28 października 2026. Święto świętych apostołów Szymona i Judy Tadeusza. Czytania: (Ef 2, 19-22); (Ps 19, 2-5); Aklamacja; (Łk 6, 12-19);
Nie jesteście już obcymi
Święty Paweł rozpoczyna dzisiejsze czytanie od niezwykle mocnego stwierdzenia: „Nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga”. Aby właściwie zrozumieć znaczenie tych słów, warto przypomnieć kontekst Listu do Efezjan. Apostoł zwraca się do chrześcijan wywodzących się z narodów pogańskich, którzy wcześniej pozostawali poza wspólnotą przymierza Izraela. Dzięki Jezusowi Chrystusowi zostali jednak dopuszczeni do udziału w tym samym zbawieniu, a podziały, które oddzielały ich od ludu Bożego, nie stanowią już przeszkody w dostępie do Ojca. Paweł nie mówi jedynie o zmianie statusu religijnego. Posługuje się obrazem domu, aby pokazać, że człowiek przyjęty przez Boga nie jest już kimś, kto musi nieustannie udowadniać swoje prawo do obecności. Staje się domownikiem, a więc osobą należącą do wspólnoty, która jest również jego własnym domem. To niezwykle ważne dla naszego rozumienia Kościoła. Możemy bowiem traktować wspólnotę religijną jako miejsce, do którego przychodzimy, aby otrzymać określone duchowe dobra, uczestniczyć w liturgii, wysłuchać nauczania czy spotkać ludzi o podobnych przekonaniach. Możemy również postrzegać ją jako instytucję, która organizuje życie religijne i zapewnia nam dostęp do sakramentów.
Wszystkie te elementy mają swoje znaczenie, ale Paweł prowadzi nas znacznie dalej. Przypomina, że Kościół jest wspólnotą ludzi, którzy dzięki Chrystusowi zostali włączeni do rodziny Boga. Nie jesteśmy więc jedynie odbiorcami działalności duszpasterskiej ani gośćmi odwiedzającymi religijną instytucję. Jesteśmy domownikami, którzy otrzymali prawo przynależności, ale również zostali zaproszeni do współodpowiedzialności za wspólny dom. Warto zapytać, czy rzeczywiście tak przeżywamy naszą obecność w Kościele. Czy czujemy się odpowiedzialni za wspólnotę, czy raczej oczekujemy, że ktoś inny zadba o jej rozwój? Czy potrafimy dostrzegać w innych wierzących braci i siostry, nawet jeżeli różnią się od nas sposobem myślenia, doświadczeniem czy formą przeżywania wiary?
A może niekiedy sami tworzymy podziały na tych, którzy są „u siebie”, i tych, którzy dopiero próbują odnaleźć swoje miejsce? Paweł przypomina, że fundamentem naszej przynależności nie jest długość stażu we wspólnocie, zakres pełnionych funkcji ani stopień zaangażowania, ale łaska otrzymana w Jezusie Chrystusie.
Dom Boga nie jest prywatną własnością jego mieszkańców
Obraz domowników Boga może prowadzić nas do jeszcze jednej ważnej refleksji. Każdy dom potrzebuje ludzi, którzy troszczą się o jego funkcjonowanie, podejmują odpowiedzialność i dbają o dobro pozostałych mieszkańców. Jednocześnie dom przestaje być miejscem prawdziwej wspólnoty, jeżeli jedna osoba zaczyna traktować go jak swoją wyłączną własność, a pozostali mają jedynie dostosowywać się do jej oczekiwań. Podobne niebezpieczeństwo może pojawić się również w życiu Kościoła. Osoby odpowiedzialne za parafie, wspólnoty, ruchy czy grupy formacyjne mogą z czasem tak mocno utożsamić się z powierzonym im zadaniem, że zaczynają traktować określone dzieło jako coś należącego przede wszystkim do nich. Może to wynikać z wieloletniego zaangażowania, poniesionych wyrzeczeń i autentycznej troski o rozwój wspólnoty. Jednak nawet dobre intencje nie chronią automatycznie przed pokusą zawłaszczania odpowiedzialności.
