BOŻY MĘŻCZYZNA W XXI WIEKU

utworzone przez | paź 20, 2026 | Aktualne, KOMENTARZE | 0 komentarzy

On jest naszym pokojem. Bóg, który burzy mury i usługuje człowiekowi

20 października 2026. Wtorek XXIX tygodnia okresu zwykłego. Czytania: (Ef 2, 12-22); (Ps 85 (84), 9ab i 10. 11-12. 13-14); Aklamacja (Łk 21, 36); (Łk 12, 35-38);

Święty Paweł przypomina Efezjanom, że jeszcze niedawno byli daleko od Boga, pozbawieni udziału w przymierzach obietnicy, obcy wobec społeczności Izraela i niemający nadziei. Teraz jednak wszystko się zmieniło, ponieważ przez krew Chrystusa ci, którzy byli daleko, stali się bliscy, a mur oddzielający od siebie dwie części ludzkości został zburzony. Apostoł nie mówi przy tym jedynie o zakończeniu jakiegoś konfliktu czy o poprawie wzajemnych relacji, ale o zupełnie nowej rzeczywistości, którą Jezus stworzył przez swoją śmierć i zmartwychwstanie.

W psalmie słyszymy zapowiedź pokoju, który Bóg ogłasza swojemu ludowi, a także niezwykły obraz spotkania łaski i wierności oraz sprawiedliwości i pokoju. Ewangelia natomiast przenosi nas do domu, w którym słudzy oczekują na powrót pana, aby otworzyć mu drzwi, gdy tylko nadejdzie. Kiedy jednak pan wraca, dzieje się coś zaskakującego: zamiast domagać się obsługi, sam przepasuje się, zaprasza sługi do stołu i zaczyna im usługiwać.

Te trzy obrazy – zburzonego muru, pojednanej ziemi i nieba oraz pana usługującego swoim sługom – pozwalają nam zobaczyć, jak niezwykły jest pokój, który przynosi Jezus. Nie jest on jedynie brakiem konfliktów, ale owocem pojednania z Bogiem, które przemienia również nasze relacje z innymi ludźmi i przygotowuje nas do pełnej komunii z Nim.

Mur, który oddzielał ludzi od siebie

Aby właściwie zrozumieć słowa Pawła, trzeba pamiętać o sytuacji pierwszych wspólnot chrześcijańskich, w których spotykali się Żydzi i poganie. Przez całe pokolenia żyli oni w odmiennych światach religijnych, kulturowych i społecznych, a Prawo Mojżeszowe, będące dla Izraela znakiem przymierza z Bogiem, wyznaczało również granice oddzielające naród wybrany od innych narodów.

Dla pogan, do których należała znaczna część adresatów Listu do Efezjan, oznaczało to pozostawanie poza wspólnotą przymierza i związanymi z nim obietnicami. Paweł opisuje tę sytuację bardzo mocnymi słowami, przypominając, że byli oni „bez nadziei ani Boga na tym świecie”.

Nie oznacza to oczywiście, że Bóg nie troszczył się o pogan przed przyjściem Chrystusa, ale że nie uczestniczyli oni w szczególnej historii przymierza, którą Bóg prowadził z Izraelem. Teraz jednak, dzięki Jezusowi, otrzymali dostęp do tej samej obietnicy, ponieważ Chrystus nie przyszedł jedynie po to, aby zgromadzić wokół siebie kolejną grupę religijną, ale aby pojednać ludzi z Bogiem i ze sobą nawzajem.

„On bowiem jest naszym pokojem” – pisze Paweł, wskazując, że pokój nie jest jedynie rezultatem nauczania Jezusa, Jego przykładu czy pozostawionego przez Niego programu moralnego. Pokojem jest sam Chrystus, ponieważ to w Nim dokonuje się pojednanie, którego człowiek nie potrafił osiągnąć własnymi siłami.

Apostoł mówi o zburzeniu muru wrogości i stworzeniu z dwóch rodzajów ludzi „jednego nowego człowieka”. Nie chodzi więc o to, aby jedna grupa podporządkowała sobie drugą, ani o zastąpienie jednej kultury inną, ale o nową jedność, której źródłem jest Jezus Chrystus.

Warto przy tym zauważyć, że Paweł nie przedstawia Izraela jako narodu odrzuconego przez Boga. Przeciwnie, pokazuje, że poganie zostali dopuszczeni do bliskości, która wcześniej była związana z historią przymierza, a Chrystus otworzył wszystkim narodom drogę do Ojca. Zniesiona zostaje wrogość i rozdzielenie, natomiast Boża wierność swoim obietnicom nie zostaje przekreślona.

Czy pozwalamy Jezusowi burzyć nasze mury?

