24 października 2026. Sobota XXIX tygodnia okresu zwykłego. Czytania: (Ef 4, 7-16); (Ps 122 (121), 1b-2. 4-5); Aklamacja (Ez 33, 11); (Łk 13, 1-9);
Święty Paweł przypomina nam dzisiaj, że każdy człowiek otrzymał od Chrystusa określoną łaskę, a różnorodność darów i posług nie jest przeszkodą w budowaniu jedności Kościoła, lecz przeciwnie, stanowi jeden ze sposobów, w jaki Chrystus troszczy się o rozwój swojego Ciała. Apostoł pokazuje również cel tego obdarowania, którym jest dojrzewanie wszystkich wierzących do pełni życia w Chrystusie, tak abyśmy nie pozostawali duchowymi dziećmi, podatnymi na każdy powiew nauki, ale stawali się ludźmi zdolnymi do życia w prawdzie i miłości.
Ewangelia prowadzi nas do podobnego pytania, chociaż posługuje się zupełnie innym obrazem. Jezus opowiada o figowcu, który od kilku lat nie przynosi owoców, mimo że rośnie w winnicy i korzysta z troski gospodarza. Drzewo otrzymuje jednak jeszcze jedną szansę, ponieważ ogrodnik podejmuje się dodatkowej pracy, aby stworzyć mu warunki do owocowania.
Warto zestawić te dwa teksty, ponieważ Paweł mówi o darach, które otrzymaliśmy dla budowania wspólnoty, a Jezus przypomina, że otrzymane życie i czas powinny przynosić owoce. Obaj wskazują więc na odpowiedzialność człowieka za to, co zostało mu powierzone, ale jednocześnie przypominają, że nasz rozwój nie dokonuje się wyłącznie dzięki własnemu wysiłkowi, lecz wymaga nieustannego działania Bożej łaski.
Każdemu została dana łaska
W poprzednim fragmencie Listu do Efezjan Paweł bardzo mocno podkreślał jedność chrześcijan, przypominając, że jedno jest Ciało i jeden Duch, jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest oraz jeden Bóg i Ojciec wszystkich. Dzisiaj natomiast pokazuje, że ta jedność nie oznacza jednakowości, ponieważ każdy otrzymał łaskę „według miary daru Chrystusowego”.
To niezwykle ważne dla właściwego rozumienia wspólnoty Kościoła. Możemy bowiem ulegać pokusie, aby jedność budować przez upodobnianie wszystkich do jednego wzorca, podczas gdy Paweł przypomina, że Chrystus sam obdarowuje ludzi w różny sposób, powierzając im odmienne zadania i posługi.
Nie wszyscy mają być apostołami, prorokami, ewangelistami, pasterzami czy nauczycielami, ale wszystkie te posługi powinny służyć jednemu celowi, którym jest budowanie Ciała Chrystusowego.
Warto zauważyć, że Apostoł nie tworzy tutaj katalogu stanowisk, które miałyby świadczyć o znaczeniu poszczególnych osób. Przeciwnie, pokazuje, że otrzymane dary mają charakter służebny, a ich wartość ujawnia się przede wszystkim w tym, czy pomagają innym wzrastać w wierze.
Można więc posiadać wyjątkowe zdolności organizacyjne, umiejętność nauczania, dar przemawiania czy szczególną wrażliwość na potrzeby innych, a mimo to niewłaściwie wykorzystywać otrzymane możliwości, jeżeli stają się one narzędziem budowania własnej pozycji zamiast służenia wspólnocie.
Paweł przypomina nam, że źródłem darów jest Chrystus, a ich przeznaczeniem dobro całego Ciała. Nie są więc prywatną własnością człowieka ani powodem do wywyższania się ponad innych.
Lider nie ma robić wszystkiego sam
Szczególnie interesujące jest stwierdzenie Pawła, że Chrystus ustanowił różne posługi po to, „aby przysposobili świętych do wykonywania posługi dla budowania Ciała Chrystusowego”.
Apostoł nie mówi zatem, że wybrani i obdarowani mają wykonywać całą pracę za pozostałych członków wspólnoty. Ich zadaniem jest raczej przygotowywanie innych do podejmowania odpowiedzialności, odkrywania własnych darów i uczestniczenia w misji Kościoła.