Tymczasem Paweł przypomina, że wszyscy jesteśmy domownikami Boga, a nie właścicielami Jego domu. Oznacza to, że powierzona nam odpowiedzialność powinna służyć budowaniu wspólnoty, a nie umacnianiu osobistej pozycji. Lider, duszpasterz czy animator nie otrzymuje zadania tworzenia środowiska zależnego od siebie, ale pomagania ludziom w odkrywaniu ich miejsca w Kościele i dojrzewaniu do samodzielnej odpowiedzialności.
Kościół jest domem Boga, dlatego nie możemy budować go tak, jakby jego najważniejszym zadaniem było potwierdzanie znaczenia tych, którzy nim kierują.
Chrystus jest kamieniem węgielnym
Paweł przypomina następnie, że zostaliśmy zbudowani na fundamencie Apostołów i proroków, a kamieniem węgielnym jest sam Jezus Chrystus. W świecie starożytnym kamień węgielny stanowił ważny element konstrukcji budynku, ponieważ pomagał wyznaczać właściwy kierunek i zapewniać spójność wznoszonych ścian. Apostoł wykorzystuje ten obraz, aby pokazać, że cała wspólnota Kościoła musi pozostawać zjednoczona wokół Chrystusa. Fundament Apostołów nie oznacza więc, że Kościół został zbudowany przede wszystkim na osobistych zdolnościach wybranych ludzi. Apostołowie stają się fundamentem dzięki szczególnemu powołaniu i świadectwu o Jezusie, którego poznali, za którym poszli i którego Ewangelię przekazywali kolejnym pokoleniom. To rozróżnienie jest niezwykle ważne, ponieważ w życiu wspólnot religijnych łatwo przywiązać się do konkretnych osób, ich sposobu nauczania, charyzmatu czy umiejętności organizacyjnych. Możemy być wdzięczni za ludzi, którzy pomogli nam odkryć wiarę, poprowadzili nas ku nawróceniu albo stworzyli przestrzeń duchowego wzrostu. Nie powinniśmy jednak zapominać, że żaden człowiek nie może zastąpić Chrystusa jako fundamentu naszego życia.
Nawet najważniejszy lider pozostaje uczniem, który sam potrzebuje Bożej łaski, nawrócenia i prowadzenia. Jeżeli wspólnota zostaje zbudowana przede wszystkim na osobowości jednej osoby, może przeżywać poważny kryzys, kiedy ta osoba odejdzie, popełni błąd albo przestanie pełnić swoją funkcję. Jeżeli natomiast rzeczywiście opiera się na Chrystusie, potrafi zachować swoją tożsamość również wtedy, gdy zmieniają się odpowiedzialni, formy działania czy okoliczności zewnętrzne. Warto więc pytać nie tylko o to, czy nasze wspólnoty rozwijają się organizacyjnie, ale przede wszystkim o to, czy pomagają ludziom coraz głębiej zakorzeniać życie w Jezusie.
Budowla, która nieustannie rośnie
W obrazie użytym przez Pawła pojawia się jeszcze jeden niezwykle ważny szczegół. Apostoł mówi, że cała budowla, zespolona w Chrystusie, „rośnie na świętą w Panu świątynię”. To interesujące połączenie dwóch obrazów: budowania i wzrastania. Zwykle budynek powstaje przez dokładanie kolejnych elementów według określonego planu, natomiast wzrost kojarzy się raczej z organizmem żywym, który rozwija się stopniowo dzięki procesom zachodzącym wewnątrz niego. Paweł łączy te rzeczywistości, aby pokazać, że Kościół nie jest martwą konstrukcją, którą wystarczy raz zorganizować i utrzymywać w niezmienionym stanie. Jest żywą wspólnotą, która nieustannie dojrzewa dzięki działaniu Chrystusa i Ducha Świętego.
