BOŻY MĘŻCZYZNA W XXI WIEKU

„Święty Józef – ojciec w cieniu” – Kardynał Luis Antonio Gokim Tagle

Kardynał Luis Antonio Gokim Tagle

kardynał, doktor teologii, biskup diecezjalny Imus w latach 2001–2011, arcybiskup metropolita Manili i prymas Filipin w latach 2011–2019, kardynał od 2012 (najpierw w stopniu prezbitera, w 2020 promowany do stopnia biskupa), przewodniczący Caritas Internationalis od 2015, prefekt Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów.

Tematem konferencji będzie: „Święty Józef – ojciec w cieniu”. O ojcostwie świętego Józefa pisze papież Franciszek w liście apostolskim zatytułowanym „Patris corde” (Ojcowskim sercem).
Na przykładzie świętego Józefa Papież opisuje różne aspekty bycia ojcem. Przez cały list przewija się motyw troski i ochrony, jaką opiekun Maryi i Jezusa daje rodzinie. Pojawia się także kwestia pracy, wiary; zaś temat „ojca w cieniu” pojawia się na końcu listu.
Ojciec Święty zwraca uwagę na to, że ludzie tacy jak biskupi, duchowi liderzy, którzy są odpowiedzialni za wspólnoty, którzy mają wpływ na innych, powinni uczyć się od świętego Józefa, nie tylko w jaki sposób być prawdziwym ojcem, ale jak być „ojcem w cieniu”. Jeśli nie będziemy chcieli pozostać w cieniu, możemy stracić nasze ojcostwo.
W liście apostolskim papież Franciszek odnosi się do książki „Cień Ojca”, w której Jan Dobraczyński opisał życie świętego Józefa w formie powieści.
Ostatnio pojawił się zbiór medytacji i nauczań świętego Pawła VI opublikowany pod tytułem „L’ombra di Dio” (Cień Boga). Te medytacje i refleksje, które uzupełniając i przenikając się wzajemnie, wskazują na ten ważny aspekt ojcostwa świętego Józefa, jakim jest bycie w cieniu.

Jest takie wyrażenie: „żyć w czyimś cieniu”, np. w cieniu starszego brata. Jeśli są bracia, którzy uczęszczają do tej samej szkoły i jeden jest błyskotliwym, wspaniałym, dobrym uczniem, a ten młodszy nie jest taki błyskotliwy, to zawsze nauczyciele będą porównywać go do tego starszego. Tak więc ten młodszy nie będzie miał swojej własnej tożsamości, ale będzie próbował uciec przed byciem cieniem swojego starszego brata.
Cień zawsze jest połączony z kimś lub z czymś. Możemy nawet powiedzieć, że cień zależy od istnienia osoby albo obiektu, który go rzuca. Kiedy ta osoba lub obiekt istnieje, wtedy jest także jego cień. Byłoby przerażające, gdybyśmy byli tutaj, a nasz cień pojawiał się na przykład w garażu. Wtedy mówilibyśmy: Co się dzieje? O co tu chodzi?
Papież Franciszek oraz papież Paweł VI zgłębiają ten ważny aspekt ojcostwa świętego Józefa, opisanego jako bycie cieniem ojca – Boga Ojca. 

W moich rozważaniach skupię się na dwóch punktach.

