17 października 2026. Sobota XXVIII tygodnia okresu zwykłego. Czytania: (Ef 1, 15-23); (Ps 8, 2 i 3b. 4-5. 6-7); (J 15, 26b. 27a); (Łk 12, 8-12);
Święty Paweł, słysząc o wierze Efezjan i ich miłości do braci, nie poprzestaje na dziękczynieniu za to, co już dokonało się w ich życiu, ale modli się o coś znacznie głębszego. Prosi Ojca chwały, aby dał im ducha mądrości i objawienia, aby coraz lepiej poznawali Boga, a przede wszystkim, aby otrzymali „światłe oczy serca”, dzięki którym będą potrafili zobaczyć nadzieję swojego powołania, bogactwo przygotowanego dla nich dziedzictwa oraz przeogromną moc Boga działającą w wierzących.
To niezwykła modlitwa, ponieważ Paweł nie prosi przede wszystkim o pomyślność, bezpieczeństwo, powodzenie podejmowanych przedsięwzięć ani nawet o uwolnienie od trudności. Prosi o zdolność widzenia rzeczywistości z Bożej perspektywy, jakby chciał powiedzieć, że największym problemem człowieka wierzącego nie zawsze jest brak wiary, lecz ograniczony sposób patrzenia na własne życie, na Boga i na to, co Bóg już dla niego przygotował.
Można bowiem wierzyć w Jezusa, znać Ewangelię, uczestniczyć w życiu Kościoła, a jednocześnie w codziennych decyzjach kierować się przede wszystkim lękiem przed opinią innych ludzi. Można wyznawać, że Chrystus zmartwychwstał i jest Panem całego stworzenia, a równocześnie obawiać się przyznać do Niego podczas zwyczajnej rozmowy, w miejscu pracy, w rodzinie czy wśród znajomych. Właśnie dlatego potrzebujemy nie tylko wiedzy religijnej, ale również oświecenia serca, które pozwala zobaczyć, kim naprawdę jest Jezus i kim my jesteśmy dzięki Niemu.
Dlaczego tak trudno przyznać się do Jezusa?
W dzisiejszej Ewangelii Jezus wypowiada słowa, które trudno przyjąć obojętnie: „Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych”. Zaraz potem mówi jednak o konsekwencjach wyparcia się Go, pokazując, że nasza ziemska postawa wobec Niego ma znaczenie sięgające wieczności.
Dlaczego jednak przyznawanie się do Jezusa bywa dla nas tak trudne? Dlaczego człowiek, który bez większego problemu potrafi publicznie mówić o swoich przekonaniach politycznych, zainteresowaniach, sukcesach zawodowych czy ulubionej drużynie sportowej, niekiedy milknie, gdy rozmowa dotyczy jego wiary?
Jedną z przyczyn jest niewątpliwie lęk przed odrzuceniem, który dotyka bardzo głębokiej potrzeby przynależności. Chcemy być akceptowani, rozumiani i szanowani, dlatego instynktownie unikamy sytuacji, w których nasze przekonania mogłyby narazić nas na wyśmianie, lekceważenie albo utratę dobrych relacji. Nie zawsze chodzi przy tym o rzeczywiste prześladowanie. Czasem wystarczy ironiczny uśmiech, niezręczna cisza lub świadomość, że ktoś może uznać nas za ludzi naiwnych, zacofanych czy przesadnie religijnych.
Warto jednak zapytać, dlaczego opinia drugiego człowieka potrafi mieć dla nas większe znaczenie niż opinia Boga, którego nazywamy naszym Ojcem. Czy nie dzieje się tak dlatego, że ludzi, ich reakcje i oceny widzimy bardzo wyraźnie, podczas gdy rzeczywistość Bożych obietnic pozostaje dla nas czymś odległym, chociaż deklarujemy, że w nią wierzymy?
Tutaj powracamy do modlitwy św. Pawła. Potrzebujemy światłych oczu serca, ponieważ dopiero wtedy, gdy zaczynamy rzeczywiście poznawać wielkość Bożego powołania, nasze codzienne lęki odzyskują właściwe proporcje. Nie oznacza to, że przestajemy odczuwać strach, ale że odkrywamy wartość większą od tego, czego się obawiamy.
Odwaga chrześcijańskiego świadectwa nie rodzi się przede wszystkim z silnego charakteru, ale z coraz głębszego poznawania Tego, o którym mamy świadczyć.
Czy naprawdę wiemy, jaka moc działa w nas?
Paweł nie ogranicza swojej modlitwy do prośby o poznanie nadziei i dziedzictwa. Chce również, aby wierzący odkryli „przeogromną Jego moc względem nas wierzących”, po czym natychmiast wskazuje na zmartwychwstanie Jezusa jako najpełniejszy przejaw tej mocy.