To bardzo ważna wskazówka dla każdego, kto podejmuje funkcję lidera, animatora czy osoby odpowiedzialnej za wspólnotę. Możemy bowiem łatwo pomylić skuteczne przywództwo z osobistą zdolnością do organizowania i kontrolowania wszystkiego, podczas gdy dojrzały lider powinien przede wszystkim pomagać innym wzrastać, rozwijać ich kompetencje i stopniowo przekazywać im odpowiedzialność.
Wspólnota, w której wszystko zależy od jednej osoby, może przez pewien czas funkcjonować bardzo sprawnie, ale jednocześnie pozostawać niedojrzała, ponieważ jej członkowie nie uczą się samodzielności i współodpowiedzialności.
Z drugiej strony wspólnota, w której różni ludzie odkrywają swoje dary i podejmują służbę zgodnie z otrzymanymi możliwościami, może stopniowo wzrastać w jedności, nawet jeżeli wymaga to większej cierpliwości, wzajemnego zaufania i gotowości do popełniania błędów.
Warto więc zapytać, czy nasze zaangażowanie rzeczywiście prowadzi do rozwoju innych ludzi, czy raczej sprawia, że stają się coraz bardziej zależni od nas.
Dojrzałość lidera nie polega na tym, że potrafi zrobić wszystko sam, ale na tym, że pomaga innym odkrywać i rozwijać dary, które otrzymali od Boga.
Nie pozostawać duchowymi dziećmi
Paweł wskazuje następnie cel wzrastania wspólnoty, którym jest dojście do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, „do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa”.
Nie chodzi tutaj o osiągnięcie bezbłędności ani o stworzenie wspólnoty ludzi, którzy nigdy nie doświadczają wątpliwości, słabości czy trudności. Apostoł mówi o dojrzałości duchowej, która pozwala coraz pełniej żyć w Chrystusie, rozpoznawać prawdę i podejmować odpowiedzialne decyzje.
Przeciwieństwem tej dojrzałości jest obraz dzieci miotanych przez fale i poruszanych każdym powiewem nauki. Paweł przestrzega przed łatwowiernością, podatnością na manipulację i brakiem zakorzenienia w Ewangelii.
To ostrzeżenie pozostaje niezwykle aktualne, szczególnie w świecie, w którym mamy dostęp do ogromnej liczby informacji, komentarzy, interpretacji i religijnych propozycji. Możemy w ciągu jednego dnia wysłuchać wielu nauczań, obejrzeć kilka konferencji i przeczytać liczne opinie dotyczące wiary, a jednocześnie niekoniecznie stawać się dzięki temu bardziej dojrzali.
Sama ilość przyswojonych treści nie jest jeszcze miarą duchowego wzrostu, podobnie jak intensywność emocjonalnych przeżyć nie musi oznaczać głębszego zakorzenienia w Chrystusie.
Dojrzałość wymaga rozeznawania, cierpliwego poznawania nauczania Kościoła, umiejętności zadawania pytań oraz gotowości do konfrontowania własnych przekonań z prawdą Ewangelii.
Paweł wskazuje przy tym na bardzo ważną zasadę: mamy żyć prawdziwie w miłości. Nie wystarczy więc sama znajomość prawdy, jeżeli nie prowadzi ona do miłości, ale również miłość nie może oznaczać obojętności wobec prawdy.
Obie te rzeczywistości powinny wzrastać razem, ponieważ prawda pozbawiona miłości może stawać się narzędziem ranienia innych, natomiast miłość oderwana od prawdy łatwo zamienia się w zgodę na wszystko, nawet na to, co człowieka niszczy.
Wzrastać ku Chrystusowi, a nie ku sobie
Apostoł przypomina, że całe Ciało powinno wzrastać ku Chrystusowi, który jest jego Głową. To stwierdzenie pozwala właściwie uporządkować nasze rozumienie rozwoju wspólnoty.
Możemy bowiem mierzyć powodzenie podejmowanych działań liczbą uczestników, ilością zorganizowanych wydarzeń, wielkością budżetu albo rozpoznawalnością inicjatywy. Wszystkie te elementy mogą mieć znaczenie, ponieważ pomagają oceniać skuteczność konkretnych przedsięwzięć, ale same w sobie nie są jeszcze dowodem duchowego wzrostu.