Pierwszy punkt to św. Józef jako ojciec, jako cień w odniesieniu do Boga Ojca. Jeśli więc patrzymy na obiekt fizyczny, który daje cień – w tym przypadku jest to bardzo osobiste doświadczenie Boga Ojca, który tworzy cień – to tym wspaniałym cieniem jest święty Józef.  Święty Józef akceptuje swoją rolę jako cień Boga Ojca. W tej refleksji papieża Franciszka widzimy, że święty Józef nie jest władczy, nie zawłaszcza sobie tytułu bycia ojcem Jezusa. Zamiast mówić: To jest moje! – on akceptuje to, że jest realny Ojciec Jezusa, Ten, który Go posyła. Święty Józef w pełni wie, że przez moc Ducha Świętego Maryja poczęła dziecko, któremu on nada imię Jezus. To dziecko, to ludzkie dziecko zaistniało nie przez moc Józefa, nie przez jego fizyczny kontakt z Maryją; to było jasne dla niego, że to działo się w mocy Ducha Świętego. Kiedy Józef dowiedział się, że Maryja jest w ciąży – a był pewien, że to nie jest jego dziecko (To nie moja sprawka!) – chciał Ją oddalić. Ale wtedy Bóg wyjaśnił mu, kim to Dziecko jest, że powstało przez moc Ducha Świętego. Bóg chce, aby Józef pełnił rolę ojca: Ty będziesz ojcem, który nada Mu imię. Ty będziesz po ludzku, prawnie ojcem tego Dziecka. Józef zaakceptował tę sytuację bez narzekania, skarżenia się. Nie był zgorzkniały przed Bogiem, nie powiedział: Skoro Ty jesteś prawdziwym ojcem, to radź sobie sam, nie zawracaj mi głowy. Józef nie mówi Mu: Albo oddaj mi zupełnie bycie ojcem, albo daj mi spokój; ale widzimy, że nie, że święty Józef jest bardzo delikatny i subtelny. Taka postawa nie jest prosta do osiągnięcia. Pokazuje nam ona życie duchowe świętego Józefa. W sercu Józefa nie ma niczego, co by sprawiało, że chce konkurować z Bogiem, konkurować z wielkością Boga. Bóg Ojciec jest ojcem. On jest wspaniały. On jest wielki. Jakakolwiek rola byłaby mi dana, nie może konkurować z ojcostwem Boga Ojca. W tym kontekście Józef akceptuje swoje ojcostwo jako cień – cień Boga Ojca. Ale jako cień Boga Ojca, musi pozostać w łączności z ojcostwem Bożym. Gdyby Józef oddzielił siebie od ojcostwa Boga, wtedy w jaki sposób mógłby być cieniem Ojca. Wspaniałość świętego Józefa polega na tym, że jest cieniem i akceptuje swoje powołanie do bycia cieniem Ojca, to znaczy zawsze będzie połączony z Bogiem, który jest Ojcem. Poprzez świętego Józefa, poprzez jego bycie cieniem wielkość Ojca może służyć, może być dostrzeżona, odkryta przez Jezusa i przez innych. Majestat Boga Ojca będzie manifestowany w Józefie właśnie przez to, że jest cieniem. Gdyby Józef uznał, że wielkość ojca jest w nim, zablokowałby objawienie prawdziwej wielkości Boga.
Papież Paweł VI uważa, że to powołanie, to duchowa przygoda świętego Józefa, która „podpina” go do Boga Ojca jako cień dla Jezusa – dlatego Jezus może wiedzieć, kto jest jego prawdziwym Ojcem. Dla świętego papieża Pawła VI ta duchowość bycia cieniem jest powodem, dla którego święty Józef jest pokorny i cichy. Pokora św. Józefa, jego cichość, uniżenie są podstawowymi elementami jego bycia cieniem. W jego pokorze – Boża chwała musi zajaśnieć, w jego ciszy – Słowo Boże musi być usłyszane. Kiedy mówimy o ciszy, to nie jest pasywność czy brak słów, ale jest to postawa, w której twój głos nie powinien zasłaniać głosu Boga. Cisza tutaj oznacza słuchanie Ojca. I tylko to, co usłyszysz, przekazujesz. To jest postawa ciągłego bycia „dostrojonym” do Ojca – nazywamy to wewnętrznym wyciszeniem.
Biblijny tekst, w którym pokazane jest takie „dostrojenie”, to drugi rozdział Ewangelii świętego Łukasza: Znalezienie Jezusa w świątyni. To był powrót do Nazaretu. Maryja i Józef myśleli, że Jezus jest z rodziną albo znajomymi, a nagle odkrywają, że Go tam nie ma. Idą więc z powrotem do Jerozolimy, gdzie znajdują Jezusa w świątyni z nauczycielami prawa. Maryja jako matka przychodzi i mówi : „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”. Jezus im odpowiedział: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?”
