BOŻY MĘŻCZYZNA W XXI WIEKU

utworzone przez | paź 25, 2026 | Artykuły, KOMENTARZE | 0 komentarzy

Miłość Boga sprawdza się w miłości człowieka. Dwa przykazania, jedno życie

25 października 2026. XXX niedziela zwykła. Czytania: (Wj 22, 20-26); (Ps 18 (17), 2-3a. 3b-4. 47 i 51ab); (1 Tes 1, 5c-10); Aklamacja (J 14, 23); (Mt 22, 34-40);

„Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. Jezus wskazuje największe przykazanie, a zaraz po nim przypomina drugie, które jest do niego podobne: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy.

Możemy znać te słowa od dzieciństwa, powtarzać je podczas katechezy i traktować jako jeden z najbardziej oczywistych fundamentów chrześcijaństwa, a jednak ich rzeczywiste znaczenie okazuje się znacznie bardziej wymagające, niż mogłoby się wydawać. Jezus nie mówi bowiem jedynie o dwóch ważnych obowiązkach, które powinniśmy wypełniać niezależnie od siebie, ale wskazuje na nierozerwalny związek między naszą relacją z Bogiem a sposobem traktowania drugiego człowieka.

Pierwsze czytanie z Księgi Wyjścia pokazuje, jak konkretnie Bóg rozumie tę miłość. Upomina się o przybysza, wdowę, sierotę i ubogiego, a więc o ludzi, którzy w ówczesnym społeczeństwie byli szczególnie narażeni na wykorzystanie, niesprawiedliwość i wykluczenie. Nie pozostawia miejsca na religijność, która ograniczałaby się do modlitwy i składania ofiar, a jednocześnie pozwalała na krzywdzenie słabszych.

Święty Paweł pokazuje natomiast wspólnotę Tesaloniczan, których wiara stała się znana daleko poza granicami ich miasta, ponieważ przyjęcie Ewangelii doprowadziło do rzeczywistej przemiany życia. Ich świadectwo było tak wyraźne, że Apostoł nie musiał już wiele o nim opowiadać.

Dzisiejsze czytania prowadzą nas więc do pytania, czy nasza miłość do Boga rzeczywiście przemienia sposób, w jaki żyjemy, podejmujemy decyzje i odnosimy się do ludzi, szczególnie tych, którzy najbardziej potrzebują naszej pomocy.

Dlaczego Jezus wskazuje dwa przykazania?

Pytanie zadane Jezusowi przez uczonego w Prawie nie było przypadkowe. W tradycji żydowskiej istniało wiele przykazań i szczegółowych przepisów regulujących życie religijne oraz społeczne, a nauczyciele Prawa podejmowali dyskusje dotyczące ich znaczenia i wzajemnej hierarchii.

Jezus odpowiada, przywołując dwa fragmenty Starego Testamentu. Pierwszy pochodzi z Księgi Powtórzonego Prawa, gdzie Izrael otrzymuje wezwanie do miłowania Boga całym sercem, duszą i mocą, natomiast drugi z Księgi Kapłańskiej, która nakazuje miłować bliźniego jak siebie samego.

Nie jest to więc zerwanie z dotychczasowym objawieniem ani zastąpienie Prawa czymś całkowicie nowym. Jezus wydobywa z niego to, co najważniejsze, pokazując, że wszystkie przykazania powinny być rozumiane w świetle miłości Boga i bliźniego.

Warto jednak zauważyć, że Chrystus nie ogranicza odpowiedzi do pierwszego przykazania, choć właśnie o największe przykazanie został zapytany. Dodaje drugie, podkreślając jego podobieństwo do pierwszego, ponieważ nie można właściwie rozumieć miłości do Boga w oderwaniu od miłości do człowieka.

Nie oznacza to, że obie relacje są identyczne. Boga miłujemy jako Stwórcę i źródło wszelkiego dobra, natomiast drugiego człowieka jako osobę stworzoną na Jego obraz i powołaną do udziału w Jego życiu. Obie miłości pozostają jednak ze sobą tak głęboko związane, że zaniedbanie jednej prowadzi do zniekształcenia drugiej.

Można bowiem bardzo wiele mówić o miłości do Boga, uczestniczyć w nabożeństwach, angażować się w życie religijne i bronić określonych wartości, a jednocześnie nie dostrzegać cierpienia człowieka, który znajduje się obok nas.

Jezus przypomina, że taka postawa wymaga nawrócenia, ponieważ autentyczna miłość do Boga powinna prowadzić do coraz większej wrażliwości na potrzeby bliźniego.