Słowa Pawła odnoszą się do konkretnej rzeczywistości historycznej, ale jednocześnie stawiają przed nami bardzo aktualne pytanie o mury, które nadal wznosimy między ludźmi.

Niektóre z nich wynikają z rzeczywistych krzywd, konfliktów i doświadczeń, inne z uprzedzeń, lęków albo przywiązania do własnego sposobu myślenia. Potrafimy dzielić ludzi według pochodzenia, poglądów, statusu społecznego, przynależności do określonego środowiska, a nawet sposobu przeżywania wiary. Niekiedy takie podziały przenikają również do wspólnot chrześcijańskich, w których zamiast odkrywać wspólne zakorzenienie w Chrystusie, zaczynamy budować własną tożsamość przede wszystkim przez odróżnianie się od innych.

Oczywiście jedność nie oznacza rezygnacji z prawdy ani udawania, że wszystkie poglądy i postawy są jednakowo dobre. Chrystus nie znosi różnicy między dobrem a złem, lecz usuwa wrogość, która sprawia, że przestajemy widzieć w drugim człowieku kogoś powołanego do tej samej komunii z Bogiem.

Możemy więc różnić się w wielu sprawach, prowadzić trudne rozmowy, a nawet stanowczo sprzeciwiać się błędnym przekonaniom czy niesprawiedliwym działaniom, nie rezygnując przy tym z miłości do człowieka. Pokój Chrystusa nie jest bowiem kompromisem zawartym kosztem prawdy, ale owocem pojednania, które pozwala szukać prawdy bez niszczenia drugiego człowieka.

Warto również pamiętać, że mur może powstawać nie tylko między grupami czy narodami, ale także w małżeństwie, rodzinie, przyjaźni albo wspólnocie. Czasem wystarczy długo pielęgnowana uraza, nieprzebaczone słowo czy przekonanie, że tylko my mamy rację, aby stopniowo oddalić się od ludzi, z którymi jeszcze niedawno łączyły nas bliskie relacje.

Jeżeli jednak rzeczywiście wierzymy, że Chrystus przez krzyż zadał śmierć wrogości, powinniśmy pytać siebie, czy pozwalamy Mu dokonywać tego samego dzieła w naszym sercu. Czy nasza wiara prowadzi nas do pojednania, czy raczej staje się kolejnym argumentem uzasadniającym istniejące podziały?

Łaska i wierność spotkają się z sobą

Psalm 85 ukazuje pokój Boży za pomocą niezwykle pięknych obrazów: „Łaska i wierność spotkają się z sobą, ucałują się sprawiedliwość i pokój. Wierność z ziemi wyrośnie, a sprawiedliwość spojrzy z nieba”.

To poetyckie przedstawienie rzeczywistości, w której wszystko odzyskuje właściwy porządek, ponieważ Boże miłosierdzie nie pozostaje w sprzeczności z prawdą, a sprawiedliwość nie musi oznaczać zniszczenia tego, kto zawinił. Pokój rodzi się tam, gdzie człowiek przyjmuje Bożą łaskę i odpowiada na nią wiernością, pozwalając, aby jego życie stopniowo stawało się zgodne z Bożym zamysłem.

Warto zwrócić uwagę na kierunek tego spotkania. Wierność wyrasta z ziemi, podczas gdy sprawiedliwość spogląda z nieba, jakby psalmista chciał pokazać wzajemne spotkanie Bożego działania i ludzkiej odpowiedzi. Nie oznacza to oczywiście, że człowiek własnymi siłami może dosięgnąć Boga i zasłużyć na zbawienie, ponieważ inicjatywa zawsze należy do Stwórcy, ale że otrzymana łaska domaga się odpowiedzi wyrażającej się w konkretnym życiu.

W świetle Nowego Testamentu szczególnie wyraźnie widzimy, że pełnia tego spotkania dokonuje się w Jezusie Chrystusie, prawdziwym Bogu i prawdziwym człowieku, który jednoczy w sobie to, co Boskie, i to, co ludzkie. Przez Jego krzyż zostajemy pojednani z Ojcem, a przez dar Ducha Świętego otrzymujemy możliwość życia w nowej jedności.

Paweł ujmuje tę prawdę w jednym zdaniu: „Przez Niego jedni i drudzy w jednym Duchu mamy przystęp do Ojca”.

Zauważmy, jak wyraźnie obecna jest tutaj cała Trójca Święta. Chrystus otwiera drogę, Duch Święty jednoczy i prowadzi, a celem jest Ojciec. Nie chodzi więc wyłącznie o poprawę stosunków międzyludzkich, ale o uczestnictwo w życiu samego Boga, z którego dopiero wypływa prawdziwa jedność między ludźmi.

