16 października 2026. Piątek XXVIII tygodnia okresu zwykłego. Czytania: (Ef 1, 11-14); (Ps 33 (32), 1-2. 4-5. 12-13); (Ps 33 (32), 22); (Łk 12, 1-7);
Kiedy zastanawiamy się nad sensem własnego istnienia, najczęściej próbujemy odnaleźć go w zadaniach, które mamy do wykonania, relacjach, które budujemy, albo celach, które chcielibyśmy osiągnąć, ponieważ współczesny świat bardzo mocno przyzwyczaił nas do oceniania wartości człowieka przez pryzmat jego użyteczności, skuteczności i widocznych rezultatów. Tymczasem święty Paweł przypomina dzisiaj prawdę, która wyprzedza wszystkie nasze osiągnięcia i nadaje im właściwą perspektywę, ponieważ ogłasza, że zostaliśmy objęci Bożym zamysłem, aby istnieć ku chwale Jego majestatu. Nasze życie nie jest więc przypadkiem pozbawionym głębszego znaczenia ani przedsięwzięciem, którego wartość musimy dopiero udowodnić, lecz darem wpisanym w Boży plan miłości, którego ostatecznym celem jest uczestnictwo w Jego życiu.
Słowa Pawła o przeznaczeniu mogą budzić pewne wątpliwości, zwłaszcza jeżeli kojarzymy je z przekonaniem, że wszystkie wydarzenia naszego życia zostały z góry ustalone, a człowiek nie ma rzeczywistego wpływu na własne decyzje. Apostoł nie przedstawia jednak Boga jako kogoś, kto stworzył jednych ludzi do zbawienia, a innych do potępienia, ponieważ mówi przede wszystkim o zamyśle zbawienia urzeczywistnionym w Jezusie Chrystusie, do którego zostaliśmy zaproszeni przez łaskę. Boże przeznaczenie nie znosi ludzkiej wolności, lecz odsłania wielkość powołania, jakie otrzymaliśmy, ponieważ Bóg pragnie, abyśmy stali się uczestnikami Jego życia i chwały, odpowiadając na miłość, którą zostaliśmy obdarowani.
Warto zauważyć, że Paweł nie mówi o chwale Boga w taki sposób, jak gdyby Stwórca potrzebował naszego uwielbienia, aby powiększyć własną wielkość, ponieważ Jego doskonałość nie zależy od ludzkich pochwał ani religijnych praktyk. Istnienie ku chwale Boga oznacza raczej, że nasze życie ma objawiać Jego dobroć, mądrość i miłość, a im pełniej pozwalamy się przemieniać Jego łasce, tym bardziej stajemy się świadkami tego, kim On naprawdę jest. Możemy więc powiedzieć, że Boża chwała nie konkuruje z naszym szczęściem, lecz stanowi jego najgłębsze spełnienie, ponieważ człowiek odnajduje pełnię własnego życia właśnie wtedy, gdy uczestniczy w życiu Boga.
Paweł przypomina również, że usłyszawszy słowo prawdy i uwierzywszy w Ewangelię zbawienia, zostaliśmy naznaczeni pieczęcią obiecanego Ducha Świętego, który jest zadatkiem naszego dziedzictwa. W starożytnym świecie pieczęć mogła oznaczać przynależność, autentyczność i potwierdzenie czyjegoś prawa do określonej rzeczy, dlatego Apostoł posługuje się tym obrazem, aby ukazać trwałość Bożego daru i szczególną więź, która łączy nas z Chrystusem. Nie należymy już wyłącznie do samych siebie, ponieważ przez chrzest zostaliśmy włączeni w życie Jezusa, a dar Ducha Świętego, umacniany w sakramencie bierzmowania, uzdalnia nas do coraz pełniejszego przeżywania tej przynależności.
Nie chodzi przy tym o własność rozumianą w kategoriach ludzkiego posiadania, które ogranicza wolność i podporządkowuje człowieka cudzej woli, ponieważ przynależność do Boga ma zupełnie inny charakter. Bóg nie traktuje nas jak przedmiotów, którymi może dowolnie rozporządzać, lecz jak umiłowane dzieci, które zaprasza do uczestnictwa w swoim życiu i obdarza zdolnością do wolnej odpowiedzi na Jego miłość. Właśnie dlatego pieczęć Ducha Świętego nie oznacza zniesienia naszej odpowiedzialności, ale staje się źródłem siły potrzebnej do tego, abyśmy mogli dojrzewać w wierze, rozpoznawać dobro i podejmować decyzje zgodne z otrzymanym powołaniem.