Nie będziesz gnębił przybysza

Pierwsze czytanie rozpoczyna się od bardzo konkretnego nakazu: „Nie będziesz gnębił ani uciskał przybysza, bo wy sami byliście przybyszami w ziemi egipskiej”.

Bóg nie odwołuje się tutaj wyłącznie do ogólnej zasady sprawiedliwości, ale przypomina Izraelitom ich własną historię. Naród, który doświadczył niewoli i ucisku, powinien szczególnie dobrze rozumieć cierpienie ludzi pozbawionych bezpieczeństwa, ochrony i należnych im praw.

Pamięć o własnym doświadczeniu ma więc stać się źródłem wrażliwości na drugiego człowieka.

To niezwykle aktualne wezwanie, ponieważ również dzisiaj łatwo oceniamy sytuację innych ludzi z perspektywy własnego bezpieczeństwa i stabilności. Możemy zapominać, że człowiek znajdujący się w trudnym położeniu często nie dysponuje możliwościami, które dla nas wydają się oczywiste.

Przybysz, wdowa i sierota w realiach starożytnego Izraela należeli do osób szczególnie narażonych na niesprawiedliwość, ponieważ często brakowało im społecznego oparcia, majątku lub kogoś, kto mógłby skutecznie bronić ich interesów.

Bóg przypomina więc, że sposób traktowania najsłabszych jest jednym z podstawowych sprawdzianów sprawiedliwości całej wspólnoty.

Warto przy tym zauważyć, że przykazanie nie wymaga od człowieka rezygnacji z roztropności ani ignorowania odpowiedzialności za dobro wspólne. Domaga się jednak, aby żadne względy społeczne, ekonomiczne czy polityczne nie stawały się usprawiedliwieniem dla krzywdzenia drugiego człowieka.

Możemy różnić się w ocenie konkretnych rozwiązań, ale nie powinniśmy tracić z oczu godności osoby, której one dotyczą.

Bóg słyszy skargę skrzywdzonego

Księga Wyjścia zawiera również bardzo mocne ostrzeżenie skierowane do tych, którzy krzywdzą wdowy i sieroty. Bóg zapowiada, że usłyszy ich skargę i upomni się o wyrządzoną im niesprawiedliwość.

Nie chodzi tutaj jedynie o emocjonalne współczucie dla ludzi cierpiących, ale o przekonanie, że Bóg jest obrońcą tych, którzy sami nie potrafią skutecznie dochodzić swoich praw.

W świecie, w którym pozycja społeczna, majątek i wpływy często decydowały o możliwościach obrony własnych interesów, takie stwierdzenie miało ogromne znaczenie. Bóg przypominał, że ludzkie struktury władzy nie stanowią ostatecznej instancji, a krzywda wyrządzona słabszemu nie pozostaje poza Jego zainteresowaniem.

Również dzisiaj możemy spotykać sytuacje, w których człowiek słabszy zostaje zlekceważony, ponieważ nie posiada odpowiednich środków, znajomości czy możliwości dochodzenia sprawiedliwości.

Może to dotyczyć relacji pracowniczych, rodzinnych, społecznych, a niestety również sytuacji pojawiających się we wspólnotach religijnych.

Warto więc zapytać, czy rzeczywiście potrafimy stanąć po stronie skrzywdzonego, nawet wtedy, gdy wymaga to od nas wysiłku, odwagi albo zakwestionowania zachowania osoby posiadającej większy autorytet.

Miłość bliźniego nie może bowiem ograniczać się do życzliwych uczuć. Czasami wymaga również stanowczego sprzeciwu wobec niesprawiedliwości.

Płaszcz, który trzeba oddać przed zachodem słońca

Szczególnie poruszający jest fragment dotyczący pożyczania pieniędzy ubogiemu i przyjmowania jego płaszcza w zastaw.

Bóg zakazuje wykorzystywania trudnej sytuacji człowieka, który potrzebuje pomocy, a jeżeli ktoś przyjmie jego płaszcz jako zabezpieczenie długu, powinien oddać go przed zachodem słońca, ponieważ może to być jedyne okrycie chroniące ubogiego przed nocnym chłodem.

W tym nakazie widzimy niezwykle konkretny wymiar Bożej troski. Nie chodzi jedynie o ogólne zasady sprawiedliwości, ale o człowieka, który wieczorem będzie potrzebował czegoś, czym mógłby się przykryć.

Prawo własności, możliwość dochodzenia należności i zabezpieczania zobowiązań nie zostają tutaj całkowicie zanegowane, ale zostają podporządkowane podstawowej godności i potrzebom drugiego człowieka.