Gdyby to był twój syn, co byś zrobił, co byś powiedział? Wyobraź sobie dzisiaj wieczorem na modlitwie, że jesteś w sytuacji św. Józefa. Prawie rozwiodłeś się z Maryją. Nie ze względu na to, że się nie kochacie, nie dlatego, że była złą kobietą – ale ze względu na to, że nosiła dziecko, które nie było twoim dzieckiem. Dziecko rodzi się w jaskini. Szukaliście gospody, gdzie mogłoby się urodzić godnie, ale nie było dla was miejsca. To nie koniec kłopotów – król Herod próbuje zabić dziecko, musicie uciekać.  Stajecie się uchodźcami, wygnańcami w Egipcie. Wyobraź sobie cały ten trud. Czekacie na czas, kiedy będzie bezpieczniej, kiedy będziecie mogli wrócić do domu. I nadchodzi ten czas. Anioł mówi: Wracajcie! Ale nie idźcie do Judei, idzie do Nazaretu. I okazuje się, że całe poświęcenie, które ponieśliście, było tylko po to, żeby dwunastolatek powiedział wam: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” To tak jakby powiedział: Czy ty zapomniałeś, że nie jesteś moim ojcem? Oczywiście w Biblii Jezus nie odpowiada tak brutalne. Co byś zrobił na miejscu świętego Józefa? Może powiedziałbyś: To jest dom twojego ojca!? Albo: Ty masz czelność tak do mnie mówić!? I zaraz wymieniłbyś wszystkie trudy, które poniosłeś: to zrobiłem dla ciebie i to zrobiłem dla ciebie, i jeszcze to… Ja, ja, ja to zrobiłem dla ciebie! Skoro jesteś teraz w domu swojego ojca, to ja pasuję. Poddaję się. Dzięki Bogu nie jesteśmy świętym Józefem.
Myślę, że wielkość świętego Józefa była w tym, że słuchał – słuchał Jezusa. Może ta sytuacja była dla niego przypomnieniem, gdzie jest jego miejsce. Wyobraźmy sobie w tym miejscu świętego Józefa, który w wierze akceptuje ojcostwo Boże, Jego ojcostwo wobec Jezusa. Józef powinien być posłuszny, podległy ojcostwu Boga. Powinien być ludzkim wyrazem miłości Ojca, ochrony Ojca, Jego obecności w życiu Jezusa i Maryi bez skupiania uwagi na sobie. Jesteś szczęśliwy dlatego, że wiesz, że jesteś obrazem prawdziwego Ojca. Pokazujesz prawdziwego Ojca, dla którego jesteś cieniem.
Ta część rozważań skupia naszą uwagę – nas ojców – na znaczeniu naszej żywej relacji z Bogiem, byśmy mogli być dobrymi ludzkimi ojcami. I nas księży czy biskupów, żebyśmy byli dobrymi duchowymi ojcami, dobrymi pasterzami. I liderów we wspólnotach, liderów w polityce, czy liderów w biznesie, liderów – tych, którzy mają pozycję ojcostwa, aby było w nas pragnienie bycia blisko ojcostwa Boga. Byśmy dawali miłość, służyli, chronili. Żeby nie było w nas żadnych innych pragnień, jak służyć Bogu i być Jego cieniem. Bóg chce nam dawać takie ojcostwo, ale nie zawsze łatwo je przyjąć. Potrzebujemy Bożej łaski, ale też mnóstwo dyscypliny i nawrócenia.
Zauważyłem, że śmialiście się,  kiedy mówiłem, że gdybym był Józefem, to bym wyliczał Jezusowi te wszystkie moje zasługi, to i to, i to zrobiłem dla Ciebie. Ale kto wtedy byłby wielki? To ja byłbym wielki. Ja. Ja to wszystko dla Ciebie zrobiłem. Ale to nie jest bycie cieniem… Wewnętrzna dyscyplina potrzebna jest do tego, aby zaakceptować słowa, które nas ranią. Żeby przyjąć je jako przypomnienie tego, kim naprawdę jesteśmy. 
Papież Franciszek używa słowa „władczość”. Jeżeli stajemy się władczy, zaborczy dla tytułów, dla chwały bycia ojcem; jeśli będziemy żądni docenienia; jeżeli będziemy domagać się chwały, że to wszystko dzięki mnie, to wtedy nie będziemy cieniem. Będziemy konkurentem dla Ojca, dla Jego chwały. 

