13 października 2026. Wtorek XXVIII tygodnia okresu zwykłego. Czytania: (Ga 5, 1-6); (Ps 119 (118), 41 i 43. 44-45. 47-48); (Hbr 4, 12); (Łk 11, 37-41);
Można bardzo starannie przestrzegać religijnych przepisów, dbać o właściwe zachowanie, uczestniczyć w nabożeństwach i sumiennie wypełniać obowiązki wynikające z przynależności do wspólnoty wierzących, a jednocześnie coraz bardziej oddalać się od wolności, do której zaprasza nas Jezus Chrystus. Dzieje się tak wtedy, gdy religijne praktyki przestają być wyrazem żywej relacji z Bogiem, a stają się sposobem udowadniania własnej sprawiedliwości, budowania dobrego wizerunku albo ukrywania tego, co naprawdę dzieje się w naszym sercu. Dzisiejsze czytania stawiają przed nami bardzo wymagające pytanie, ponieważ zarówno święty Paweł, jak i Jezus pokazują, że można zachowywać zewnętrzną poprawność, a mimo to nie przyjmować pełni wolności, którą przynosi Ewangelia.
Paweł rozpoczyna swoje nauczanie od niezwykle mocnego przypomnienia: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli!”. Apostoł zwraca się do Galatów, którzy przyjęli Ewangelię i uwierzyli w Jezusa Chrystusa, ale znaleźli się pod wpływem nauczycieli przekonujących ich, że do pełnego uczestnictwa w zbawieniu konieczne jest również przyjęcie obrzezania i podporządkowanie się przepisom Prawa Mojżeszowego. W tej sytuacji Paweł nie prowadzi jedynie sporu o konkretny obrzęd, lecz broni samego fundamentu chrześcijańskiej wiary, ponieważ odrzuca przekonanie, że człowiek może osiągnąć usprawiedliwienie dzięki własnej zdolności do wypełniania religijnych wymagań.
Warto przy tym zauważyć, że obrzezanie samo w sobie nie jest dla Pawła czymś złym, ponieważ stanowiło znak przymierza Boga z Abrahamem i ważny element religijnej tożsamości Izraela. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy znak ten zostaje przedstawiony jako warunek usprawiedliwienia, a więc coś, bez czego łaska Chrystusa miałaby okazać się niewystarczająca. Apostoł przestrzega Galatów, że przyjmując taki sposób myślenia, zaczynają budować swoją nadzieję na zbawienie na fundamencie innym niż Jezus Chrystus, a tym samym ryzykują utratę wolności, którą otrzymali dzięki Jego śmierci i zmartwychwstaniu.
Dlatego kulminacją dzisiejszego czytania stają się słowa: „W Chrystusie Jezusie ani obrzezanie, ani jego brak nie mają żadnego znaczenia, tylko wiara, która działa przez miłość”. Paweł pokazuje w ten sposób, że o wartości naszej relacji z Bogiem nie decyduje zewnętrzny znak religijnej przynależności, lecz wiara, która rzeczywiście przemienia człowieka i znajduje swój wyraz w miłości. Nie chodzi zatem o przeciwstawienie wiary dobrym uczynkom, ponieważ autentyczna wiara nie pozostaje bezowocna, ale o przypomnienie właściwej kolejności: najpierw zostajemy obdarowani łaską, a następnie odpowiadamy na nią życiem, które stopniowo staje się coraz bardziej zgodne z Ewangelią.
To rozróżnienie jest niezwykle ważne również dla nas, ponieważ bardzo łatwo zastąpić żywą relację z Chrystusem rozbudowanym systemem religijnych obowiązków, w którym człowiek zaczyna oceniać własną wartość na podstawie liczby odmówionych modlitw, podjętych wyrzeczeń, zrealizowanych inicjatyw albo widocznych rezultatów swojej służby. Wszystkie te działania mogą być przecież dobre i potrzebne, ale nie mogą stać się źródłem naszej tożsamości ani podstawą przekonania, że zasługujemy na Bożą miłość bardziej niż inni. Jeżeli bowiem przestajemy pamiętać, że zbawienie jest darem Chrystusa, możemy stopniowo zamieniać chrześcijańską wolność w kolejne jarzmo, które sami nakładamy na własne ramiona.
Psalmista wskazuje nam dzisiaj drogę wyjścia z takiego sposobu myślenia, kiedy modli się: „Niech zstąpi na mnie Twoja łaska, Twoje zbawienie według Twej obietnicy”, a następnie prosi Boga, aby nie odbierał jego ustom słowa prawdy. W tej modlitwie odnajdujemy bardzo piękne połączenie łaski, prawdy i wolności, ponieważ człowiek nie prosi jedynie o zdolność poprawnego wypełniania przepisów, lecz o tak głębokie zakorzenienie w Bożym słowie, aby mógł żyć zgodnie z poznaną prawdą i odważnie ją wypowiadać. Dlatego psalmista może również wyznać, że będzie kroczył szeroką drogą, ponieważ szuka Bożych przykazań, które nie są dla niego ciężarem, ale drogą prowadzącą ku wolności.