To ważna wskazówka również dla naszych współczesnych relacji ekonomicznych. Możemy postępować formalnie zgodnie z obowiązującymi przepisami, a jednocześnie wykorzystywać czyjąś trudną sytuację, zależność lub brak możliwości wyboru.

Nie wszystko, co jest prawnie dopuszczalne, musi być moralnie słuszne, podobnie jak nie każda możliwość osiągnięcia korzyści powinna być przez nas wykorzystana.

Bóg przypomina, że sprawiedliwość nie polega wyłącznie na egzekwowaniu należnych nam praw, ale wymaga również uwzględniania sytuacji człowieka, wobec którego te prawa wykonujemy.

Miłuję Cię, Panie, Mocy moja

Psalm responsoryjny jest osobistym wyznaniem miłości i zaufania do Boga. Psalmista nazywa Go swoją mocą, opoką, twierdzą, wybawicielem i skałą, na której może znaleźć schronienie.

Warto zestawić ten obraz z pierwszym czytaniem, ponieważ Bóg, który jest schronieniem człowieka, jednocześnie wzywa swój lud, aby nie krzywdził tych, którzy sami potrzebują ochrony.

Nie możemy więc autentycznie wychwalać Boga jako naszego obrońcy, a jednocześnie pozostawać obojętni wobec ludzi pozbawionych bezpieczeństwa.

Psalm przypomina również, że miłość do Boga nie jest jedynie obowiązkiem wynikającym z przykazania, ale może być odpowiedzią na doświadczenie Jego dobroci i wierności.

Człowiek, który odkrywa, że Bóg jest jego opoką i wybawicielem, zaczyna rozumieć, że nie musi budować własnego bezpieczeństwa kosztem innych ludzi. Może dzielić się otrzymanym dobrem, ponieważ źródłem jego nadziei nie jest wyłącznie majątek, pozycja czy własne możliwości.

W tym sensie zaufanie Bogu staje się fundamentem miłości bliźniego, ponieważ uwalnia nas od przekonania, że musimy za wszelką cenę zabezpieczyć siebie, nawet jeżeli oznaczałoby to krzywdę drugiego człowieka.

Wiara, o której inni sami opowiadają

Święty Paweł w Liście do Tesaloniczan przedstawia wspólnotę, której wiara stała się znana w wielu miejscach. Apostoł podkreśla, że Tesaloniczanie przyjęli słowo Boże pośród ucisku, z radością Ducha Świętego, a następnie stali się wzorem dla innych wierzących.

Szczególnie interesujące jest stwierdzenie, że Paweł nie musi już opowiadać o ich wierze, ponieważ inni sami mówią o przemianie, która dokonała się w tej wspólnocie.

Nie oznacza to, że Tesaloniczanie byli ludźmi pozbawionymi słabości czy problemów. Ich świadectwo było jednak na tyle wyraźne, że inni mogli dostrzec rzeczywistą zmianę sposobu życia.

Paweł wskazuje, że odwrócili się od bożków, aby służyć Bogu żywemu i prawdziwemu oraz oczekiwać powrotu Jezusa Chrystusa.

To bardzo ważny obraz ewangelizacji, ponieważ przypomina, że wiarygodność głoszonego słowa zależy również od sposobu życia tych, którzy je przekazują.

Możemy organizować liczne wydarzenia, przygotowywać wartościowe materiały i prowadzić rozbudowane działania ewangelizacyjne, ale jeżeli nie towarzyszy im świadectwo przemienionego życia, ich oddziaływanie może pozostać ograniczone.

Z drugiej strony nawet niewielka wspólnota może stać się źródłem inspiracji dla wielu ludzi, jeżeli jej członkowie rzeczywiście starają się żyć Ewangelią.

Warto więc zapytać, czy ludzie obserwujący nasze życie mogliby sami opowiedzieć o naszej wierze, nie dlatego, że często o niej mówimy, ale dlatego, że dostrzegają jej owoce w naszym postępowaniu.

Miłość bliźniego nie jest dodatkiem do wiary

Dzisiejsza Ewangelia przypomina, że miłość Boga i bliźniego stanowią fundament całego Prawa i Proroków. Nie oznacza to, że wszystkie inne przykazania tracą znaczenie, ale że powinny być odczytywane w świetle tych dwóch podstawowych wezwań.

Miłość do Boga nie może być jedynie uczuciem religijnym, które przeżywamy podczas modlitwy, liturgii czy spotkania wspólnotowego. Powinna stopniowo obejmować całe nasze życie, sposób myślenia, podejmowane decyzje i relacje z innymi ludźmi.

Podobnie miłość bliźniego nie jest jedynie dodatkiem do praktyk religijnych ani działalnością charytatywną, którą podejmujemy wtedy, gdy pozostaje nam trochę wolnego czasu i środków.

