26 października 2026. Poniedziałek XXX tygodnia okresu zwykłego. Czytania: (Ef 4,32-5,8); (Ps 1,1-4.6); Aklamacja (J 17,17ba); (Łk 13,10-17);
Czy święty Paweł zachęca chrześcijan do autocenzury? Kiedy czytamy jego słowa o tym, że pewne zachowania i sposoby mówienia nie powinny nawet pojawiać się wśród wierzących, możemy odnieść wrażenie, że Apostoł proponuje bardzo restrykcyjne podejście do języka, w którym najlepiej unikać trudnych tematów, niebezpiecznych słów i wszystkiego, co mogłoby zostać uznane za niestosowne. Warto jednak przeczytać jego wypowiedź w całości, ponieważ Paweł nie zaczyna od zakazów, ale od wezwania do dobroci, miłosierdzia i wzajemnego przebaczenia. Dopiero na tym fundamencie pokazuje, jak powinno wyglądać życie ludzi, którzy zostali obdarowani miłością Chrystusa.
Psalmista przedstawia natomiast człowieka, który nie podąża za radą występnych, nie przyjmuje sposobu myślenia grzeszników i nie zasiada w gronie szyderców, ale znajduje upodobanie w prawie Pańskim. Możemy zobaczyć w nim obraz dojrzałego mężczyzny, który nie pozwala, aby otoczenie bezrefleksyjnie kształtowało jego postępowanie, lecz buduje swoje życie na trwałym fundamencie.
Ewangelia pokazuje jednak, że samo przestrzeganie zasad nie wystarczy, aby rzeczywiście żyć w świetle Boga. Przełożony synagogi doskonale zna przepisy dotyczące szabatu, ale nie potrafi ucieszyć się z uwolnienia kobiety, która przez osiemnaście lat cierpiała z powodu swojej niemocy. Jezus dostrzega człowieka, któremu należy przywrócić wolność, podczas gdy przełożony widzi przede wszystkim problem związany z przestrzeganiem religijnych reguł.
Wszystkie te czytania prowadzą nas do pytania, czy nasza wiara rzeczywiście przemienia sposób myślenia, mówienia i traktowania innych ludzi, czy może ograniczamy ją do pilnowania zasad, oceniania postępowania bliźnich i obrony własnego wyobrażenia o tym, jak powinien wyglądać porządek świata.
Czy Paweł proponuje autocenzurę?
Święty Paweł zachęca Efezjan, aby unikali nie tylko nierządu, nieczystości i chciwości, ale również tego, co haniebne, niedorzecznego gadania i nieprzyzwoitych żartów. Współczesny człowiek może odczytać te słowa jako próbę ograniczania swobody wypowiedzi, szczególnie jeżeli przywykł do przekonania, że szczerość polega na mówieniu wszystkiego, co przychodzi nam do głowy.
Warto jednak zauważyć, że Apostoł nie tworzy katalogu tematów, o których chrześcijaninowi nie wolno rozmawiać. Nie zakazuje również nazywania zła po imieniu ani podejmowania trudnych problemów moralnych, ponieważ sam wielokrotnie porusza je w swoich listach, niekiedy posługując się bardzo stanowczym językiem.
Jego wezwanie dotyczy raczej sposobu, w jaki posługujemy się słowem, oraz tego, jakie postawy nasze wypowiedzi wyrażają i utrwalają.
Możemy bowiem mówić o poważnych sprawach w sposób odpowiedzialny, z szacunkiem dla człowieka i troską o prawdę, ale możemy również wykorzystywać język do poniżania, ośmieszania, manipulowania czy oswajania się ze złem.
Nie każda wypowiedź, która wywołuje śmiech, jest niewinna, podobnie jak nie każdy żart pozostaje jedynie żartem. Czasami humor staje się sposobem wyrażania pogardy wobec innych ludzi, usprawiedliwiania nieuczciwości albo przekraczania granic, których nie odważylibyśmy się naruszyć wprost.
W tym sensie Paweł nie proponuje autocenzury rozumianej jako lęk przed wypowiadaniem własnych przekonań, ale zachęca do odpowiedzialności za słowo. Chrześcijanin powinien bowiem pytać nie tylko o to, czy ma prawo coś powiedzieć, ale również o to, czy jego wypowiedź jest prawdziwa, potrzebna i czy sposób jej przekazania służy dobru.
Roztropność języka nie polega na przemilczaniu prawdy, lecz na takim posługiwaniu się słowem, aby nie stawało się ono narzędziem krzywdzenia człowieka.
