29 lipca 2026. Środa. Wspomnienie św. Marty, Marii i Łazarza. Czytania: (1 J 4, 7-16); (Ps 34, 2-3. 4-5. 6-7. 8-9. 10-11); Aklamacja (J 8, 12b); (J 11, 19-27);
Jednym z najważniejszych słów w pismach św. Jana jest „trwać”. Trwać w Bogu. Trwać w Chrystusie. Trwać w miłości. Trwać w Duchu Świętym.
Jan nie pyta najpierw, ile człowiek wie o Bogu ani jak wiele religijnych praktyk podejmuje. Pyta o coś znacznie głębszego: Po czym poznać, że naprawdę trwam w Bogu?
Dzisiejsze czytania dają dwie odpowiedzi. Pierwsza brzmi:
„Bóg jest miłością; kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim.”
To jedno z najbardziej niezwykłych zdań całej Biblii. Jan nie mówi jedynie, że Bóg kocha. Mówi, że jest Miłością. To znaczy, że miłość nie jest jedną z Jego cech. Jest samym sposobem Jego istnienia. Ojciec odwiecznie kocha Syna, Syn odpowiada Ojcu tą samą miłością, a Duch Święty jest osobową więzią tej miłości. Dlatego człowiek trwa w Bogu nie wtedy, gdy tylko mówi o miłości, ale wtedy, gdy pozwala, aby Boża miłość przepływała przez jego życie do innych ludzi. Ale Jan dodaje jeszcze drugi znak:
„Poznajemy, że my trwamy w Nim, a On w nas, bo udzielił nam ze swego Ducha.”
To Duch Święty jest wewnętrznym świadkiem Bożej obecności. To On uzdalnia do przebaczenia tam, gdzie po ludzku chcielibyśmy się zemścić. To On daje pokój tam, gdzie wszystko wokół budzi lęk. To On sprawia, że miłość przestaje być obowiązkiem, a staje się nowym sposobem życia. Psalm pokazuje, jak wygląda człowiek, który naprawdę żyje w tej relacji.
„Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał.”
To niezwykle pocieszające. Psalmista nie mówi: „Zawołał bohater.” „Zawołał człowiek doskonały.” Mówi: „Zawołał biedak.”
Bóg nie czeka na ludzi idealnych. Przychodzi do tych, którzy wiedzą, że sami siebie nie zbawią. Dlatego Psalm może powiedzieć:
„Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych, aby ich ocalić.”
I zaprasza do doświadczenia, a nie tylko do teorii:
„Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry.”
Wiary nie da się przeżyć wyłącznie intelektem. Trzeba jej zakosztować. Ewangelia pokazuje właśnie taki moment. Marta wychodzi naprzeciw Jezusowi z sercem pełnym bólu. Jej słowa są szczere:
„Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł.”
To nie jest bunt. To modlitwa człowieka, który jeszcze nie rozumie Bożego działania. Jezus nie rozpoczyna od cudu. Najpierw buduje wiarę. Prowadzi Martę krok po kroku. Najpierw mówi:
„Brat twój zmartwychwstanie.”
Marta odpowiada poprawnie teologicznie:
„Wiem, że zmartwychwstanie w dniu ostatecznym.”
Ale Jezus prowadzi ją dalej. Nie chce, aby wierzyła jedynie w wydarzenie. Chce, aby uwierzyła w Osobę. Dlatego wypowiada jedno z najważniejszych zdań Ewangelii:
„Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem.”
Nie mówi: „Ja przynoszę zmartwychwstanie.” Nie mówi: „Ja nauczam o życiu wiecznym.” Mówi: „Ja jestem.”
Cała nadzieja chrześcijanina nie opiera się na idei nieśmiertelności. Opiera się na relacji z Jezusem. I dlatego pada najważniejsze pytanie:
„Wierzysz w to?”
Każdy cud Jezusa prowadzi właśnie do tego pytania. Nie chodzi jedynie o wskrzeszenie Łazarza. Nie chodzi nawet o pokonanie śmierci. Chodzi o narodzenie wiary.
Marta odpowiada jednym z najpiękniejszych wyznań wiary w całej Ewangelii:
„Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży.”
To jest cel całej drogi ucznia. Nie tylko podziwiać cuda. Nie tylko otrzymywać pomoc. Ale dojść do miejsca, w którym serce potrafi powiedzieć: „Ja wierzę.”
I właśnie wtedy spotykają się wszystkie dzisiejsze czytania. Kto trwa w miłości, trwa w Bogu. Kto pozwala prowadzić się Duchowi Świętemu, odkrywa Jego obecność nawet pośród cierpienia. Kto woła do Boga jak ubogi z Psalmu, doświadcza Jego bliskości. A kto – jak Marta – przejdzie przez ból do wiary, odkryje, że chrześcijaństwo nie opiera się przede wszystkim na obietnicy przyszłego życia, lecz na spotkaniu z Tym, który już dziś mówi:
„Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem.”
Bo tam, gdzie jest Jezus, śmierć nigdy nie ma ostatniego słowa.