Najważniejsze pozostaje pytanie, czy dzięki naszym działaniom ludzie rzeczywiście zbliżają się do Chrystusa, dojrzewają w wierze, uczą się miłości i podejmują odpowiedzialność za innych.
Wspólnota może być bardzo aktywna, a jednocześnie nie wzrastać duchowo, jeżeli jej członkowie pozostają skoncentrowani przede wszystkim na własnym środowisku, przyzwyczajeniach czy sukcesach organizacyjnych.
Może również być niewielka i pozbawiona spektakularnych osiągnięć, a jednak przynosić autentyczne owoce, jeżeli ludzie uczą się w niej modlitwy, przebaczenia, służby i odpowiedzialności.
Paweł przypomina, że wzrost całego Ciała dokonuje się dzięki współpracy poszczególnych członków, z których każdy wnosi swój udział stosownie do otrzymanej miary. Nie wszyscy muszą robić to samo, ale każdy powinien odkrywać swoje miejsce i podejmować odpowiedzialność za wspólne dobro.
Czy cierpienie jest karą za grzech?
Dzisiejsza Ewangelia rozpoczyna się od dwóch tragicznych wydarzeń. Pierwszym jest zabicie Galilejczyków przez Piłata, drugim śmierć osiemnastu osób, na które zawaliła się wieża w Siloam.
Ludzie przychodzą do Jezusa z wiadomością o przemocy, której dopuścił się rzymski namiestnik. Możemy przypuszczać, że podobnie jak w wielu innych sytuacjach próbowali zrozumieć sens tragedii i znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego właśnie tych ludzi spotkało nieszczęście.
Jezus odrzuca jednak przekonanie, że ofiary były większymi grzesznikami niż pozostali mieszkańcy Galilei czy Jerozolimy. Nie pozwala więc sprowadzić ludzkiego cierpienia do prostego schematu, według którego nieszczęście jest bezpośrednią karą za konkretne grzechy.
To bardzo ważne, ponieważ również dzisiaj możemy spotkać się z próbami interpretowania chorób, wypadków, katastrof czy innych dramatycznych wydarzeń jako szczególnej kary wymierzonej przez Boga.
Oczywiście nasze decyzje mogą mieć konsekwencje, a grzech często prowadzi do cierpienia własnego i innych ludzi, ale nie oznacza to, że każde nieszczęście jest karą za osobistą winę człowieka, którego ono dotknęło.
Jezus nie wyjaśnia szczegółowo przyczyn obu tragedii, lecz kieruje uwagę słuchaczy ku ich własnemu życiu, przypominając, że wszyscy potrzebują nawrócenia.
Nie powinniśmy więc traktować cudzych nieszczęść jako okazji do oceniania moralności innych ludzi, ale jako przypomnienie o kruchości życia i potrzebie odpowiedzialnego przeżywania czasu, który otrzymaliśmy.
Warto przy tym zauważyć, że wezwanie Jezusa nie oznacza groźby, iż brak nawrócenia musi prowadzić do identycznej katastrofy. Chodzi o znacznie głębszą prawdę: życie człowieka jest ograniczone, a odkładanie nawrócenia może sprawić, że utracimy możliwość odpowiedzi na Boże wezwanie.
Figowiec, który nie przynosi owoców
Po tych słowach Jezus opowiada przypowieść o figowcu rosnącym w winnicy. Właściciel od trzech lat szuka na nim owoców, ale ich nie znajduje, dlatego poleca ogrodnikowi wyciąć drzewo, które niepotrzebnie wyjaławia ziemię.
Ogrodnik prosi jednak o jeszcze jeden rok, obiecując, że okopie figowiec i obłoży go nawozem, aby stworzyć mu lepsze warunki do owocowania.
W tej przypowieści możemy dostrzec zarówno powagę Bożego wezwania do nawrócenia, jak i niezwykłą cierpliwość Boga, który nie rezygnuje pochopnie z człowieka.
Figowiec nie zostaje potępiony dlatego, że jest słabszy od innych drzew albo że nie rozwija się wystarczająco szybko. Problem polega na tym, że nie przynosi owoców, mimo że od dłuższego czasu zajmuje miejsce w winnicy.