To był pierwszy punkt rozważań – trudny, gdybyśmy chcieli poradzić sobie sami.  Potrzebujemy łaski. Naprawdę potrzebujemy łaski.
W grudniu będę obchodził dwudziestolecie biskupstwa. Już 20 lat jestem biskupem. Jesteśmy nazywani ojcami: Ojcze to, ojcze tamto, ojcze,  ojcze… My biskupi także musimy uczyć się bycia ojcem od świętego Józefa. Za sprawą ludzkiej słabości, jesteśmy ciągle kuszeni, aby skupiać uwagę na sobie samym. Na przykład, kiedy proboszcz odchodzi z jakiejś parafii i jest pożegnalne przyjęcie dla niego, ludzie przychodzą wychwalać księdza i wymieniają wszystkich jego osiągnięcia. Dziękujemy ci, ojcze, za to i za to…  W czasie kiedy byłeś proboszczem, byliśmy w stanie pomalować ten pokój. Dziękujemy ci, bo wtedy byliśmy w stanie kupić nowe krzesła. I wtedy ksiądz czuje się wow, wow. Jestem ekstra! I na końcu tego przyjęcia mówi: Pójdę do biskupa i powiem, żeby mnie nie przynosił do innej parafii, bo wy naprawdę mnie tu potrzebujecie. Potrzebujecie mnie tutaj, bo beze mnie dawno ta parafia by upadła, nie ma nikogo więcej, tylko ja! Wiem, że się śmiejecie, ale wiecie, o czym mówię. Zawsze jest taka pokusa, by nie być cieniem.
Bycie cieniem to jest coś, co sprawia, że nie czujemy się bezpiecznie. Nasza potrzeba bycia rozpoznanym, afirmowanym sprawia, że uciekamy od bycia w cieniu. Jak tylko jest okazja, aby być w centrum, aby stanąć na scenie w świetle reflektorów, to z niej korzystamy. A potem mówimy: Jakie to było głupie! Potrzebujemy uzdrowienia do takiego ojcostwa, które troszczy się o innych, a nie o siebie, nie o własne prawa, własny honor. Nie po to jesteśmy ojcami! Święty Józef był uwolniony od myślenia o sobie. Był kochającym ojcem, ponieważ zdecydował i wybrał bycie w cieniu.
Czy mogę teraz zacząć moją konferencję? Oczywiście żartuję:) Właśnie jestem w połowie. Przechodzę teraz do drugiego punktu konferencji. To jest drugi i ostatni punkt. Będę mówił o byciu cieniem w relacji z moimi dziećmi albo  dziećmi, o które się troszczę.
Papież Franciszek ostrzega nas ojców przed byciem nadopiekuńczymi, władczymi i zaborczymi wobec dzieci. Zazwyczaj zaczyna się od bardzo dobrych intencji, szczególnie kiedy widzimy, jak niebezpiecznie jest na świecie, np. na ulicy, w internecie. Odczuwamy odpowiedzialność za dzieci, chcemy je chronić. Ale często zamiast troszczyć się o dzieci stajemy się nadopiekuńczy, władczy, zaborczy wobec dziecka. W końcu dziecko jest jakby w więzieniu, w klatce; staje się obiektem, rzeczą, którą można posiadać. Przestaje  być osobą, która musi wzrastać, musi żyć. Znowu odnosząc się do papieża Franciszka, ta nadopiekuńczość, władczość może być znakiem koncentracji na sobie samym.
Nieraz słyszymy historię tego, jak niektórzy ojcowie, a czasami nawet matki, sprawiają, że ich dzieci realizują plany, marzenia  swoich rodziców. Rodzice mają swoje niespełnione ambicje. Na przykład: kiedy ojciec był małym chłopcem, bardzo chciał zostać inżynierem, ale to się nigdy nie stało, więc on przymusza swojego syna: Ty powinieneś być inżynierem. I syn staje się kimś, kto ma wypełnić to, czego nie osiągnął jego ojciec. Nie jest ważne, to kim syn albo córka chce być.
Przez 20 lat byłem rektorem w seminarium. Kiedy spotykałem się z rodzicami kandydatów na księży, było dla mnie jasne, że w tej rodzinie to ojciec chciał być księdzem, ale nie mógł nim zostać, więc teraz przymusza swojego syna, aby zrobił to, w czym on zawiódł. Czasami jest też tak, że to matka chciała być księdzem! Ja nie mogę być księdzem, więc ty będziesz księdzem – jeden mój syn musi być księdzem. A chłopiec, bardzo dobry chłopiec, wie, że nie może być księdzem, nie dlatego, że jest złą osobą, ale po prostu to nie jest jego powołanie. Jakież  to cierpienie dla dziecka, które staje w poczuciu winy, kiedy mówi rodzicom: Ja nie mogę być księdzem. To nie jest moje powołanie. I wtedy matka mówi: Moje biedne serce! Chyba mam zawał! Co wtedy mówi dziecko? Dobrze, już dobrze, będę księdzem. Dlaczego się śmiejecie? To nie jest przykład z „Patris corde”.
Nie szanujemy powołania naszych dzieci. Ignorujemy dary, które dostały od Ojca. Najważniejsze jest dla nas to, żeby wypełniły nasze marzenia i nasze niespełnione ambicje.