Od kontroli słów do przemiany serca
Warto jednak pójść jeszcze dalej, ponieważ Paweł nie zatrzymuje się na samym sposobie mówienia. Zachęca nas, abyśmy byli naśladowcami Boga jako Jego umiłowane dzieci i postępowali w miłości, na wzór Chrystusa, który oddał za nas samego siebie.
Nie chodzi więc wyłącznie o nauczenie się poprawnego języka, unikanie nieodpowiednich żartów czy kontrolowanie emocjonalnych reakcji. Apostoł wskazuje na przemianę serca, z której powinien wypływać nowy sposób życia.
Możemy przecież bardzo starannie dobierać słowa, a jednocześnie pozostawać ludźmi pełnymi pogardy, zazdrości i niechęci. Możemy również posługiwać się uprzejmym językiem, aby manipulować innymi albo ukrywać rzeczywiste intencje.
Sama zewnętrzna poprawność nie jest jeszcze dowodem dojrzałości duchowej.
Dlatego Paweł rozpoczyna od wezwania do dobroci, miłosierdzia i przebaczenia, przypominając, że wzorem naszego postępowania jest Bóg, który przebaczył nam w Chrystusie.
To niezwykle ważna kolejność. Nie stajemy się dziećmi Bożymi dlatego, że potrafimy zawsze właściwie się zachowywać, ale jako umiłowane dzieci zostajemy zaproszeni do naśladowania Ojca. Otrzymana miłość powinna stopniowo przemieniać nasze reakcje, pragnienia i sposób traktowania innych ludzi.
Można więc powiedzieć, że Paweł nie chce jedynie nauczyć nas lepszego mówienia, ale pragnie, abyśmy stawali się ludźmi, z których serca wypływa dobro.
Wdzięczność zamiast narzekania i szyderstwa
W dzisiejszym czytaniu pojawia się jeszcze jedno wskazanie, które łatwo przeoczyć. Po wyliczeniu niewłaściwych zachowań Paweł dodaje, że chrześcijan powinno cechować wdzięczne usposobienie.
To bardzo interesujące zestawienie, ponieważ Apostoł nie przeciwstawia nieprzyzwoitym żartom jedynie powagi, milczenia czy surowości obyczajów, ale wskazuje na wdzięczność jako właściwą postawę człowieka wierzącego.
Wdzięczność nie oznacza przecież, że mamy udawać zadowolenie ze wszystkiego, co nas spotyka, ani że powinniśmy rezygnować z krytycznego spojrzenia na rzeczywistość. Człowiek wdzięczny również dostrzega problemy, doświadcza cierpienia i potrafi stanowczo sprzeciwiać się złu.
Różnica polega na tym, że nie pozwala, aby narzekanie, pogarda i nieustanne skupianie się na brakach stały się podstawowym sposobem przeżywania świata.
Warto zauważyć, jak łatwo w codziennych rozmowach koncentrujemy się na tym, co nie działa, co zrobiono niewłaściwie i kto ponosi odpowiedzialność za kolejne niepowodzenia. Możemy godzinami analizować błędy innych ludzi, a znacznie trudniej przychodzi nam dostrzeganie dobra, które dokonuje się wokół nas.
Nie oznacza to, że należy rezygnować z odpowiedzialnej krytyki. Chodzi raczej o zachowanie właściwych proporcji, aby nasza zdolność dostrzegania zła nie przysłoniła nam całkowicie obecności dobra.
Wdzięczność pozwala bowiem zobaczyć życie nie tylko jako zbiór problemów wymagających rozwiązania, ale również jako przestrzeń działania Boga, który nieustannie obdarowuje nas swoją łaską.
Może właśnie dlatego Paweł tak mocno łączy sposób mówienia z postawą serca. Człowiek wdzięczny nie musi nieustannie pomniejszać innych, aby samemu poczuć się ważnym, ponieważ potrafi rozpoznawać wartość otrzymanych darów i cieszyć się dobrem, które dokonuje się również przez innych ludzi.
Mężczyzna zakorzeniony w słowie Boga
Psalm 1 przedstawia człowieka błogosławionego, który nie podąża za radą występnych, nie wchodzi na drogę grzeszników i nie zasiada w gronie szyderców, ale znajduje upodobanie w prawie Pańskim i rozmyśla nad nim dniem i nocą.