Szczególnie ważne jest Pawłowe określenie Ducha Świętego jako zadatku naszego dziedzictwa, ponieważ pokazuje ono, że życie Boże nie jest jedynie odległą obietnicą dotyczącą rzeczywistości po śmierci, lecz zaczyna się w nas już teraz. Otrzymaliśmy prawdziwy udział w życiu Boga, chociaż pełnia tego daru pozostaje jeszcze przed nami, dlatego chrześcijańskie życie dokonuje się w napięciu pomiędzy tym, co już zostało nam ofiarowane, a tym, czego ostatecznego spełnienia oczekujemy. Możemy doświadczać działania Ducha Świętego, wzrastać w miłości i odkrywać Bożą obecność w codzienności, ale nadal pozostajemy ludźmi słabymi, podatnymi na pokusy i potrzebującymi nieustannego nawrócenia.
Psalm trzydziesty trzeci rozwija tę samą prawdę, kiedy ogłasza szczęście ludu, którego Pan jest Bogiem, i narodu, który On wybrał na swoje dziedzictwo. W pierwszym znaczeniu słowa te odnoszą się do Izraela, ludu pierwszego wybrania, z którym Bóg związał się przymierzem i któremu objawiał swoją wierność w kolejnych pokoleniach. Chrześcijanie, włączeni przez Chrystusa w historię zbawienia, odkrywają w tym psalmie również własne powołanie do przynależności do Boga, nie oznacza to jednak, że pierwsze wybranie zostało unieważnione, ponieważ Bóg pozostaje wierny swoim obietnicom i nie odwołuje darów, których udzielił Izraelowi.
Psalmista przypomina również, że słowo Pana jest prawe, każde Jego dzieło godne zaufania, a ziemia pełna Jego łaski, dzięki czemu możemy zrozumieć, że Boże wybranie nie jest powodem do poczucia wyższości wobec innych ludzi, lecz zaproszeniem do wdzięczności i odpowiedzialności. Jeżeli rzeczywiście należymy do Boga, powinniśmy coraz bardziej upodabniać się do Tego, który miłuje prawo i sprawiedliwość, ponieważ nie można wiarygodnie głosić Bożej dobroci, a jednocześnie budować własnego życia na nieuczciwości, przemocy albo lekceważeniu drugiego człowieka. Wybranie jest więc darem, który domaga się odpowiedzi, a nie przywilejem pozwalającym nam uważać się za lepszych od innych.
W tym miejscu dochodzimy do Ewangelii, w której Jezus kieruje do swoich uczniów ostrzeżenie przed kwasem faryzeuszów, wyjaśniając, że chodzi o obłudę. Obraz kwasu jest szczególnie trafny, ponieważ niewielka jego ilość wystarcza, aby stopniowo przeniknąć całe ciasto i zmienić jego właściwości, podobnie jak pozornie drobne ustępstwa wobec nieuczciwości, pychy czy podwójnych standardów mogą z czasem przemienić sposób myślenia i postępowania człowieka. Jezus nie mówi więc jedynie o pojedynczym grzechu, lecz przestrzega przed procesem, w którym obłuda stopniowo zakwasza serce, aż człowiek zaczyna uważać za normalne to, co wcześniej budziłoby w nim sprzeciw sumienia.
Warto zauważyć, że ostrzeżenie to Jezus kieruje najpierw do swoich uczniów, chociaż wokół Niego gromadzą się ogromne tłumy, co pokazuje, że niebezpieczeństwo obłudy nie dotyczy wyłącznie krytykowanych przez Niego środowisk religijnych. Również człowiek, który zdecydował się pójść za Chrystusem, może stopniowo zacząć budować własny religijny wizerunek, ukrywać niewygodne fakty i dostosowywać głoszone zasady do osobistych korzyści. Możemy przecież mówić o pokorze, a jednocześnie nie znosić krytyki, głosić potrzebę jedności, a przy tym podsycać konflikty, albo zachęcać innych do zaufania Bogu, podczas gdy sami próbujemy kontrolować każdy szczegół własnego życia.