Ojciec, który jest cieniem, musi pozwolić na to, by jego dziecko odkryło swoje talenty, które ma od Boga. Ojciec, który jest cieniem, pomoże swoim dzieciom żyć w wolności. Ojciec, który jest cieniem, pokaże swoim dzieciom, jak ofiarować swoje życie Bogu Ojcu i bliźnim.  No oczywiście, łatwo się mówi, ale w praktyce, jestem pewien, że chcecie przejść ścieżkę za dzieci. Myślę, że to nie chodzi o złe intencje, ale jeżeli nie jesteśmy wystarczająco czujni, możemy przytłoczyć nasze dzieci i zablokować ich rozwój; przez co mogą, nie poznać, kim tak naprawdę są, nie odkryć swoich darów. Takie dzieci będą ciągle pytać: Co mam robić? Powiedz mi, powiedz mi, co mam robić?

To jest pierwsza część bycia cieniem dla dziecka. Kiedy już uformowałeś dziecko w odpowiedzialności, w wolności, w oddawaniu siebie samego; kiedy dziecko już dorosło i może żyć swoim własnym życiem, to niektórzy ojcowie czują się bezużyteczni – nie mam już żadnej roli do spełnienia w życiu moich dzieci, ponieważ oni radzą sobie sami. Teraz to jest bardzo ważny moment. Niektórzy ojcowie mogą powiedzieć: Nie! To nie koniec! Niektórzy rodzice ciągle próbują kontrolować, sterować życiem dzieci już dorosłych dla własnej satysfakcji, poczucia, że nie jestem bezużyteczny. Ciągle jestem ojcem, ciągle mam rolę do spełnienia, ciągle króluję w tym królestwie, ciągle mnie potrzebujecie.
Inni czekają na ten moment i są bardzo szczęśliwi, że spełnili swoją rolę, widząc, że ich dzieci dorosły. Wcale nie czują się bezużyteczni. Cieszą się, patrząc na dorosłe dzieci. To znak, że wykonałeś swoje zadanie.
Zacząłem uczyć w 1977 roku. Byłem wtedy seminarzystą – rano byłem seminarzystą, a popołudniami byłem nauczycielem. Na uniwersytecie poproszono mnie, żebym uczył. Zgodziłem się. Jeden z moich profesorów powiedział mi tak: Ty jesteś młody, masz przed sobą jeszcze tak dużo lat, w których będziesz mógł uczyć. Tak, to prawda. Dopiero w zeszłym roku przestałem uczyć, kiedy przeprowadziłem się do Rzymu. Do tego czasu uczyłem Filipińczyków. Ten profesor,  który był księdzem, powiedział mi jeszcze: Wiesz, jak możesz zmierzyć swój sukces jako nauczyciel? Kiedy twoi studenci powiedzą ci: Panie profesorze, nauczył nas pan wystarczająco i już cię więcej nie potrzebujemy. Przygotowałeś nas dobrze i teraz możemy już sobie poradzić sami. Powiedziałem: Wow, jaka dobra porada! Tak więc, kiedy poszedłem do mojej pierwszej klasy, powiedziałem do moich studentów: Mam jeden cel, że na końcu semestru przyjdziecie i powiecie mi: Panie profesorze,  tak nas dobrze wyuczyłeś, że już cię więcej nie potrzebujemy. Na końcu semestru jedna dziewczyna przyszła do mnie i mówi: Panie profesorze, dzięki wielkie, już cię więcej nie potrzebuję. Poczułem się zraniony i ona to zobaczyła. Zobaczyła moją reakcję, moje zranienie i powiedziała, że przecież na początku semestru powiedziałem, że taki jest mój cel. A więc chcę ci powiedzieć, że osiągnąłeś swój cel. Już cię nie potrzebuję. Nigdy więcej tak nie powiem studentom!
Znowu łatwo powiedzieć, ale kiedy to się stanie w rzeczywistości – nie chcemy tego, nie chcemy być cieniem. Chcemy być ciągle tutaj, ciągle chcemy mieć pozycję, być docenieni, mieć swoje miejsce. Ta grupa studentów była w dobrej relacji ze mną i znakiem tego było to, że poszli do przodu, wzięli sprawy w swoje ręce. Wtedy rozpoznali, że byli prowadzeni przez wielu ojców, którzy pozwolili im iść do przodu, a sami stawali w cieniu.
