARZE, Trzeźwym okiem | 0 komentarzy

Miłość, która kosztuje

Betania jest miejscem niezwykłym. W domu Łazarza, Marty i Marii spotyka się wdzięczność, przyjaźń i przeczucie zbliżającej się śmierci Jezusa. To już nie jest zwykła uczta. To chwila bardzo gęsta duchowo. Nad wszystkim unosi się świadomość, że Pascha jest blisko.

I właśnie wtedy Maria robi coś, co dla wielu wydaje się przesadą.

Bierze drogocenny olejek. Namaszcza Jezusowi nogi. Ociera je włosami. A dom napełnia się wonią.

To gest piękny, czuły, ale też kosztowny. Nie symboliczny grosz, nie pobożny drobiazg. Coś bardzo cennego.

I dlatego natychmiast pojawia się głos rozsądku. Głos ekonomii. Głos kalkulacji:

„Czemu tego nie sprzedano i nie rozdano ubogim?”

Łatwo potępić Judasza. Ewangelia zresztą nie zostawia złudzeń co do jego intencji. Ale zanim za szybko go osądzimy, warto postawić sobie pytanie znacznie trudniejsze:

Czy ja sam byłbym gotów wylać przed Jezusem coś naprawdę cennego?

Nie resztki.
Nie nadwyżkę.
Nie to, co mi niepotrzebne.

Ale coś, co naprawdę kosztuje.

Miłość bez kalkulatora

Maria nie liczy. Nie analizuje „opłacalności” gestu. Nie pyta, czy inni uznają to za rozsądne. Miłość bardzo często wygląda właśnie tak: jest hojna, przekraczająca miarę, niezabezpieczona.

Judasz myśli kategoriami użyteczności. Maria – kategoriami miłości.

I to jest różnica fundamentalna.

Bo można być bardzo „rozsądnym”, a jednocześnie nigdy nie wejść w logikę miłości, która daje siebie bez wyrachowania.

Sługa, który nie łamie trzciny

Pierwsze czytanie z Izajasza pokazuje nam Sługę Pana: cichego, łagodnego, niosącego światło, niełamiącego trzciny nadłamanej.

To właśnie taki jest Jezus w Betanii. Nie szuka spektaklu. Nie wymusza niczego. Przyjmuje gest miłości. Pozwala się namaścić. Wie, że to znak przygotowania na Jego pogrzeb.

A jednocześnie ten cichy Sługa staje się przyczyną podziału. Jedni kochają Go coraz bardziej. Inni postanawiają zabić – już nie tylko Jego, ale nawet Łazarza.

Bo prawdziwe życie, które daje Jezus, zawsze prowokuje wybór.

Co we mnie odsłania ta scena?

To czytanie jest jak lustro.

Pokazuje, ile w nas jest Marii – zdolnej do hojności.
I ile Judasza – zdolnego wszystko przeliczyć.

Bo nie chodzi tylko o pieniądze. Chodzi o całe życie.

Czy dam Jezusowi czas, który „mógłbym” spożytkować inaczej?
Czy dam Mu uwagę?
Czy dam Mu posłuszeństwo?
Czy dam Mu to, co naprawdę cenne?

A może wszystko we mnie jest zabezpieczone, odmierzone, racjonalne i kontrolowane?

Woń, która napełnia dom

Jest w tej scenie jeden szczegół niezwykły:

„Dom napełnił się wonią olejku”.

Prawdziwa miłość do Jezusa nigdy nie zostaje zamknięta tylko w sercu jednego człowieka. Ona promieniuje. Wypełnia przestrzeń. Staje się świadectwem.

Tak samo jest z człowiekiem, który naprawdę spotkał Chrystusa. Coś zaczyna pachnieć inaczej. Inaczej układają się priorytety. Inaczej wyglądają decyzje. Inaczej rozkładają się akcenty życia.

Najważniejsze pytanie

Łatwo oceniać Judasza. Dużo trudniej zapytać:

Czy moja miłość do Jezusa w ogóle coś mnie kosztuje?

Bo jeśli nic nie kosztuje, to może jest tylko deklaracją.

Maria pokazuje, że prawdziwa miłość jest hojna.
Jezus pokazuje, że taka miłość ma sens.
A Ewangelia pyta nas dziś bardzo osobiście:

Co jesteś gotów wylać u stóp Jezusa?