Nie oznacza to, że wszystko powinno się nieustannie zmieniać ani że trwałość nauczania i struktur nie ma znaczenia. Chodzi raczej o odkrycie, że celem życia Kościoła nie jest samo zachowanie istniejącego porządku, ale coraz pełniejsze stawanie się miejscem obecności Boga. Możemy przecież posiadać dobrze rozwinięte struktury, liczne inicjatywy i bogatą tradycję, a jednocześnie nie pomagać ludziom wzrastać w wierze i miłości. Możemy również tworzyć niewielkie wspólnoty, które zewnętrznie nie wydają się szczególnie imponujące, ale rzeczywiście stają się przestrzenią spotkania z Bogiem, nawrócenia i wzajemnej troski. Paweł przypomina, że prawdziwy wzrost Kościoła dokonuje się w Chrystusie, a jego ostatecznym celem jest stawanie się mieszkaniem Boga przez Ducha. To bardzo wymagające kryterium oceny naszej działalności. Nie wystarczy bowiem pytać, ilu ludzi uczestniczy w naszych spotkaniach i jak wiele inicjatyw udało się zorganizować. Warto również zastanawiać się, czy dzięki temu ludzie rzeczywiście spotykają Boga, uczą się modlitwy, dojrzewają w wierze i podejmują odpowiedzialność za innych.
Jezus całą noc spędził na modlitwie
Ewangelia przenosi nas na górę, gdzie Jezus spędza całą noc na modlitwie do Ojca. Dopiero następnego dnia przywołuje uczniów i wybiera spośród nich dwunastu, których nazywa Apostołami. Łukasz bardzo wyraźnie podkreśla związek między modlitwą Jezusa a wyborem tych, którzy będą uczestniczyli w Jego misji. Nie powinniśmy jednak rozumieć tego wydarzenia tak, jakby Jezus potrzebował modlitwy jedynie po to, aby zdobyć informacje pozwalające Mu podjąć właściwą decyzję. Ewangelia ukazuje przede wszystkim Jego głęboką więź z Ojcem, z której wypływa całe Jego działanie. Wybór Apostołów nie jest więc wyłącznie decyzją organizacyjną dotyczącą przyszłego funkcjonowania wspólnoty. Jest wydarzeniem wpisanym w relację Syna z Ojcem i w zbawczą misję, którą Jezus realizuje. To niezwykle ważna wskazówka dla każdego, kto podejmuje odpowiedzialność za innych ludzi. W codziennym życiu często zaczynamy od analizowania sytuacji, planowania działań, poszukiwania odpowiednich osób i tworzenia struktur. Dopiero później, jeżeli pojawią się trudności, przypominamy sobie o potrzebie modlitwy.
Jezus pokazuje inną kolejność. Najpierw trwa przed Ojcem, a dopiero potem podejmuje decyzję dotyczącą ludzi, którym powierzy szczególną odpowiedzialność. Nie oznacza to, że modlitwa zastępuje roztropność, rozmowy, analizę kompetencji czy odpowiedzialne rozeznawanie. Przypomina jednak, że chrześcijańskie przywództwo nie może ograniczać się do zarządzania ludźmi i zadaniami, ponieważ jego najgłębszym źródłem powinna być relacja z Bogiem. Warto więc zapytać, czy nasze najważniejsze decyzje rzeczywiście dojrzewają na modlitwie, czy może modlitwa staje się jedynie religijnym dodatkiem do planów, które już wcześniej samodzielnie przygotowaliśmy.