Święty Józef jako ojciec jest cieniem dla Jezusa. Jezus nie był własnością Józefa, którą można kontrolować. Święty Józef jest ochroniarzem, jest sługą, jest rządcą. Jest kustoszem, który pozwolił Dziecku wzrastać zgodnie z wolą Ojca.
Myślę, że jednym z najlepszych tekstów w Biblii na zobrazowanie tych rozważań jest znowu drugi rozdział Ewangelii świętego Łukasza: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” Co się dzieje dalej? Józef i Maryja nie rozumieli tego, co Jezus powiedział. Nie zrozumieli tego, ale Jezus wrócił z nimi do domu do Nazaretu. Co to pokazuje? Dziecko-Jezus wiedział, że Jego Ojciec w niebie chciał, by wrócił do domu Józefa w Nazarecie, do domu, który jest cieniem domu Jego Ojca. Jezus zrozumiał, że jest zawierzony przez swojego Ojca świętemu Józefowi, zgodnie z tym co pisał św. Łukasz, był mu posłuszny i poddany. Jak Józef i Maryja poradzili sobie z tym posłuszeństwem Jezusa? Czy oni potraktowali to jako okazję? Mamy posłuszne dziecko! No to teraz możemy je kontrolować. Jest posłuszne, to możemy nim zawładnąć, zamknąć w klatce. Nie! Zgodnie z Ewangelią – tam, w Nazarecie, w domu Józefa – chłopiec „czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi”. Jezus wzrastał w mądrości przed Bogiem i przed ludźmi; wzrastał w łasce przed Bogiem i przed ludźmi. Wzrastał. On nie był chroniony przed odkrywaniem własnego powołania i przed opuszczeniem domu dla misji. Dzięki temu, że Józef był cieniem, mógł dać Jezusowi miłość, ochronę i przewodnictwo Ojca Niebieskiego. Był w stanie tak robić, ponieważ był połączony z Ojcem w niebie. Ciągle jak cień odnosił się do Jezusa, tak, jak jego Ojciec chciałby, żeby to się działo. Chcę wierzyć w to, że Jezus nauczył się od Józefa, jak być otwartym na Ojca. Jezus musiał to widzieć w Józefie. Józef był zupełnie otwarty na Ojca. Jezus musiał się tego uczyć od Józefa, jak być otwartym na wolę, na Słowo i na działanie Ojca, które miał urzeczywistnić. Potrafił powiedzieć: Robię tylko to, co czyni Ojciec. Ja też jestem cieniem Ojca. Albo jak jest napisane w liście do Kolosan: „jest obrazem Boga niewidzialnego”. Jezus mówi w Ewangelii świętego Jana: Słowa, które mówię, to nie są moje słowa. Mówię tylko to, co słyszę, co Ojciec czyni i mówi. Święty Józef musiał mówić to samo Jezusowi. Chcę wierzyć w to, że Jezus nauczył się od Józefa wagi bycia cieniem.
Kiedy Jezus rozpoczął swoją misję, był spontanicznie przyciągany do pokornych, małych, biednych. Widział głodnych, spragnionych, migrantów, cudzoziemców, bezdomnych. W nich widział chwałę Ojca. Gdzie my odnajdujemy chwałę Ojca? W cieniu. Pokornym i cichym. U biednych i ubogich. Jak wkroczymy do chwały Ojca? Kiedy byłem głodny, daliście mi jeść. Kiedy byłem spragniony, daliście mi pić. Nasza służba biednym, tym bez głosu – to będzie nas prowadzić do życia wiecznego.
Myślę, że ten prosty opis świętego Józefa jako ojca w cieniu jest bardzo bogaty. Taki duchowy, pastoralny, ludzki, rodzinny, uczący. Mam nadzieję, że będziecie wracać do nauczania papieża Franciszka zawartego w liście apostolskim „Patris corde”.