Możemy zobaczyć w tym obrazie wzór dojrzałego mężczyzny, który nie pozwala, aby jego życie było kształtowane wyłącznie przez opinie otoczenia, chwilowe emocje czy społeczne oczekiwania.
Psalmista nie opisuje człowieka, który zawsze ma gotową odpowiedź na każde pytanie albo nigdy nie doświadcza słabości. Pokazuje raczej kogoś, kto świadomie wybiera fundament swojego życia i pozostaje mu wierny, nawet jeżeli wymaga to sprzeciwu wobec dominujących postaw.
Warto zwrócić uwagę na obraz drzewa zasadzonego nad płynącą wodą, które wydaje owoc w swoim czasie, a jego liście nie więdną.
Drzewo nie zawdzięcza swojej siły jedynie własnej wytrzymałości, ale przede wszystkim temu, że jego korzenie mają dostęp do źródła wody. Podobnie człowiek wierzący nie staje się dojrzały wyłącznie dzięki sile charakteru, samodyscyplinie czy konsekwencji, choć wszystkie te cechy mogą być bardzo potrzebne.
Jego prawdziwą siłą jest zakorzenienie w Bogu, z którego może czerpać życie i zdolność przynoszenia owoców.
Psalm przypomina również, że owoc pojawia się we właściwym czasie. Nie każda przemiana dokonuje się natychmiast, a dojrzewanie człowieka wymaga cierpliwości, wytrwałości i zgody na proces, którego nie zawsze możemy przyspieszyć.
To ważna wskazówka szczególnie dla mężczyzn, którzy często chcieliby szybko rozwiązywać problemy, osiągać konkretne rezultaty i mierzyć wartość swojego życia widocznymi sukcesami.
Tymczasem Bóg zaprasza nas do wierności, której owoce nie zawsze są natychmiast dostrzegalne.
Święty Józef – siła, która nie potrzebuje rozgłosu
Choć Psalm 1 nie mówi bezpośrednio o świętym Józefie, możemy dostrzec w nim wiele cech, które Ewangelia pozwala nam rozpoznać w życiu Opiekuna Jezusa.
Józef nie pozostawił nam żadnej zapisanej wypowiedzi, a mimo to jego postawa stała się jednym z najbardziej wymownych świadectw wiary. Ewangelista Mateusz nazywa go człowiekiem sprawiedliwym, a kolejne wydarzenia pokazują, że potrafił słuchać Boga i odpowiadać na Jego wezwania konkretnym działaniem.
Kiedy dowiedział się o ciąży Maryi, nie szukał publicznego rozgłosu ani możliwości jej upokorzenia, lecz zamierzał postąpić w sposób, który nie naraziłby jej na zniesławienie. Kiedy otrzymał Boże wskazanie, przyjął Maryję do siebie, a później troszczył się o bezpieczeństwo Jezusa i Jego Matki, również wtedy, gdy wymagało to opuszczenia domu i udania się do obcego kraju.
Józef nie był człowiekiem pozbawionym trudności, ale pozostawał wierny Bogu w sytuacjach, których nie mógł do końca zrozumieć ani kontrolować.
Możemy więc dostrzec w nim obraz mężczyzny, który nie buduje swojej siły na dominacji, potrzebie uznania czy przekonaniu o własnej nieomylności, ale na zaufaniu Bogu i odpowiedzialności za powierzonych mu ludzi.
W tym sensie święty Józef przypomina drzewo zasadzone nad płynącą wodą, którego siła nie wynika z zewnętrznej okazałości, ale z głębokiego zakorzenienia.
Jest to również ważna wskazówka dla współczesnych mężczyzn, ponieważ dojrzałość nie musi wyrażać się w nieustannym zabieraniu głosu, udowadnianiu własnych racji czy demonstrowaniu siły. Czasami najbardziej wymagającym świadectwem męskości okazuje się zdolność do cierpliwego słuchania, odpowiedzialnego działania i zachowania wierności wtedy, gdy nikt nas za nią nie podziwia.
Osiemnaście lat pochylona
Dzisiejsza Ewangelia przedstawia kobietę, która przez osiemnaście lat cierpiała z powodu niemocy uniemożliwiającej jej wyprostowanie się. Jezus dostrzega ją podczas nauczania w synagodze, przywołuje do siebie i wypowiada słowa uwolnienia.
Warto zatrzymać się nad tym, że kobieta nie prosi Go o uzdrowienie. To Jezus pierwszy ją zauważa i podejmuje inicjatywę.