Wybrał tych, których chciał
Jezus wybiera dwunastu Apostołów spośród większego grona swoich uczniów. Ewangelista wymienia ich imiona, przypominając, że nie chodzi o anonimowych przedstawicieli określonych funkcji, ale o konkretnych ludzi, których Chrystus osobiście powołał. Wśród wybranych znajdują się osoby o różnym pochodzeniu, doświadczeniu i temperamencie. Nie wszyscy mają podobną historię życia ani jednakowe umiejętności. Co więcej, Łukasz wymienia również Judasza Iskariotę, dodając, że stał się zdrajcą. To niezwykle ważny szczegół, ponieważ przypomina, że wybór dokonany przez Jezusa nie oznacza automatycznej doskonałości powołanych ludzi ani nie odbiera im wolności. Apostołowie pozostają osobami, które będą musiały dojrzewać, uczyć się zaufania i przechodzić przez własne słabości. Niektórzy będą popełniać poważne błędy, a jeden z nich ostatecznie zdradzi swojego Mistrza. Nie oznacza to, że Jezus pomylił się w wyborze. Pokazuje raczej, że Boże powołanie jest rzeczywistym zaproszeniem, na które człowiek odpowiada w wolności, a otrzymana łaska nie zwalnia go z odpowiedzialności za własne decyzje.
Warto pamiętać o tym również wtedy, gdy patrzymy na ludzi pełniących odpowiedzialne funkcje w Kościele. Nie powinniśmy oczekiwać od nich absolutnej bezbłędności, ale mamy prawo oczekiwać wierności powołaniu, odpowiedzialności i gotowości do nawrócenia. Z drugiej strony sam fakt otrzymania określonej funkcji czy posługi nie jest jeszcze gwarancją duchowej dojrzałości. Każdy powołany człowiek potrzebuje nieustannej relacji z Chrystusem, aby nie zagubić sensu otrzymanego zadania.
Szymon i Juda – Apostołowie, których niewiele znamy
Dzisiejsze święto poświęcone jest dwóm Apostołom: Szymonowi, nazywanemu Gorliwym, oraz Judzie, synowi Jakuba, tradycyjnie utożsamianemu z Judą Tadeuszem. Nie należą oni do najbardziej rozpoznawalnych postaci Nowego Testamentu. Ewangelie przekazują o nich znacznie mniej informacji niż o Piotrze, Janie czy Jakubie. Nie znamy szczegółowo przebiegu ich działalności ani wszystkich wydarzeń, które ukształtowały ich drogę wiary. A jednak Kościół wspomina ich jako Apostołów, ponieważ należeli do grona Dwunastu, wybranych przez Jezusa, aby uczestniczyć w Jego misji i stać się świadkami Ewangelii. Możemy dostrzec w tym ważną prawdę dotyczącą chrześcijańskiego powołania.
Nie wszyscy otrzymują zadania, które przynoszą rozgłos i sprawiają, że ich imiona zostają zapamiętane przez kolejne pokolenia. Nie każdy będzie znanym nauczycielem, liderem czy ewangelizatorem, którego działalność można opisać w licznych książkach. Wierność powołaniu nie zależy jednak od stopnia rozpoznawalności. Czasami największe znaczenie mają ludzie, których pracy niemal nikt nie zauważa, a którzy przez lata pozostają wierni modlitwie, służbie i odpowiedzialności za powierzonych im bliźnich. Święci Szymon i Juda przypominają, że Kościół nie został zbudowany wyłącznie na najbardziej znanych Apostołach, ale na całym gronie tych, których Chrystus wybrał i posłał. Podobnie dzisiaj wspólnota potrzebuje nie tylko osób stojących na pierwszym planie, ale również tych, którzy w sposób cichy i wytrwały podejmują codzienną służbę.