To wszystko, czym chciałem się z wami podzielić. Mam nadzieję, że teraz powiecie: Zrozumieliśmy twoje rozważania i już ciebie więcej nie potrzebujemy! Możesz sobie iść!

Andrzej: Dzięki Ojcze, za twoje dzielenie. To było coś niesamowitego.

Kardynał Tagle: Myślę, że to było bardzo inspirujące.

Andrzej: Dzięki wielkie.
Dziękujemy Ci, Panie, za tę okazję, że mogliśmy posłuchać konferencji kardynała Tagle. Dziękuję Ci, za ten obraz, którym się podzielił. Bardzo chcemy być cieniem Ojca w niebie. Chcemy być połączeni z naszym Ojcem w niebie, połączeni z Twoją obecnością, Panie. Chcemy być pokorni, chcemy dawać przestrzeń Twojej łasce w naszym życiu i w życiu tych, których nam powierzyłeś.
Dzięki, Ojcze. Amen.

Kardynał Tagle: Proszę, módlcie się za nas, żebyśmy byli dobrymi ojcami we wspólnocie. Módlcie się też za mojego ojca, który obchodził 92. urodziny. W sierpniu moi rodzice obchodzili 65. rocznicę ślubu. We wrześniu moja matka będzie miała 92 lata. 

Andrzej: Mam jedno głupie pytanie. Czy twój ojciec chciał być kardynałem? 

Kardynał Tagle: Czy mój ojciec chciał być kardynałem? Nie! A tak naprawdę, on nie chciał, żebym był księdzem. Ale pomogło mi to, że moi rodzice nie zabraniali mi być księdzem. Oni wiedzieli, że to jest moja decyzja, moje rozeznanie, moje powołanie. Nigdy mnie nie powstrzymywali, nigdy nie zatrzymywali. Ich marzeniem było, abym był doktorem, medykiem. I chciałem być doktorem. Ale jeden szalony ksiądz – on pomieszał w tych planach, pomieszał w moim życiu i skończyło się tak, jak się skończyło. W pewien sposób moi rodzice byli posłuszni Bogu i respektowali tę decyzję, i byli bardzo wspierający. Codziennie dzwonię do domu. Moja mama pyta: Czemu tak długo jesteś w Rzymie? Kiedy będziesz z powrotem? Wydaje jej się, że pojechałem na jakieś spotkanie. Myślę, że ona zapomniała o tym, że jestem tutaj przypisany. To nie jest proste dla 90-letniej osoby zrozumieć moją nieobecność. Mój brat jest w Stanach Zjednoczonych, więc rodzice zostali sami. Ze względu, na pandemię mój brat w zeszłym roku przyjechał do domu, żeby się nimi zająć, zanim ja opuściłem Filipiny. Stracił swoją pracę w Ameryce i powiedziałem: Może to jest twoja nowa praca, by być z osobami starszymi, z naszymi rodzicami na Filipinach? I nadal tam przebywa. Widzicie jak to zadziałało.

Tak naprawdę to pytanie wcale nie było takie głupie. Ja również bardzo dużo zyskałem na przygotowaniu tych rozważań dla Was, dużo się nauczyłem. 

Andrzej: Mamy jedną prośbę. Przekaż nasze pozdrowienia papieżowi, kiedy go spotkasz. 

Kardynał Tagle: Dzisiaj rano z nim rozmawiałem. Ale następnym razem, kiedy go spotkam, zrobię to. Proszę, kontynuujecie waszą dobrą pracę dla Kościoła i dla społeczeństwa.
Teraz wam pobłogosławię. Niech was Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad wami, niech was obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku wam swoje oblicze i niech was obdarzy pokojem.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen. 

Nauczanie: Cień Ojca – Kardynał Luis Antonio Gokim Tagle