To bardzo ważne zestawienie. Apostoł nie mówi o jakiejś bliżej nieokreślonej energii duchowej, dzięki której chrześcijanin będzie skuteczniejszy, bardziej pewny siebie czy odporny na wszystkie trudności. Wskazuje na moc Boga, który wskrzesił Jezusa z martwych, wywyższył Go ponad wszelkie zwierzchności i ustanowił Głową Kościoła.
Jeżeli Chrystus rzeczywiście zwyciężył śmierć, a Jego panowanie przewyższa wszelką ziemską władzę, to warto zapytać, dlaczego tak często żyjemy, jakby ostatnie słowo należało do ludzkich opinii, społecznych nacisków czy naszych własnych ograniczeń.
Nie chodzi oczywiście o lekceważenie zagrożeń ani o prowokacyjne demonstrowanie swojej religijności, ponieważ chrześcijańskie świadectwo powinno być zawsze połączone z miłością, roztropnością i szacunkiem wobec drugiego człowieka. Chodzi raczej o wewnętrzną wolność, dzięki której nie musimy ukrywać swojej przynależności do Chrystusa tylko dlatego, że ktoś może jej nie zaakceptować.
Psalmista pyta: „Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, czym syn człowieczy, że troszczysz się o niego?”. Wobec ogromu stworzenia człowiek wydaje się niemal nieznaczący, a jednak Bóg obdarza go godnością, powierza mu odpowiedzialność i otacza swoją troską. W świetle Chrystusa odkrywamy jeszcze więcej, ponieważ Ten, któremu Ojciec poddał wszystko pod stopy, nie wstydzi się nazywać nas swoimi braćmi.
Czy zatem nie jest czymś zastanawiającym, że my czasami wstydzimy się przyznać do Niego?
Bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu – dramat zamkniętego serca
W samym środku nauczania o publicznym wyznawaniu wiary Jezus wypowiada jedno z najbardziej przejmujących ostrzeżeń Ewangelii: „Każdemu, kto powie jakieś słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie odpuszczone, lecz temu, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie odpuszczone”.
Słowa te mogą budzić lęk, szczególnie gdy odczytujemy je jako informację o jakimś pojedynczym grzechu, który przekracza możliwości Bożego miłosierdzia. Tymczasem nauczanie Kościoła pomaga nam zrozumieć, że nie chodzi o ograniczenie mocy przebaczenia, ponieważ Boże miłosierdzie nie zna takiej granicy, której Bóg nie mógłby przekroczyć. Problem pojawia się po stronie człowieka, który świadomie i uporczywie odrzuca łaskę nawrócenia oraz przebaczenie ofiarowane mu przez Boga.
Katechizm Kościoła Katolickiego wyjaśnia w numerze 1864, że bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu wiąże się z dobrowolną odmową przyjęcia Bożego miłosierdzia przez skruchę. Nie jest więc tak, że Bóg nie chce przebaczyć, lecz człowiek może zamknąć się na przebaczenie, którego Duch Święty pragnie mu udzielić.
Warto zauważyć, że w Ewangelii Jezus zestawia to ostrzeżenie z zapowiedzią pomocy Ducha Świętego w godzinie próby. Ten sam Duch, którego uporczywe odrzucenie prowadzi do duchowej katastrofy, jest przecież Duchem Prawdy, który prowadzi człowieka do poznania Jezusa, uzdalnia do nawrócenia i daje odwagę do składania świadectwa.
Największym zagrożeniem dla naszej wiary nie jest zatem sam lęk, słabość czy nawet chwilowy upadek, lecz takie zamknięcie serca, w którym przestajemy pozwalać Duchowi Świętemu, aby nas przekonywał, przemieniał i prowadził do prawdy.
Piotr trzykrotnie zaparł się Jezusa, ale nie zamknął się na Jego miłosierdzie. Jego upadek nie stał się ostatnim słowem, ponieważ pozwolił się podnieść i przyjął na nowo powierzoną mu misję. To ważna nadzieja również dla nas, zwłaszcza wtedy, gdy odkrywamy, że w jakiejś sytuacji zabrakło nam odwagi do wyznania wiary.
Duch Święty nie tylko posyła, ale również towarzyszy
Jezus zapowiada swoim uczniom, że będą stawiani przed synagogami, urzędami i władzami, a więc nie obiecuje im życia wolnego od sprzeciwu, niezrozumienia czy prześladowań. Jednocześnie zapewnia jednak, że nie pozostaną sami, ponieważ Duch Święty pouczy ich w odpowiedniej godzinie, co należy powiedzieć.