Obłuda jest szczególnie niebezpieczna dlatego, że rzadko pojawia się od razu w postaci świadomego i całkowitego odrzucenia prawdy, ponieważ częściej zaczyna się od niewielkich kompromisów, które potrafimy bardzo przekonująco usprawiedliwić. Najpierw przemilczamy niewygodny fakt, później przedstawiamy wydarzenia w korzystniejszym dla siebie świetle, następnie zaczynamy wierzyć we własną wersję rzeczywistości, aż w końcu coraz trudniej nam dostrzec różnicę między prawdą a obrazem, który stworzyliśmy na użytek innych ludzi. Właśnie dlatego Jezus przypomina, że nie ma nic ukrytego, co nie miałoby zostać ujawnione, ponieważ życie człowieka ostatecznie zostanie postawione w świetle Bożej prawdy, przed którą nie da się już ukryć rzeczywistych motywacji ani intencji.
To wezwanie do życia w prawdzie prowadzi jednak do kolejnych słów Jezusa, które mogą budzić niepokój, ponieważ Chrystus mówi swoim przyjaciołom, aby nie bali się tych, którzy mogą zabić ciało, lecz obawiali się Tego, który ma moc wtrącić do piekła. Nie możemy traktować tej wypowiedzi jako religijnej metafory pozbawionej rzeczywistego znaczenia, ponieważ Jezus mówi o powadze ostatecznego losu człowieka i przypomina, że nasze życie ma wymiar wieczny, którego nie można sprowadzić do doczesnego bezpieczeństwa. Piekło nie jest więc bajką służącą do straszenia niegrzecznych dzieci, lecz realną możliwością ostatecznego odrzucenia Boga i Jego miłości, o której Kościół mówi z całą powagą, szanując jednocześnie tajemnicę ludzkiej wolności.
Warto jednak zachować właściwą perspektywę, ponieważ Jezus nie wypowiada tych słów po to, aby sparaliżować swoich uczniów strachem, lecz aby uwolnić ich od lęku przed ludźmi i przypomnieć, że najważniejsza jest wierność Bogu. W tradycji chrześcijańskiej bojaźń Boża nie oznacza przekonania, że Bóg czyha na nasze potknięcia, aby wymierzyć nam karę, lecz wyraża świadomość Jego świętości, sprawiedliwości i powagi naszej odpowiedzi na otrzymaną łaskę. Człowiek, który rzeczywiście kocha Boga, nie chce utracić tej relacji, ponieważ odkrył w niej największe dobro swojego życia, a obawa przed ostatecznym oddzieleniem od Niego staje się wezwaniem do odpowiedzialności, nie zaś zaprzeczeniem ufności.
Szczególnie poruszające jest to, że Jezus niemal natychmiast po tych wymagających słowach przypomina swoim uczniom o wróblach, z których żaden nie jest zapomniany w oczach Boga, oraz o włosach na ich głowach, które wszystkie zostały policzone. Chrystus pokazuje w ten sposób, że Bóg, przed którym odpowiadamy za swoje życie, nie jest obojętnym sędzią ani odległym władcą, lecz Ojcem, który zna nas z niezwykłą dokładnością i troszczy się nawet o to, co z ludzkiej perspektywy wydaje się nieistotne. Skoro Jego opatrzność obejmuje najmniejsze stworzenia, tym bardziej możemy ufać, że nie zapomina o człowieku, którego powołał do uczestnictwa w swoim życiu.
W tym miejscu odsłania się niezwykła jedność dzisiejszych czytań, ponieważ Paweł mówi o Bożym zamyśle zbawienia i pieczęci Ducha Świętego, psalmista ogłasza szczęście ludu należącego do Pana, a Jezus przypomina, że człowiek jest dla Boga nieskończenie cenniejszy niż wróble, o które Stwórca również się troszczy. Nie jesteśmy więc przypadkowymi istotami pozostawionymi samym sobie, lecz ludźmi powołanymi do życia z Bogiem, obdarowanymi łaską i zaproszonymi do wiecznego dziedzictwa. Możemy ufać, że Bóg nie odmawia nam żadnej łaski potrzebnej do zbawienia, chociaż nie oznacza to, że automatycznie usuwa wszystkie trudności ani że nasza wolność przestaje mieć znaczenie.