Już nie obcy, ale domownicy Boga

Po obrazie zburzonego muru Paweł sięga po kolejne porównanie, mówiąc, że wierzący nie są już obcymi i przybyszami, ale współobywatelami świętych i domownikami Boga.

To niezwykle mocne określenie naszej tożsamości. Nie jesteśmy jedynie ludźmi, którym pozwolono zbliżyć się do Boga, ani gośćmi tolerowanymi w Jego domu. Przez Chrystusa zostaliśmy przyjęci do wspólnoty, w której mamy swoje miejsce, odpowiedzialność i udział w obietnicy życia wiecznego.

Apostoł rozwija następnie obraz Kościoła jako budowli wznoszonej na fundamencie apostołów i proroków, której kamieniem węgielnym jest sam Jezus Chrystus. W Nim cała budowla zostaje zespolona i wzrasta, aby stać się świętą świątynią, mieszkaniem Boga przez Ducha.

Nie jest to jednak budowla ukończona, w której każdy element został już ostatecznie umieszczony. Paweł mówi o nieustannym wzrastaniu i wspólnym budowaniu, przypominając, że jedność Kościoła jest zarówno darem otrzymanym od Chrystusa, jak i zadaniem powierzonym wszystkim jego członkom.

W tym kontekście warto zapytać, czy potrafimy myśleć o Kościele jako o wspólnym domu, za który ponosimy odpowiedzialność, czy raczej jako o instytucji, od której przede wszystkim oczekujemy zaspokojenia naszych potrzeb religijnych. Domownik nie jest przecież jedynie odbiorcą usług, ale kimś, kto współtworzy życie domu, troszczy się o pozostałych mieszkańców i bierze odpowiedzialność za wspólne dobro.

Może właśnie dlatego tak ważne jest, aby nasze wspólnoty nie zamykały się we własnych środowiskach i przyzwyczajeniach, lecz pozostawały otwarte na tych, którzy przychodzą z daleka, szukają swojego miejsca albo dopiero odkrywają Chrystusa. Skoro On zburzył mur oddzielający ludzi od siebie, trudno byłoby usprawiedliwić sytuację, w której my zaczynamy wznosić nowe mury wokół Jego domu.

Czuwanie, które jest gotowością na spotkanie

Ewangelia przenosi nas od obrazu domu Bożego do zwyczajnego domu, w którym słudzy oczekują na powrót swojego pana. Jezus wzywa uczniów, aby mieli przepasane biodra i zapalone pochodnie, a więc byli gotowi do działania, nawet jeżeli oczekiwanie się przedłuża.

W biblijnym świecie przepasane biodra oznaczały gotowość do drogi lub pracy, ponieważ długa szata mogła przeszkadzać w poruszaniu się. Zapalona pochodnia pozwalała natomiast zachować czujność w ciemności i przygotować się na przyjście kogoś, kto mógł powrócić o nieoczekiwanej porze.

Jezus nie zachęca więc do biernego oczekiwania, w którym człowiek porzuca swoje obowiązki i koncentruje się wyłącznie na wypatrywaniu przyszłych wydarzeń. Przeciwnie, czuwanie oznacza życie w takiej relacji z Bogiem, abyśmy byli gotowi odpowiedzieć na Jego przyjście niezależnie od tego, kiedy ono nastąpi.

Warto zauważyć, że słudzy z przypowieści nie wiedzą, o której godzinie wróci pan, ale wiedzą, na kogo czekają. To zasadnicza różnica, ponieważ chrześcijańskie czuwanie nie jest przede wszystkim lękliwym oczekiwaniem na nieznaną katastrofę, lecz przygotowaniem na spotkanie z Tym, którego znamy i kochamy.

Jeżeli rzeczywiście wierzymy, że Jezus jest naszym pokojem, że przez Niego mamy przystęp do Ojca i że zostaliśmy przyjęci do Bożego domu, to Jego powrót nie powinien być dla nas jedynie źródłem niepokoju. Jest przecież spełnieniem nadziei, która towarzyszy całemu naszemu życiu wiary.

Oczywiście czuwanie wymaga odpowiedzialności, ponieważ nie możemy odkładać na nieokreśloną przyszłość nawrócenia, przebaczenia, pojednania czy dobra, do którego jesteśmy dziś wezwani. Ale właśnie dlatego powinniśmy rozumieć je jako codzienną wierność, a nie nieustanne napięcie związane z próbą przewidzenia chwili powrotu Pana.

Pan, który zaczyna usługiwać swoim sługom

Najbardziej zaskakujący moment dzisiejszej Ewangelii pojawia się jednak dopiero wtedy, gdy Jezus opisuje, co stanie się po powrocie pana. Zamiast zająć należne mu miejsce i oczekiwać obsługi, pan sam przepasuje się, każe sługom zasiąść do stołu, a następnie będzie im usługiwał.

