Na bazie wystąpienia Grzegorza Mazanka (link do spotkania)
Asceza w Duchu Świętym – droga, na którą prowadzi Bóg
Asceza bardzo często kojarzy się z czymś twardym, surowym i ciężkim. Z rezygnacją, która boli. Z duchowością dla nielicznych. Tymczasem chrześcijańska asceza w swoim najgłębszym sensie nie jest ucieczką od życia, ale przygotowaniem serca na spotkanie z Bogiem. Nie jest celem samym w sobie, lecz drogą, na którą prowadzi Duch Święty.
To właśnie Duch wyprowadził Jezusa na pustynię. Pustynia w Biblii nie jest miejscem kary, lecz przestrzenią prawdy. To tam człowiek odkrywa, kim jest naprawdę, i komu chce zaufać. Pustynia może być miejscem, na które prowadzą nasze grzechy, pożądliwości i złe wybory. Ale może być też miejscem, na które prowadzi sam Bóg, aby oczyścić serce i przygotować je na nowe życie.
Pustynia, na którą człowiek wchodzi sam
Wiele pustyń rodzi się z ludzkich decyzji. Kiedy człowiek oddala się od sakramentów, od modlitwy, od wspólnoty Kościoła, stopniowo traci wrażliwość duchową. Zaczyna szukać szczęścia w przyjemnościach, w uzależnieniach, w tym, co daje chwilową ulgę.
Taka droga prowadzi do wewnętrznej pustki. Do miejsca, w którym nic już nie cieszy. Do doświadczenia bezsensu życia, lęku, depresji, zagubienia. To pustynia, na którą człowiek często wyprowadza się sam.
A jednak właśnie na tej pustyni Bóg potrafi przyjść z wodą żywą. Potrafi objawić się jako Ten, który jest. Jako Ten, który uzdrawia, przywraca pokój serca i daje nowe narodzenie.
Nawrócenie nie zawsze wygląda spektakularnie. Czasem zaczyna się od jednego doświadczenia obecności Boga. Od jednego momentu, w którym człowiek odkrywa: „Nie jestem sam. On jest ze mną”.
Pustynia, na którą prowadzi Duch
Jest jednak także inny rodzaj pustyni. Taki, na który prowadzi Duch Święty. To pustynia, którą wybiera się świadomie – przez ascezę.
Ojcowie pustyni wychodzili na odosobnienie nie dlatego, że gardzili światem, ale dlatego, że chcieli usłyszeć Boga. Chcieli odciąć się od tego wszystkiego, co zagłusza Jego głos.
Ewagriusz z Pontu pisał, że asceza obejmuje wszystko, co człowiek może uczynić własnymi siłami, aby zbliżyć się do Boga i uwolnić od złych myśli: modlitwę, czytanie Pisma Świętego, śpiew psalmów, pracę, gościnność, jałmużnę, wstrzemięźliwość.
Asceza z jednej strony jest działaniem człowieka, ale z drugiej strony jest przygotowywaniem naczynia na łaskę. Człowiek nie zbawia się sam. Może jedynie zrobić miejsce, aby Bóg mógł działać.
Trzy narzędzia nawrócenia
Kościół od wieków wskazuje trzy podstawowe drogi ascezy: post, modlitwę i jałmużnę. Katechizm przypomina, że wezwanie Jezusa do pokuty nie dotyczy najpierw zewnętrznych praktyk, lecz nawrócenia serca. Bez niego nawet najlepsze ćwiczenia duchowe pozostają puste.
Post bez modlitwy staje się dietą.
Post bez jałmużny – egoizmem.
Modlitwa bez pokory – rozmową z samym sobą.
Asceza ma sens tylko wtedy, gdy prowadzi do głębszej relacji z Bogiem i do większej miłości wobec ludzi.
Metanoja – zmiana myślenia
W Nowym Testamencie nawrócenie określane jest słowem metanoia, które oznacza zmianę myślenia. Nie chodzi więc jedynie o korektę zachowań, ale o przemianę serca i sposobu patrzenia na rzeczywistość.
Asceza pomaga tej przemianie, bo przez drobne wyrzeczenia uczy wolności. Człowiek zaczyna odkrywać, że nie musi reagować natychmiast, że nie musi zawsze mieć racji, że nie musi realizować każdej swojej zachcianki.
Jednym z bardzo konkretnych wymiarów takiej ascezy jest post milczenia.
Asceza milczenia
Milczenie bywa trudniejsze niż post od jedzenia. Milczenie oznacza powstrzymanie się od komentarza, od narzekania, od wypominania, od udowadniania swojej racji.
Czasem ascezą jest zamilknąć wobec współmałżonka, mimo że wewnątrz kipi złość.
Czasem ascezą jest pozwolić drugiej osobie zdecydować.
Czasem ascezą jest wejść w świat dziecka, choć wydaje się to stratą czasu.
Takie milczenie nie jest słabością. Jest wyborem miłości. I bardzo często okazuje się, że to właśnie ono ratuje relacje.
Uwaga na ascezę, która rodzi pychę
Istnieje też niebezpieczna forma ascezy: taka, która karmi poczucie wyższości. Człowiek zaczyna porównywać się z innymi, czuć się lepszy, bardziej gorliwy, bardziej duchowy. Jezus przestrzega przed taką postawą w przypowieści o faryzeuszu i celniku. Faryzeusz pości, daje dziesięcinę, modli się – ale wychodzi ze świątyni nieusprawiedliwiony. Celnik natomiast woła: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika” – i to on zostaje przyjęty. Asceza bez pokory prowadzi donikąd.
Po co to wszystko?
Po to, aby zrobić miejsce Bogu. Po to, aby On mógł stworzyć w człowieku nowe serce. Po to, aby człowiek przestał skupiać się na sobie, a zaczął żyć relacją. Chrześcijańska asceza nie polega na niszczeniu siebie. Polega na uczeniu się wolności. Wolności do kochania Boga. Wolności do kochania ludzi. Wolności do bycia sobą w prawdzie.
Na taką drogę prowadzi Duch Święty.