Jest jednym z podstawowych wymiarów naszej odpowiedzi na Bożą miłość.

Nie oznacza to jednak, że mamy pomagać wszystkim w jednakowy sposób albo że jesteśmy osobiście odpowiedzialni za rozwiązanie każdego problemu, z którym spotykamy się w świecie. Nasze możliwości są ograniczone, dlatego miłość wymaga również roztropności, właściwego rozeznawania potrzeb i odpowiedzialnego gospodarowania otrzymanymi zasobami.

Nie możemy jednak wykorzystywać własnych ograniczeń jako usprawiedliwienia dla całkowitej obojętności.

Czasami miłość bliźniego będzie oznaczała konkretną pomoc materialną, innym razem poświęcony czas, uważne wysłuchanie, uczciwe potraktowanie pracownika albo rezygnację z korzyści, która wiązałaby się z wykorzystaniem czyjejś słabości.

Warto również pamiętać, że bliźnim jest nie tylko człowiek, którego lubimy i z którym łatwo nam się porozumieć, ale również ten, kto myśli inaczej, znajduje się poza naszym środowiskiem albo z różnych powodów budzi nasz niepokój.

Całym sercem, całą duszą i całym umysłem

Jezus wzywa do miłowania Boga całym sercem, całą duszą i całym umysłem. Nie chodzi tutaj o matematyczny podział człowieka na odrębne części, ale o podkreślenie, że nasza miłość powinna obejmować całą osobę.

Nie wystarczy więc religijne wzruszenie, jeżeli nie towarzyszy mu przemiana myślenia i postępowania. Nie wystarczy również intelektualna znajomość prawd wiary, jeżeli nie prowadzi ona do zaufania Bogu i otwartości na Jego działanie.

Miłość do Boga angażuje nasze uczucia, rozum, wolę i konkretne decyzje, ponieważ chrześcijaństwo nie jest jedynie zbiorem przekonań, ale sposobem przeżywania całego życia.

Podobnie miłość bliźniego powinna obejmować nie tylko deklaracje, ale również nasze codzienne wybory. Możemy przecież bardzo łatwo mówić o szacunku dla człowieka, a jednocześnie nie zauważać, że nasze słowa, decyzje czy sposób sprawowania odpowiedzialności ranią konkretnych ludzi.

Dlatego tak ważne jest nieustanne konfrontowanie własnego życia z Ewangelią, a nie jedynie ocenianie postępowania innych.

Czy nasza wiara staje się widoczna?

Dzisiejsze czytania prowadzą nas od największego przykazania do bardzo konkretnych wymagań dotyczących codziennego życia. Bóg upomina się o ludzi słabych i bezbronnych, psalmista wyznaje Mu miłość i zaufanie, Paweł wskazuje na wspólnotę, której wiara stała się widoczna dla innych, a Jezus przypomina, że całe Prawo i Prorocy opierają się na miłości Boga i bliźniego.

Można powiedzieć, że wszystkie te teksty stawiają przed nami jedno podstawowe pytanie: czy nasza relacja z Bogiem rzeczywiście przemienia sposób, w jaki traktujemy człowieka?

Warto dzisiaj przyjrzeć się nie tylko temu, jak się modlimy i jak uczestniczymy w życiu Kościoła, ale również temu, czy jesteśmy uczciwi w relacjach zawodowych, wrażliwi na potrzeby słabszych i gotowi do pomocy ludziom znajdującym się w trudnej sytuacji.

Czy potrafimy dostrzec godność człowieka, który nie posiada majątku, wpływów ani społecznego znaczenia? Czy nasze decyzje ekonomiczne uwzględniają dobro innych ludzi? Czy jesteśmy gotowi zrezygnować z własnej korzyści, jeżeli jej osiągnięcie wiązałoby się z czyjąś krzywdą?

Warto również zapytać, czy nasza wspólnota staje się miejscem, w którym ludzie rzeczywiście doświadczają miłości, czy może ograniczamy się do mówienia o niej podczas spotkań i konferencji.

Nie chodzi o to, abyśmy osiągnęli moralną doskonałość własnymi siłami, ale abyśmy pozwalali Bożej łasce przemieniać nasze serca i uczyli się coraz pełniej odpowiadać na miłość, którą zostaliśmy obdarowani.

Miłość do Boga nie kończy się na modlitwie, podobnie jak miłość bliźniego nie zaczyna się dopiero wtedy, gdy mamy coś do rozdania. Obie powinny przenikać całe nasze życie, ponieważ nie możemy oddzielić Boga, którego pragniemy kochać, od człowieka, którego On stawia na naszej drodze.

Kategorie