To obietnica niezwykle konkretna. Jezus nie mówi, że Jego uczniowie zawsze będą mieli przygotowane doskonałe argumenty, że wygrają każdą dyskusję albo że ich świadectwo zostanie przyjęte z uznaniem. Zapowiada natomiast obecność Ducha Świętego, który będzie ich wspierał wtedy, gdy zostaną postawieni wobec sytuacji przekraczających ich naturalne możliwości.
Nie oznacza to zwolnienia z poznawania Pisma Świętego, pogłębiania wiary czy uczenia się odpowiedzialnego mówienia o Bogu. Przeciwnie, właśnie dlatego, że Duch Święty jest Duchem Prawdy, powinniśmy pozwalać Mu kształtować nasze myślenie, sumienie i sposób patrzenia na rzeczywistość. Jego pomoc nie jest obietnicą zastąpienia naszego rozumu, lecz zapewnieniem, że nie musimy polegać wyłącznie na własnej mądrości i zdolnościach.
Werset aklamacji przed Ewangelią pięknie łączy te dwie rzeczywistości: „Świadectwo o Mnie da Duch Prawdy i wy także świadczyć będziecie”. Nie jesteśmy więc jedynymi odpowiedzialnymi za przekonanie świata do Jezusa. Naszym zadaniem jest wiernie świadczyć o Tym, którego poznaliśmy, natomiast Duch Święty działa w sercach ludzi w sposób, którego nie potrafimy ani zaplanować, ani kontrolować.
Może właśnie tutaj znajduje się odpowiedź na znaczną część naszych obaw. Boimy się świadczyć o Jezusie również dlatego, że niekiedy bierzemy na siebie odpowiedzialność za rezultat świadectwa, zamiast przyjąć odpowiedzialność za jego wierność. Chcielibyśmy zostać dobrze zrozumiani, przekonać rozmówcę, uniknąć trudnych pytań i nie narazić się na odrzucenie, podczas gdy Jezus wzywa nas przede wszystkim do tego, abyśmy się Go nie wypierali.
Nie muszę przekonać wszystkich do Jezusa, ale nie powinienem ukrywać, że do Niego należę.
Od poznania Boga do odwagi świadectwa
Dzisiejsze czytania układają się w niezwykle spójną drogę ucznia. Święty Paweł modli się o głębsze poznanie Boga i światłe oczy serca, psalmista przypomina o godności człowieka obdarowanego przez Stwórcę, a Jezus wzywa do odważnego świadectwa, zapewniając jednocześnie o obecności Ducha Świętego.
Nie jest to przypadkowe zestawienie, ponieważ trudno świadczyć o Kimś, kogo naprawdę nie znamy, podobnie jak trudno zachować odwagę, jeżeli nie jesteśmy przekonani o wartości tego, co zostało nam powierzone. Dlatego droga do dojrzałego świadectwa nie zaczyna się od ćwiczenia pewności siebie ani od opanowania skutecznych metod ewangelizacji, ale od coraz głębszej relacji z Jezusem.
Im bardziej poznajemy Jego miłość, tym mniej potrzebujemy potwierdzenia własnej wartości w oczach innych ludzi. Im głębiej rozumiemy nadzieję naszego powołania, tym łatwiej nabieramy dystansu do przemijających ocen i opinii. Im bardziej doświadczamy działania Ducha Świętego, tym wyraźniej odkrywamy, że nie jesteśmy pozostawieni samym sobie.
Warto więc dzisiaj postawić sobie kilka pytań. Czy są takie środowiska, w których ukrywam swoją wiarę z obawy przed odrzuceniem? Czy moje milczenie wynika z roztropności i szacunku dla rozmówcy, czy raczej z lęku o własny wizerunek? Czy proszę Ducha Świętego jedynie o pomoc w trudnych sytuacjach, czy rzeczywiście pozwalam Mu prowadzić mnie do głębszego poznania Jezusa i przemiany serca?
Być może najważniejszą modlitwą na dzisiaj nie będzie prośba o to, abyśmy nigdy się nie bali, ale właśnie modlitwa św. Pawła o światłe oczy serca, dzięki którym zobaczymy, że Ten, do którego mamy się przyznać przed ludźmi, jest Panem całego stworzenia, zwycięzcą śmierci i Głową Kościoła, a jednocześnie Tym, który obiecał, że Jego Duch pozostanie z nami w godzinie próby.
Panie, otwórz oczy mojego serca, abym lepiej Cię poznawał, mocniej Tobie ufał i nie wstydził się przyznać do Ciebie przed ludźmi.