Z góry modlitwy na równinę ludzkich potrzeb
Po wyborze Apostołów Jezus schodzi z nimi na równinę, gdzie czeka wielki tłum ludzi przybyłych z różnych stron. Łukasz podkreśla, że przyszli oni, aby słuchać Jezusa i znaleźć uzdrowienie ze swoich chorób. Byli wśród nich również ludzie dręczeni przez duchy nieczyste, którzy doznawali uwolnienia. Warto zauważyć kolejność wydarzeń: modlitwa, wybór Apostołów, a następnie spotkanie z ludźmi potrzebującymi pomocy. Jezus nie pozostaje na górze, w miejscu odosobnienia i modlitwy, ale schodzi do tych, którzy oczekują Jego obecności.
To niezwykle ważny obraz misji Kościoła. Modlitwa nie powinna prowadzić nas do zamknięcia się we własnym świecie duchowych przeżyć, podobnie jak formacja nie może ograniczać się do zdobywania wiedzy i rozwijania osobistych kompetencji religijnych. Jeżeli rzeczywiście spotykamy Chrystusa, zostajemy zaproszeni do uczestniczenia w Jego misji wobec ludzi, którzy potrzebują nadziei, prawdy, uzdrowienia i doświadczenia Bożej miłości. Nie oznacza to, że każdy chrześcijanin ma podejmować identyczne zadania ani że wszyscy zostaliśmy powołani do publicznego głoszenia Ewangelii w tej samej formie. Każdy jednak może w swoim środowisku stawać się świadkiem Chrystusa, wykorzystując otrzymane dary i możliwości. Może to oznaczać troskę o rodzinę, uczciwe wykonywanie pracy, towarzyszenie człowiekowi przeżywającemu kryzys albo podejmowanie odpowiedzialności za wspólnotę, w której żyjemy. Najważniejsze pozostaje pytanie, czy nasze życie duchowe rzeczywiście prowadzi nas ku ludziom, czy może stopniowo staje się przestrzenią skoncentrowaną przede wszystkim na własnych potrzebach.
Przyszli, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie
Ewangelista wskazuje dwa podstawowe powody, dla których ludzie przychodzili do Jezusa: pragnęli słuchać Jego nauczania i doświadczyć uzdrowienia. Nie powinniśmy przeciwstawiać tych dwóch rzeczywistości. Człowiek potrzebuje prawdy, która pomaga mu zrozumieć sens życia, rozpoznawać dobro i podejmować odpowiedzialne decyzje. Potrzebuje jednak również doświadczenia miłości, która pozwala mu odzyskiwać nadzieję, przezwyciężać cierpienie i odnajdywać swoje miejsce we wspólnocie. Kościół nie może więc ograniczać swojej misji wyłącznie do przekazywania wiedzy religijnej, podobnie jak nie powinien sprowadzać jej jedynie do działalności pomocowej. Głoszenie Ewangelii i troska o człowieka pozostają ze sobą głęboko związane, ponieważ Jezus nie tylko nauczał o miłości Boga, ale również konkretnie okazywał ją ludziom, których spotykał. Warto przy tym zachować właściwe rozumienie uzdrowienia. Nie każda choroba zostaje usunięta, nie każdy człowiek doświadcza fizycznego uzdrowienia, a brak takiego wydarzenia nie oznacza braku wiary ani Bożej miłości. Jednak nawet tam, gdzie cierpienie nie znika, wspólnota chrześcijańska może stawać się miejscem obecności, troski i nadziei. Możemy więc zapytać, czy ludzie przychodzący do naszych wspólnot znajdują w nich przestrzeń słuchania słowa Bożego i doświadczania miłości, czy może spotykają przede wszystkim oczekiwania, wymagania i gotowe oceny dotyczące ich życia.
Po całej ziemi ich głos się rozchodzi
Psalm responsoryjny przypomina, że niebiosa głoszą chwałę Boga, a dzieło Jego rąk obwieszcza nieboskłon. W swoim pierwotnym znaczeniu Psalm 19 mówi o stworzeniu, które przez samo swoje istnienie świadczy o wielkości Stwórcy. W liturgii święta Apostołów słowa o głosie rozchodzącym się po całej ziemi zostają jednak odniesione również do świadectwa tych, którzy głosili Ewangelię.