To bardzo wymowny obraz życia duchowego. Możemy przecież przez wiele lat pozostawać w Kościele, uczestniczyć w liturgii, słuchać słowa Bożego i korzystać z różnych form duszpasterstwa, a jednocześnie nie pozwalać, aby otrzymywana łaska rzeczywiście przemieniała nasze postępowanie.
Możemy znać wiele prawd wiary, ale nie wzrastać w miłości, albo podejmować liczne praktyki religijne, nie stając się bardziej cierpliwymi, uczciwymi i gotowymi do przebaczenia.
Warto więc zapytać, jakie owoce przynosi nasze życie i czy można je dostrzec w codziennych relacjach, podejmowanych decyzjach oraz sposobie traktowania innych ludzi.
Nie chodzi przy tym o nieustanne rozliczanie siebie z ilości wykonanych dobrych uczynków, ale o uczciwe rozeznanie, czy rzeczywiście wzrastamy ku Chrystusowi, czy jedynie przyzwyczailiśmy się do określonych form życia religijnego.
Jeszcze jeden rok
Najbardziej poruszającym momentem przypowieści jest prośba ogrodnika: „Panie, jeszcze na ten rok go pozostaw”.
Nie jest to jednak prośba o bezterminowe odkładanie decyzji ani o uznanie, że brak owoców nie ma znaczenia. Ogrodnik zobowiązuje się do konkretnego działania, które ma pomóc drzewu w rozwoju.
Warto zauważyć, że cierpliwość nie oznacza tutaj obojętności. Ogrodnik nie pozostawia figowca samemu sobie, licząc, że wszystko jakoś się ułoży, ale podejmuje dodatkowy wysiłek, aby stworzyć warunki do owocowania.
W tym obrazie możemy rozpoznać Bożą troskę o człowieka, który nieustannie otrzymuje zaproszenie do nawrócenia, a także łaskę potrzebną do podjęcia tej drogi.
Nie oznacza to, że mamy nieograniczoną ilość czasu ani że możemy bez konsekwencji odkładać przemianę życia. Przypowieść pozostaje otwarta, ponieważ Jezus nie mówi, czy figowiec ostatecznie wydał owoce.
Ta otwartość jest bardzo znacząca. Nie otrzymujemy gotowego zakończenia historii drzewa, ponieważ odpowiedź zależy od tego, co wydarzy się dalej.
Podobnie nasze życie pozostaje historią, w której Bóg nieustannie działa, zaprasza i udziela łaski, ale nie odbiera nam wolności odpowiedzi.
Może właśnie dzisiaj warto spojrzeć na otrzymany czas jako na dar, którego nie należy marnować. Nie wiemy, ile jeszcze lat pozostaje przed nami, ale wiemy, że obecna chwila jest okazją do nawrócenia i podjęcia dobra.
Czy nasze wspólnoty pomagają przynosić owoce?
Warto połączyć przypowieść o figowcu z nauczaniem Pawła o darach i posługach w Kościele. Apostoł przypomina, że Chrystus ustanowił różne posługi, aby przygotowywać wierzących do służby i budowania wspólnoty, natomiast Jezus pokazuje ogrodnika, który troszczy się o drzewo, aby mogło przynieść owoc.
Można powiedzieć, że obie te rzeczywistości opisują podobną odpowiedzialność. Człowiek obdarowany określoną posługą nie powinien jedynie oczekiwać owoców od innych, ale również pomagać im wzrastać, tworząc warunki do rozwoju.
To bardzo ważne dla liderów, animatorów, duszpasterzy i wszystkich osób odpowiedzialnych za wspólnoty. Łatwo bowiem oceniać innych przez pryzmat ich zaangażowania, dyspozycyjności czy skuteczności, zapominając, że naszym zadaniem jest również towarzyszenie im w rozwoju.
Możemy oczekiwać od ludzi odpowiedzialności, ale powinniśmy także pomagać im ją podejmować. Możemy zachęcać do służby, ale powinniśmy również wspierać odkrywanie darów i rozwijanie potrzebnych kompetencji. Możemy wreszcie wymagać dojrzałości, ale musimy pamiętać, że dojrzewanie jest procesem, który wymaga czasu, cierpliwości i właściwego prowadzenia.