Warto zatrzymać się przy tej modlitwie o prawdę, ponieważ żyjemy w świecie, w którym coraz trudniej odróżnić szczere świadectwo od starannie przygotowanego wizerunku, a prawdomówność bywa podporządkowywana doraźnym korzyściom, potrzebie zachowania dobrego imienia albo lękowi przed konsekwencjami. Możemy mówić rzeczy formalnie prawdziwe, a jednocześnie dobierać je w taki sposób, aby wywoływać fałszywe wrażenie, ukrywać niewygodne fakty lub przedstawiać siebie w korzystniejszym świetle. Zdarza się również, że zamiast przyznać się do błędu, szukamy usprawiedliwień, przerzucamy odpowiedzialność na innych albo próbujemy przekonać samych siebie, że nasze intencje były wystarczająco dobre, aby nie trzeba było mierzyć się z prawdą o własnym postępowaniu.
Tymczasem prawda nie jest jedynie zasadą poprawnej komunikacji, lecz stanowi fundament dojrzałej relacji z Bogiem i drugim człowiekiem, ponieważ tam, gdzie zaczyna brakować prawdomówności, stopniowo zanika również zaufanie. Trudno przecież budować prawdziwe braterstwo, małżeństwo, rodzinę czy wspólnotę, jeżeli nie potrafimy uczciwie mówić o swoich błędach, słabościach i rzeczywistych motywacjach. Jeszcze trudniej dojrzewać duchowo, kiedy zamiast pozwalać Bogu odsłaniać prawdę o naszym sercu, nieustannie bronimy stworzonego przez siebie obrazu człowieka pobożnego, odpowiedzialnego i godnego naśladowania.
Właśnie dlatego tak mocno wybrzmiewa dzisiejsza Ewangelia, w której Jezus przyjmuje zaproszenie faryzeusza na posiłek, a następnie zostaje poddany ocenie z powodu niezachowania rytualnego obmycia rąk przed jedzeniem. Warto pamiętać, że nie chodzi tutaj o współczesne zasady higieny, lecz o praktykę religijnej czystości, której przestrzeganie miało znaczenie w środowisku faryzejskim. Jezus wykorzystuje zdziwienie gospodarza, aby zwrócić uwagę na znacznie poważniejszy problem, ponieważ można troszczyć się o rytualną czystość zewnętrzną, a jednocześnie zaniedbywać uczciwość, sprawiedliwość i miłość, które powinny kształtować ludzkie serce.
Słowa Jezusa są wyjątkowo ostre, gdy mówi, że faryzeusze dbają o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, podczas gdy ich wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Nie oznacza to, że wszyscy faryzeusze byli ludźmi obłudnymi ani że troska o religijne przepisy sama w sobie stanowiła przeszkodę w spotkaniu z Bogiem, ponieważ Jezus wielokrotnie odwoływał się do Prawa i wskazywał na potrzebę wierności Bożym przykazaniom. Jego zarzut dotyczy raczej sytuacji, w której zewnętrzna poprawność staje się zasłoną ukrywającą wewnętrzną nieprawość, a człowiek bardziej troszczy się o to, jak wygląda w oczach innych, niż o to, kim rzeczywiście jest przed Bogiem.
W tym obrazie kielicha i misy możemy odnaleźć bardzo trafną diagnozę naszych własnych religijnych masek, ponieważ niezwykle łatwo zadbać o to, co widoczne, a znacznie trudniej dopuścić Boże światło do miejsc, których nie chcemy pokazywać nawet samym sobie. Możemy przecież zachowywać się nienagannie podczas liturgii, wypowiadać piękne słowa o miłości i przebaczeniu, a jednocześnie pielęgnować urazę, zazdrość, pychę albo pragnienie dominowania nad innymi. Możemy również publicznie bronić prawdy, a prywatnie pozwalać sobie na półprawdy, przemilczenia i manipulacje, usprawiedliwiając je przekonaniem, że służą przecież jakiemuś większemu dobru.
Jezus nie pozwala nam jednak zatrzymać się na zewnętrznym porządku, ponieważ przypomina, że Ten sam Bóg, który stworzył zewnętrzną stronę człowieka, jest również Stwórcą jego wnętrza. Nie możemy więc oddzielać życia religijnego od rzeczywistych postaw serca, jak gdyby Bóg interesował się przede wszystkim poprawnością naszych praktyk, a nie sposobem, w jaki traktujemy innych ludzi. Dlatego Jezus wskazuje na jałmużnę, czyli konkretny gest miłości i miłosierdzia, który wyprowadza człowieka poza koncentrację na własnej doskonałości i kieruje jego uwagę ku potrzebom drugiego człowieka.