Osiemnaście lat to niezwykle długi czas, szczególnie gdy pomyślimy o codziennym doświadczeniu człowieka, który nie może swobodnie się poruszać ani wyprostować. Można powiedzieć, że jej choroba osiągnęła już pełnoletność, stając się trwałym elementem życia, do którego ona sama i otoczenie mogli się przyzwyczaić.
Nie wiemy, jak wyglądały wszystkie lata jej cierpienia, ale możemy przypuszczać, że ograniczenia fizyczne wpływały również na jej codzienne relacje i sposób funkcjonowania w społeczności.
Jezus nie traktuje jednak tej sytuacji jako czegoś, z czym należy się po prostu pogodzić. Widzi człowieka potrzebującego uwolnienia i przywraca mu możliwość wyprostowania się.
Ewangelista podkreśla, że kobieta natychmiast zaczęła chwalić Boga. Jej pierwszą reakcją nie jest więc skupienie się wyłącznie na odzyskanej sprawności, ale uwielbienie Tego, który dokonał w jej życiu wielkiego dobra.
To niezwykle piękny obraz wdzięczności, o której mówi dzisiaj również święty Paweł.
Gdy przepisy przesłaniają człowieka
Reakcja przełożonego synagogi jest zupełnie inna. Zamiast ucieszyć się z uwolnienia kobiety, oburza się, że uzdrowienie dokonało się w szabat.
Warto jednak zachować precyzję: Ewangelia mówi o przełożonym synagogi, a nie określa go jako faryzeusza. Nie powinniśmy również wyciągać z tej sceny wniosku, że wszyscy żydowscy nauczyciele czy przywódcy religijni byli przeciwnikami miłosierdzia. Jezus podejmuje tutaj spór o właściwe rozumienie szabatu i pokazuje, że jego świętość nie może być przeciwstawiana dobru człowieka.
Przełożony synagogi nie neguje wprost możliwości uzdrowienia, ale uważa, że powinno ono dokonać się w innym dniu. Z jego perspektywy problemem nie jest więc samo uwolnienie kobiety, lecz moment, w którym Jezus tego dokonał.
Chrystus odpowiada, odwołując się do codziennej praktyki swoich słuchaczy. Skoro w szabat można odwiązać zwierzę i zaprowadzić je do wodopoju, tym bardziej należy uznać za właściwe uwolnienie córki Abrahama, która przez osiemnaście lat pozostawała związana swoją niemocą.
Jezus nie przeciwstawia tutaj miłości Bożemu Prawu, ale odsłania jego właściwy sens. Szabat został dany człowiekowi jako czas odpoczynku, oddawania chwały Bogu i przypominania o Jego zbawczym działaniu. Uwolnienie kobiety nie zaprzecza więc znaczeniu szabatu, lecz w szczególny sposób ukazuje jego najgłębszy sens.
Warto zauważyć, że Jezus nazywa uzdrowioną „córką Abrahama”, przypominając o jej godności i przynależności do ludu Bożego.
Dla przełożonego synagogi staje się ona przede wszystkim przypadkiem naruszenia przyjętego porządku, podczas gdy Jezus dostrzega osobę, której należy przywrócić wolność.
To bardzo wymagające pytanie również dla nas: czy w naszych wspólnotach, instytucjach i codziennych relacjach potrafimy dostrzegać konkretnego człowieka, czy może czasami tak bardzo koncentrujemy się na procedurach, zasadach i przyjętych zwyczajach, że tracimy z oczu ich właściwy cel?
Łatwiej oceniać niż oddawać chwałę Bogu
Zakończenie dzisiejszej Ewangelii pokazuje dwie zupełnie odmienne reakcje na działanie Jezusa. Jego przeciwnicy zostają zawstydzeni, natomiast lud cieszy się ze wspaniałych czynów, których dokonuje.
Warto zauważyć, że wszyscy są świadkami tego samego wydarzenia, ale nie wszyscy potrafią rozpoznać w nim dobro.
Można powiedzieć, że przełożony synagogi patrzy na uzdrowienie przede wszystkim przez pryzmat własnego rozumienia przepisów, podczas gdy kobieta i zgromadzony lud dostrzegają powód do uwielbienia Boga.
Podobne sytuacje mogą zdarzać się również dzisiaj. Kiedy widzimy dobro dokonujące się przez innych ludzi, nie zawsze potrafimy się nim ucieszyć, szczególnie jeżeli nie odpowiada ono naszym oczekiwaniom, nie zostało zrealizowane w sposób, który sami byśmy wybrali, albo dokonuje się poza środowiskiem, z którym jesteśmy związani.