Nie oznacza to oczywiście, że każdy człowiek zawsze odpowie na otrzymaną pomoc ani że wszystkie wspólnoty będą rozwijały się zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Przypowieść o figowcu przypomina jednak, że zanim uznamy kogoś za niezdolnego do przynoszenia owoców, warto zapytać, czy rzeczywiście otrzymał odpowiednie wsparcie i możliwość wzrostu.
Z drugiej strony powinniśmy również pamiętać, że ostateczna odpowiedzialność za odpowiedź na łaskę pozostaje po stronie człowieka, którego Bóg obdarzył wolnością.
Idźmy z radością na spotkanie Pana
Psalm responsoryjny przypomina o radości pielgrzymów zmierzających do Jerozolimy, którzy cieszą się na myśl o wejściu do domu Pana.
To piękny obraz Kościoła jako wspólnoty ludzi będących w drodze do Boga. Nie wszyscy znajdują się na tym samym etapie duchowego rozwoju, nie wszyscy otrzymali jednakowe dary i nie wszyscy mają takie same zadania, ale wszyscy zostaliśmy zaproszeni do wspólnego celu.
Warto zauważyć, że pielgrzymowanie nie jest jedynie indywidualnym wysiłkiem człowieka, który próbuje dotrzeć do Boga własnymi siłami. Jest drogą przeżywaną we wspólnocie, w której możemy wzajemnie się wspierać, umacniać i pomagać sobie w przezwyciężaniu trudności.
W tym sensie psalm doskonale uzupełnia nauczanie Pawła o budowaniu Ciała Chrystusowego. Różnorodność darów nie powinna nas rozpraszać ani prowadzić do rywalizacji, ale pomagać wszystkim wspólnie wzrastać ku Chrystusowi.
Nie chodzi więc o to, aby każdy rozwijał się wyłącznie dla siebie, ale aby otrzymane dary służyły wspólnemu pielgrzymowaniu do domu Ojca.
Otrzymaliśmy dary, aby przynosić owoce
Dzisiejsze czytania przypominają nam, że życie chrześcijańskie jest drogą nieustannego wzrastania. Paweł mówi o dojrzewaniu do pełni Chrystusa, Jezus wzywa do nawrócenia i przynoszenia owoców, a psalmista ukazuje wspólnotę pielgrzymów zmierzających z radością do domu Pana.
Możemy więc spojrzeć na własne życie z dwóch perspektyw. Z jednej strony warto zapytać, jakie dary otrzymaliśmy od Boga i czy rzeczywiście wykorzystujemy je dla dobra innych ludzi. Z drugiej strony powinniśmy uczciwie przyjrzeć się owocom naszego życia, ponieważ samo posiadanie darów, wiedzy czy doświadczenia religijnego nie oznacza jeszcze duchowej dojrzałości.
Warto również pamiętać, że Bóg nie pozostawia nas samych na tej drodze. Podobnie jak ogrodnik troszczący się o figowiec, nieustannie zaprasza nas do przemiany i udziela łaski, która może uzdalniać do wzrostu.
Nie możemy jednak traktować Bożej cierpliwości jako usprawiedliwienia dla bezczynności, ponieważ czas, który otrzymujemy, jest jednocześnie darem i zadaniem.
Może właśnie dzisiaj warto zapytać, czy rzeczywiście wzrastam w wierze, czy tylko przyzwyczaiłem się do określonych praktyk religijnych. Czy moje zaangażowanie pomaga innym odkrywać ich dary i podejmować odpowiedzialność, czy raczej koncentruję wszystko wokół siebie? Czy potrafię rozpoznać owoce Bożego działania w swoim życiu, a jeżeli ich brakuje, czy jestem gotów podjąć konkretne kroki prowadzące do nawrócenia?
I wreszcie, czy patrząc na ludzi powierzonych mojej trosce, potrafię zachować cierpliwość ogrodnika, który nie rezygnuje z drzewa, ale podejmuje wysiłek, aby pomóc mu przynieść owoc?
Chrystus obdarowuje nas nie po to, abyśmy zatrzymali otrzymane dary dla siebie, ale abyśmy dzięki nim wzrastali w miłości, budowali Jego Ciało i przynosili owoce, które pozostaną.