Właśnie dlatego tak ważne jest, aby nie traktować Bożego wybrania i pieczęci Ducha Świętego jako gwarancji, która zwalnia nas z odpowiedzialności za własne życie. Sakrament chrztu rzeczywiście włącza nas w Chrystusa, a bierzmowanie umacnia nas dojrzałym darem Ducha Świętego, jednak otrzymana łaska nie znosi naszej wolności i nie zastępuje codziennej decyzji o podążaniu za Jezusem. Bóg pragnie naszego zbawienia i obdarza nas wszystkim, co jest do niego konieczne, ale nie traktuje człowieka jak przedmiotu, który można automatycznie doprowadzić do określonego rezultatu, niezależnie od jego odpowiedzi.
Możemy więc powiedzieć, że chrześcijańskie życie dokonuje się pomiędzy wielkością otrzymanego daru a powagą naszej wolności, ponieważ zostaliśmy stworzeni do uczestnictwa w Bożej chwale, a jednocześnie możemy ten dar lekceważyć, odrzucać albo stopniowo przesłaniać go własną obłudą. Nie oznacza to jednak, że powinniśmy żyć w nieustannym napięciu i lęku przed popełnieniem błędu, ponieważ Jezus wyraźnie zapewnia swoich uczniów, że są dla Boga niezwykle cenni. Naszą odpowiedzią powinno być raczej ufne trwanie przy Chrystusie, gotowość do nawrócenia i odwaga życia w prawdzie, która pozwala nam nie ukrywać własnych słabości, ale powierzać je Bożemu miłosierdziu.
Warto więc dzisiaj zapytać, czy rzeczywiście żyjemy jak ludzie naznaczeni pieczęcią Ducha Świętego, czy może coraz bardziej pozwalamy, aby nasze serce przenikał kwas obłudy, który stopniowo oddala nas od autentycznej relacji z Bogiem. Czy potrafimy uczciwie przyznawać się do własnych błędów, nawet wtedy, gdy mogłoby to naruszyć nasz autorytet albo dobre imię? Czy pamiętamy, że zostaliśmy powołani do życia ku chwale Boga, a nie ku chwale własnych osiągnięć, stanowisk i religijnych zasług? I wreszcie, czy nasza świadomość Bożej sprawiedliwości prowadzi nas do odpowiedzialnej miłości, czy może pozwalamy, aby lęk przesłaniał nam prawdę o Ojcu, który zna nas lepiej, niż my sami siebie znamy?
Bóg powołał nas do istnienia z miłości, odkupił przez Jezusa Chrystusa i naznaczył pieczęcią Ducha Świętego, abyśmy mogli uczestniczyć w Jego chwale, dlatego nasze życie posiada wartość, której nie mogą przekreślić ani ludzkie oceny, ani doczesne niepowodzenia. Jednocześnie otrzymany dar domaga się odpowiedzi, ponieważ Boża łaska nie jest zaproszeniem do obojętności, lecz źródłem siły potrzebnej do życia w prawdzie, wolności i miłości.
Może więc najważniejszym owocem dzisiejszego Słowa będzie odkrycie, że nie musimy wybierać pomiędzy poważnym traktowaniem zbawienia a ufnością w Bożą dobroć, ponieważ Jezus łączy oba te wezwania w jednej wypowiedzi. Przypomina nam o rzeczywistości wiecznego życia i możliwości jego utraty, ale zarazem zapewnia, że jesteśmy dla Ojca ważniejsi niż wiele wróbli, a skoro Bóg zna nawet wszystkie włosy na naszej głowie, możemy z ufnością powierzyć Mu całe swoje życie.
Nie bójmy się więc Boga, jak gdyby był naszym przeciwnikiem, ale strzeżmy się wszystkiego, co mogłoby nas od Niego oddzielić, ponieważ zostaliśmy stworzeni nie do życia w lęku, lecz do uczestnictwa w Jego chwale.




