28 lipca 2026. Wtorek XVII tygodnia zwykłego. Czytania: (Jr 14,17-22); (Ps 79,8-9.11.13); Aklamacja; (Mt 13,36-43);
Jedno z najtrudniejszych pytań, jakie człowiek stawia Bogu, brzmi: Dlaczego pozwalasz, aby zło rosło? Dlaczego chwast rośnie obok pszenicy? Dlaczego niewinni cierpią? Dlaczego Juda musiała doświadczyć klęski? Dlaczego nie reagujesz natychmiast?
To nie są pytania współczesne. To pytania, które rozbrzmiewają także w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Jeremiasz patrzy na zrujnowaną Judę. Widział śmierć, głód i rozpacz. I woła do Boga:
„Czy nieodwołalnie odrzuciłeś Judę? Dlaczego nas dotknąłeś klęską bez możliwości uleczenia?”
To modlitwa człowieka, który nie udaje, że wszystko jest dobrze. Ale zwróćmy uwagę, jak kończy się ta modlitwa. Nie buntem. Nie oskarżeniem. Lecz wyznaniem nadziei:
„W Tobie pokładamy nadzieję, bo Ty uczyniłeś to wszystko.”
Jeremiasz rozumie coś bardzo ważnego. Nie każde cierpienie pochodzi bezpośrednio od Boga, ale żadne cierpienie nie wymyka się Jego panowaniu. Bóg pozostaje Panem historii również wtedy, gdy człowiek doświadcza konsekwencji własnego grzechu. Dlatego prorok nie ucieka od odpowiedzialności:
„Uznajemy, Panie, naszą niegodziwość.”
Nadzieja rodzi się dopiero wtedy, gdy prawda spotyka się z miłosierdziem.
Ewangelia prowadzi nas jeszcze głębiej. Uczniowie proszą Jezusa o wyjaśnienie przypowieści o chwaście. Odpowiedź jest zaskakująco realistyczna. Na świecie działają dwaj siewcy. Syn Człowieczy sieje dobro. Diabeł sieje chwast. A Bóg… pozwala im rosnąć razem. Dlaczego?
Bo przedwczesny sąd bardzo łatwo niszczy także pszenicę. To jest logika Boga, która często różni się od naszej. My chcielibyśmy natychmiastowego rozwiązania. Natychmiastowej sprawiedliwości. Natychmiastowego usunięcia zła. Bóg patrzy dalej. On widzi nie tylko to, kim człowiek jest dzisiaj. Widzi także, kim może się jeszcze stać.
Dlatego cierpliwość Boga nie jest słabością. Jest wyrazem Jego miłosierdzia. On daje czas na nawrócenie. Czyż nie tego właśnie doświadczyła Juda? Klęska nie była celem. Była dramatycznym wezwaniem do powrotu. Tak samo chwast nie jest znakiem, że Bóg utracił kontrolę nad światem. Jest znakiem, że czas miłosierdzia jeszcze trwa.
Ale Jezus nie kończy na cierpliwości. Kończy na nadziei.
„Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego.”
To niezwykłe. Ostatecznym słowem Boga nie jest chwast. Nie jest sąd. Nie jest nawet kara. Ostatecznym słowem jest chwała ludzi przemienionych przez Boga. Sprawiedliwi nie tylko wejdą do Królestwa. Będą jaśnieć. Tak jak Mojżesz schodzący z góry Synaj miał rozświetloną twarz po spotkaniu z Bogiem, tak pełnia zbawienia będzie oznaczała całkowite przeniknięcie człowieka Bożą światłością.
To właśnie dlatego warto wytrwać. Nie dlatego, że świat stanie się szybko idealny. Nie dlatego, że chwast zniknie jutro. Ale dlatego, że Bóg nie przestaje prowadzić historii ku dniowi, w którym dobro objawi się w całej pełni. Dlatego Jezus kończy słowami:
„Kto ma uszy, niechaj słucha!”
To wezwanie nie dotyczy tylko słuchu. Dotyczy sposobu patrzenia. Czy potrafię patrzeć na świat nie tylko przez pryzmat chwastów, ale także przez pryzmat żniwa, które przygotowuje Bóg? Czy wierzę, że nawet jeśli dziś widzę zamęt, cierpienie i niesprawiedliwość, to ostatnie słowo będzie należało do Boga, a nie do zła?
Bo chrześcijańska nadzieja nie polega na przekonaniu, że chwastów nie ma. Polega na pewności, że pszenica dojrzeje, żniwo nadejdzie, a sprawiedliwi będą jaśnieć jak słońce w królestwie Ojca.




