Słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii są mocne. Niepokojące. Wręcz twarde:
„Jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich”.
To nie jest łagodna metafora. To jest postawienie sprawy jasno. Nie chodzi już tylko o moralność, o dobre życie, o religijność. Chodzi o relację z Nim.
Bo problem człowieka nie polega najpierw na tym, że popełnia błędy. Problem polega na tym, że żyje oddzielony od źródła życia.
„Wy jesteście z niskości…”
Jezus pokazuje dwie rzeczywistości:
- „wy jesteście z tego świata”
- „Ja jestem z wysoka”
To nie jest podział geograficzny. To jest podział duchowy.
Można żyć tylko tym, co ziemskie:
- własnym rozumem
- własnymi schematami
- własną logiką
I wtedy wszystko zamyka się w horyzoncie tego świata.
Ale Jezus przychodzi z innego wymiaru. Z relacji z Ojcem. I zaprasza człowieka, by wyszedł poza siebie.
Wąż miedziany i krzyż
W tle tej Ewangelii Kościół stawia obraz węża miedzianego z Księgi Liczb. Lud ukąszony przez węże odzyskiwał życie nie przez magię, ale przez akt spojrzenia z wiarą.
Patrzyli – i żyli.
To był znak. Zapowiedź.
Jezus mówi:
„Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja jestem”.
Krzyż staje się nowym „wężem miedzianym”.
Nie magia.
Nie rytuał.
Relacja i wiara.
Człowiek patrzy na Jezusa ukrzyżowanego – i zaczyna rozumieć, kim On jest. Zaczyna widzieć miłość Ojca.
Jezus żyje w całkowitej zależności
Jezus mówi coś, co jest kluczem:
„Ja nic od siebie nie czynię… mówię to, czego Mnie Ojciec nauczył”.
To zdanie jest rewolucyjne.
On nie działa „po swojemu”.
Nie realizuje własnego projektu.
Nie buduje własnej wizji.
Żyje w całkowitej jedności z Ojcem.
I to jest droga ucznia.
Czy umiemy żyć taką zależnością?
To bardzo konkretne pytanie:
Czy chcę żyć według siebie – czy według Boga?
Bo bardzo często robimy „dobre rzeczy”… ale po swojemu.
Modlimy się… ale decydujemy sami.
Działamy… ale bez słuchania.
A Jezus pokazuje inną drogę:
- słuchać
- przyjmować
- realizować
To, czego uczy Ojciec – przez Jezusa – w Duchu Świętym.
To wymaga pokory.
To wymaga rezygnacji z kontroli.
To wymaga zaufania.
Ale to jest jedyna droga do życia.
Najważniejsze pytanie
Nie brzmi: czy robisz dobre rzeczy?
Brzmi: czy robisz to, czego uczy cię Ojciec?
Bo tylko wtedy człowiek wychodzi z „niskości” i zaczyna żyć „z wysoka”. I tylko wtedy spojrzenie na krzyż nie jest symbolem…
ale początkiem życia.