Dla słuchaczy Jezusa musiał to być obraz niezwykły, ponieważ odwracał powszechnie przyjęty porządek społeczny. To słudzy mieli obsługiwać pana, a nie pan sług. Tymczasem Jezus przedstawia rzeczywistość, w której wierność oczekujących zostaje nagrodzona nie tylko uznaniem, ale również zaproszeniem do wspólnego stołu i doświadczeniem osobistej troski gospodarza.

W tym obrazie rozpoznajemy samego Chrystusa, który podczas Ostatniej Wieczerzy umywa nogi swoim uczniom, a wcześniej mówi o sobie, że nie przyszedł po to, aby Mu służono, lecz aby służyć i oddać swoje życie na okup za wielu.

To niezwykłe, że Ten, który przez krzyż pojednał nas z Ojcem, zburzył mur wrogości i uczynił nas domownikami Boga, przedstawia również swoją przyszłą chwałę w obrazie służby. Nie przestaje być Panem, ale Jego panowanie objawia się w miłości, która pochyla się nad człowiekiem.

Możemy tutaj dostrzec pewną ciągłość całej historii zbawienia. Jezus najpierw przychodzi do ludzi, którzy byli daleko, aby przyprowadzić ich do Ojca, następnie tworzy z nich jedną wspólnotę i zaprasza do życia w swoim domu, a ostatecznie obiecuje im udział w uczcie, podczas której sam będzie im usługiwał.

Nie oznacza to, że człowiek staje się panem Boga albo że Bóg przestaje być Stwórcą i Królem. Jest to raczej objawienie niezwykłej natury Bożej miłości, która nie poniża człowieka, lecz podnosi go do godności uczestnika własnego życia.

Warto w tym miejscu zapytać również o nasze rozumienie przywództwa, odpowiedzialności i służby. Skoro sam Jezus, będąc Panem, nie wstydzi się usługiwać swoim uczniom, to czy my potrafimy traktować powierzoną nam władzę, kompetencje i odpowiedzialność jako okazję do służenia innym, czy raczej oczekujemy, że inni będą służyć nam?

Pokój, który prowadzi do wspólnego stołu

Dzisiejsze czytania układają się w niezwykle spójną drogę. Paweł przypomina, że Jezus zburzył mur wrogości i pojednał ludzi z Bogiem, psalmista zapowiada spotkanie łaski, wierności, sprawiedliwości i pokoju, a Ewangelia ukazuje ostateczny owoc tego pojednania – wspólnotę z Panem, który zaprasza swoich wiernych do stołu i sam im usługuje.

Można powiedzieć, że historia zbawienia prowadzi nas od oddalenia do bliskości, od wrogości do pojednania, od obcości do zamieszkania w Bożym domu, a wreszcie od oczekiwania do pełnego spotkania z Chrystusem.

Pozostaje jednak pytanie, czy rzeczywiście chcemy uczestniczyć w tej drodze. Czy pozwalamy Jezusowi burzyć mury, które sami wznosimy między sobą? Czy jesteśmy gotowi budować jedność, nawet jeżeli wymaga ona rezygnacji z uprzedzeń, przebaczenia krzywd albo uznania, że inni również mają swoje miejsce w Bożym domu? Czy nasze czuwanie polega na wiernym wypełnianiu codziennych obowiązków i trosce o innych, czy jedynie na religijnych deklaracjach?

Może warto dzisiaj spojrzeć na swoje relacje i zapytać, czy jest ktoś, wobec kogo nadal zachowuję się tak, jakby mur wrogości nie został jeszcze zburzony. Może jest ktoś, komu powinienem wyciągnąć rękę, kogo zaprosić do wspólnoty albo komu po prostu okazać więcej cierpliwości i zrozumienia.

Bo jeżeli Jezus jest naszym pokojem, to nie możemy traktować pokoju jedynie jako pięknej idei, o której rozmawiamy podczas modlitwy. Powinien on stopniowo stawać się rzeczywistością naszych rodzin, wspólnot i codziennych spotkań.

A kiedy Pan powróci, nie zapyta nas jedynie o to, czy potrafiliśmy poprawnie opisać Jego obietnice, ale czy rzeczywiście żyliśmy w gotowości na spotkanie z Nim, pozwalając, aby Jego miłość przemieniała nasze relacje.

Szczęśliwi ci, których Pan zastanie czuwających, ponieważ Ten, który zburzył mur oddzielający ludzi od Boga i od siebie nawzajem, zaprosi ich do swojego stołu i sam będzie im usługiwał.

 

Kategorie