Czasami szybciej zauważamy niedoskonałości określonej inicjatywy niż jej rzeczywiste owoce. Innym razem tak bardzo koncentrujemy się na różnicach w sposobie działania, że nie potrafimy dostrzec ludzi, którzy dzięki temu otrzymują pomoc, odzyskują nadzieję czy zbliżają się do Boga.
Nie oznacza to, że powinniśmy bezkrytycznie akceptować każdą działalność religijną albo rezygnować z rozeznawania jej zgodności z Ewangelią. Roztropność i troska o prawdę pozostają konieczne, ale nie mogą zamieniać się w postawę nieustannej podejrzliwości, która odbiera nam zdolność cieszenia się dobrem.
Właśnie tutaj powraca wezwanie Pawła do wdzięczności.
Człowiek wdzięczny potrafi rozpoznać Boże działanie również wtedy, gdy dokonuje się ono poza jego własnymi planami i oczekiwaniami.
Postępujcie jak dzieci światłości
Paweł kończy dzisiejsze czytanie przypomnieniem, że niegdyś byliśmy ciemnością, ale teraz jesteśmy światłością w Panu, dlatego powinniśmy postępować jak dzieci światłości.
Nie mówi jedynie, że otrzymaliśmy światło albo że zostaliśmy zaproszeni do jego poszukiwania. Wskazuje na głęboką przemianę naszej tożsamości, która dokonała się dzięki Chrystusowi.
Nie oznacza to oczywiście, że człowiek ochrzczony automatycznie przestaje doświadczać pokus, popełniać błędy czy potrzebować nawrócenia. Oznacza jednak, że otrzymał nowe życie, które powinno stopniowo stawać się widoczne w jego postępowaniu.
Światłość nie polega więc wyłącznie na umiejętności rozpoznawania ciemności wokół nas, ale przede wszystkim na takim sposobie życia, który pozwala innym dostrzegać dobro.
Możemy bardzo wiele czasu poświęcać na analizowanie grzechów świata, błędów innych ludzi i zagrożeń dla wiary, a jednocześnie zaniedbywać własne powołanie do bycia świadkami Chrystusa.
Tymczasem Paweł wzywa nas nie tyle do nieustannego osądzania ciemności, ile do życia w świetle.
W praktyce oznacza to dobroć, miłosierdzie, przebaczenie, odpowiedzialność za słowo, wdzięczność i gotowość dostrzegania człowieka, szczególnie wtedy, gdy inni widzą w nim jedynie problem.
Czy potrafimy ucieszyć się dobrem?
Dzisiejsze czytania prowadzą nas od odpowiedzialności za słowo do odpowiedzialności za sposób patrzenia na świat i drugiego człowieka. Paweł zachęca do naśladowania Boga przez miłość, dobroć i wdzięczność, psalmista ukazuje człowieka zakorzenionego w Bożym słowie, a Jezus przypomina, że prawdziwa wierność Bogu nie może prowadzić do obojętności wobec cierpienia człowieka.
Warto więc zapytać, czy nasze słowa rzeczywiście budują innych, czy raczej coraz częściej stają się narzędziem krytyki, ironii i poniżania. Czy potrafimy zachować roztropność w wypowiedziach, nie rezygnując przy tym z prawdy? Czy jesteśmy ludźmi wdzięcznymi, którzy dostrzegają Boże działanie również wtedy, gdy dokonuje się ono w sposób inny od naszych oczekiwań?
Może warto również przyjrzeć się postawie świętego Józefa, który nie potrzebował rozgłosu ani nieustannego potwierdzania własnej wartości, ponieważ jego siłą było zaufanie Bogu i odpowiedzialność za powierzonych mu ludzi.
I wreszcie, czy potrafimy spojrzeć na drugiego człowieka tak jak Jezus spojrzał na kobietę pochyloną od osiemnastu lat, dostrzegając nie tylko jej ograniczenia, ale przede wszystkim godność i potrzebę uwolnienia?
Możemy bowiem bardzo dobrze znać zasady, a jednocześnie nie dostrzegać dobra, które dokonuje się na naszych oczach. Możemy też tak bardzo koncentrować się na błędach innych ludzi, że zapomnimy o wdzięczności i uwielbieniu Boga. Tymczasem dzieci światłości są powołane nie tylko do rozpoznawania zła, ale przede wszystkim do życia miłością, która pomaga człowiekowi odzyskać wolność i oddać chwałę Bogu.