To właśnie tutaj spotykają się dzisiejsze nauczania Pawła i Jezusa, ponieważ Apostoł mówi o wierze działającej przez miłość, natomiast Chrystus przypomina, że prawdziwa czystość nie polega jedynie na zachowywaniu zewnętrznych zasad, ale wymaga przemiany serca, która znajduje wyraz w miłosierdziu. Możemy więc powiedzieć, że wiara staje się autentyczna wtedy, gdy przestaje służyć budowaniu naszego religijnego wizerunku, a zaczyna kształtować rzeczywiste relacje, decyzje i sposób traktowania innych. Nie wystarczy bowiem poprawnie mówić o miłości, jeżeli nasze postępowanie pozostaje z nią sprzeczne, podobnie jak nie wystarczy deklarować przywiązania do prawdy, jeżeli w codziennym życiu unikamy uczciwego spojrzenia na własne błędy.
Warto przy tym zauważyć, że prawda o naszym sercu nie musi prowadzić do rozpaczy ani poczucia odrzucenia, ponieważ Chrystus wyzwala nas właśnie po to, abyśmy nie musieli dłużej ukrywać się za maskami. Człowiek, który wierzy, że jest kochany przez Boga nie ze względu na własną doskonałość, lecz dzięki łasce Jezusa Chrystusa, może z większą odwagą przyznawać się do słabości, ponieważ nie musi nieustannie udowadniać swojej wartości. Wolność dzieci Bożych obejmuje zatem również wolność od przymusu przedstawiania siebie jako człowieka lepszego, bardziej pobożnego i bardziej sprawiedliwego, niż jest w rzeczywistości.
Nie oznacza to oczywiście, że chrześcijanin może lekceważyć własne postępowanie, skoro jego zbawienie opiera się na łasce, ponieważ właśnie otrzymana miłość uzdalnia go do podejmowania odpowiedzialności za swoje życie. Prawdziwe nawrócenie wymaga przecież nazwania grzechu po imieniu, naprawienia wyrządzonego zła, pojednania z ludźmi i podjęcia konkretnych działań, które pozwalają wzrastać w miłości. Różnica polega jednak na tym, że nie czynimy tego, aby dopiero zasłużyć na przyjęcie przez Boga, lecz dlatego, że zostaliśmy przez Niego przyjęci i pragniemy coraz pełniej odpowiadać na otrzymany dar.
Dzisiejsze czytania zapraszają nas więc do bardzo osobistego rachunku sumienia, w którym warto zapytać, czy nasze religijne zaangażowanie rzeczywiście prowadzi do większej wolności, prawdomówności i miłości, czy może coraz bardziej koncentrujemy się na zewnętrznej poprawności. Czy potrafimy uczciwie przyznać się do błędu, również wtedy, gdy mogłoby to naruszyć nasz autorytet albo dobre imię? Czy jesteśmy gotowi usłyszeć trudną prawdę o sobie, jeśli wypowiada ją ktoś, kto dostrzega nasze słabości, a może wolimy odrzucić taką uwagę, ponieważ nie pasuje do obrazu, który starannie budowaliśmy przez lata?
Być może szczególnie ważne jest dzisiaj pytanie o to, czy pozwalamy Duchowi Świętemu prowadzić nas ku prawdzie, która nie tylko odsłania nasze grzechy, ale również wyzwala nas z konieczności ich ukrywania. Psalmista prosi Boga, aby nie odbierał jego ustom słowa prawdy, a my możemy dołączyć do tej modlitwy również prośbę o odwagę życia w prawdzie, ponieważ samo wypowiadanie słusznych zasad nie wystarczy, jeżeli nasze serce pozostaje od nich daleko. Potrzebujemy łaski, która pomoże nam nie tylko rozpoznawać dobro, ale również wybierać je w konkretnych sytuacjach, zwłaszcza wtedy, gdy prawdomówność wymaga pokory, rezygnacji z własnej wygody albo przyjęcia odpowiedzialności za popełnione błędy.
Chrystus wyzwolił nas ku wolności, której nie trzeba zabezpieczać religijnymi maskami ani udowadniać nieustannym mnożeniem zasług, ponieważ jej fundamentem jest łaska przyjmowana przez wiarę. Jeżeli jednak ta wiara jest autentyczna, nie może pozostać jedynie wewnętrznym przekonaniem, lecz powinna działać przez miłość, przemieniać nasze serce i uzdalniać nas do życia w prawdzie.
Może więc najważniejszym owocem dzisiejszego Słowa będzie odwaga, aby przestać troszczyć się przede wszystkim o czystość zewnętrznej strony kielicha i pozwolić Jezusowi dotknąć tego, co ukryte w naszym wnętrzu, ponieważ dopiero wtedy odkryjemy, że prawdziwa wolność nie polega na tym, aby inni uważali nas za ludzi doskonałych, lecz na tym, abyśmy przed Bogiem nie musieli już nikogo udawać.