To bardzo piękne zestawienie. Podobnie jak stworzenie objawia chwałę Boga, tak życie Apostołów i całego Kościoła powinno stawać się świadectwem Jego obecności. Nie chodzi wyłącznie o liczbę wypowiedzianych słów ani o zasięg działalności ewangelizacyjnej, choć głoszenie pozostaje istotnym zadaniem Kościoła.
Chodzi również o wiarygodność życia, które potwierdza przekazywane orędzie. Możemy przecież mówić bardzo wiele o miłości, jedności i przebaczeniu, a jednocześnie tworzyć wspólnoty, w których ludzie doświadczają odrzucenia, rywalizacji i braku szacunku. W takim przypadku nasze słowa tracą znaczną część swojej przekonującej siły. Z drugiej strony nawet niewielka wspólnota może stawać się wyraźnym świadectwem Ewangelii, jeżeli ludzie rzeczywiście uczą się w niej miłości, wzajemnej odpowiedzialności i służby. Warto więc zapytać, jaki głos rozchodzi się od nas do świata. Czy jest to przede wszystkim głos krytyki, narzekania i oceniania innych, czy raczej świadectwo nadziei, którą odnaleźliśmy w Chrystusie?
Czy budujemy dom, w którym Bóg może mieszkać?
Dzisiejsze czytania prowadzą nas od obrazu Kościoła jako domu Boga do wydarzenia wyboru Apostołów, którzy zostali powołani do uczestniczenia w misji Chrystusa. Paweł przypomina, że wszyscy jesteśmy domownikami Boga, zbudowanymi na fundamencie Apostołów i proroków, a kamieniem węgielnym pozostaje sam Jezus. Ewangelia pokazuje natomiast, że apostolskie powołanie wyrasta z modlitwy i prowadzi do spotkania z ludźmi potrzebującymi słowa, uzdrowienia i uwolnienia. Możemy więc zobaczyć trzy podstawowe wymiary życia Kościoła: zakorzenienie w Chrystusie, budowanie wspólnoty i podejmowanie misji.
Żaden z nich nie powinien być pomijany. Jeżeli koncentrujemy się wyłącznie na osobistej relacji z Bogiem, ale nie podejmujemy odpowiedzialności za wspólnotę, nasza wiara może stopniowo stawać się zbyt indywidualistyczna. Jeżeli budujemy wspólnotę, ale zapominamy o Chrystusie jako jej fundamencie, łatwo zamieniamy ją w organizację skupioną wokół ludzkich celów i ambicji. Jeżeli natomiast podejmujemy liczne działania misyjne, zaniedbując modlitwę i wzajemną jedność, możemy z czasem utracić źródło, z którego powinna wypływać nasza służba. Warto więc dzisiaj zapytać, czy rzeczywiście czuję się domownikiem Boga, czy raczej pozostaję jedynie gościem korzystającym z działalności Kościoła. Czy moje zaangażowanie pomaga innym odkrywać ich miejsce we wspólnocie, czy może niepostrzeżenie buduję wszystko wokół siebie?
Czy podejmując odpowiedzialne decyzje, potrafię najpierw stanąć przed Bogiem na modlitwie, czy raczej oczekuję, że pobłogosławi On plany, które już wcześniej samodzielnie przygotowałem? I wreszcie, czy moje spotkanie z Chrystusem prowadzi mnie ku ludziom, szczególnie tym, którzy potrzebują nadziei, wsparcia i doświadczenia Bożej miłości?
Kościół nie jest budowlą, którą mamy wznieść dla własnej chwały, ale domem Boga, w którym każdy człowiek może odnaleźć swoje miejsce. Chrystus pozostaje jego fundamentem, modlitwa pozwala nam rozpoznawać Jego wolę, a miłość prowadzi nas ku ludziom, do których zostaliśmy posłani.




