17 sierpnia 2026. Poniedziałek XX tygodnia zwykłego. Czytania: (Ez 24, 15-24); (Pwt 32, 18-19. 20. 21); Aklamacja (Mt 5, 3); (Mt 19, 16-22);
Młodzieniec z dzisiejszej Ewangelii jest naprawdę porządnym człowiekiem. Zachowuje przykazania, szuka życia wiecznego, przychodzi do Jezusa i zadaje właściwe pytania. Mało tego – chce czegoś więcej:
„Czego mi jeszcze brakuje?”
I wtedy zaczynają się problemy. Bo Jezus traktuje jego pytanie poważnie. Porządne życie to jeszcze nie wszystko
Najpierw Jezus wskazuje przykazania. Młodzieniec może odpowiedzieć: „Przestrzegałem tego wszystkiego”. To naprawdę dużo. Nie zabija. Nie cudzołoży. Nie kradnie. Nie oszukuje. Szanuje rodziców. Kocha bliźniego.
Można powiedzieć: dobry człowiek, porządny wierzący.
Ale on sam przeczuwa, że czegoś brakuje. I chyba tutaj zaczyna się uczniostwo. Można przecież przez całe życie pytać:Co muszę zrobić, żeby wszystko było w porządku?
A można zapytać: Jezu, czego jeszcze ode mnie chcesz?
To drugie pytanie jest znacznie bardziej niebezpieczne. Bo Bóg może odpowiedzieć. „Sprzedaj, co posiadasz”
Jezus trafia dokładnie w miejsce, w którym młodzieniec nie jest wolny:
„Idź, sprzedaj, co posiadasz, i daj ubogim (…) Potem przyjdź i chodź za Mną!”
Czy naprawdę każdy chrześcijanin powinien sprzedać dom, samochód, komputer i opróżnić konto? Nie taki jest sens tego tekstu jako powszechnego nakazu dla wszystkich. Ale nie wolno też tak szybko „uduchowić” słów Jezusa, żeby przestały nas niepokoić. Bo pozostaje bardzo konkretne pytanie: Czy jestem gotów oddać Jezusowi to, co posiadam?
A jeszcze mocniej: Co tak naprawdę posiada mnie?
Dom? Pieniądze? Firma? Stanowisko? Bezpieczeństwo? Plany? Opinia innych? Pozycja społeczna? Wygodne życie?
Nawet jeśli Jezus nie każe mi dzisiaj tego sprzedać, mogę odkryć, że nie potrafiłbym tego oddać. I właśnie tam znajduje się granica mojej wolności. Posiadłości, które zasmucają Najbardziej przejmujące jest zakończenie:
„odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości”.
Przecież posiadłości miały dawać mu radość. Tymczasem w chwili spotkania z Jezusem stają się źródłem smutku. Nie dlatego, że majątek jest z natury zły. Problem polega na tym, że pojawiło się coś cenniejszego – możliwość pójścia za Jezusem – a młodzieniec nie potrafił dla niej zostawić tego, co już posiadał. To bardzo niewygodne lustro. Może niektóre rzeczy, o których sądzę, że czynią mnie szczęśliwym, w rzeczywistości uniemożliwiają mi zrobienie następnego kroku za Jezusem?
Ezechiel też zostaje postawiony wobec rzeczy niemożliwej
Pierwsze czytanie jest jeszcze trudniejsze.
Bóg mówi Ezechielowi:
„zabieram ci nagle radość twych oczu”.
Umiera jego żona.bI prorok sam staje się znakiem dla Izraela. To tekst, którego nie warto wygładzać. Budzi pytania o Boga, cierpienie, posłuszeństwo i granice prorockiego znaku. Nie wszystko jest tutaj łatwe do zrozumienia. Ale jedno widać bardzo mocno:
życie proroka należy do jego powołania. Ezechiel nie tylko przekazuje komunikaty od Boga. Sam staje się znakiem.
„Ezechiel będzie dla was znakiem”.
To kosztuje. Podobnie będzie z Jezusem. On nie tylko opowie światu o miłości Boga. Odda samego siebie. Chrześcijaństwo nie polega więc wyłącznie na poznaniu właściwych odpowiedzi. Bóg chce wejść w moje życie. Czy potrafię rozpoznać, co Bóg robi?
Izrael patrzy na zachowanie Ezechiela i pyta:
„Czy nie wyjaśnisz nam, co oznacza dla nas to, co czynisz?”
To akurat dobre pytanie. Bo można mieć oczy i nie widzieć. Można znać Biblię i nie rozpoznawać Bożego działania. Można chodzić do kościoła i nie zauważyć, że Bóg od miesięcy próbuje mi coś powiedzieć. Czasem przez Słowo. Czasem przez człowieka. Czasem przez wydarzenie. Czasem przez zamknięte drzwi. Czasem przez pytanie, które nie daje spokoju. A czasem przez coś, czego bardzo nie chcę usłyszeć.
Problem nie polega tylko na tym, czy Bóg mówi.
Problem brzmi: Czy ja jestem gotów Go usłyszeć, jeśli powie coś innego, niż chciałbym usłyszeć?
„Wspomnij na Boga, który stworzył ciebie”
Psalm trafia dokładnie w sedno:
„zapominasz o Bogu, który dał ci życie”.
Można otrzymać od Boga mnóstwo darów, a później tak mocno skoncentrować się na darach, że zapomni się o Dawcy. Młodzieniec miał wiele. Być może właśnie dlatego tak trudno było mu zostawić wszystko dla Tego, od którego wszystko otrzymał. I tutaj pytanie wraca do mnie. Czy moje dobra prowadzą mnie do Boga, czy powoli zajmują Jego miejsce? Najtrudniejsze są ostatnie trzy słowa. W tej Ewangelii łatwo zatrzymać się na:„sprzedaj, co posiadasz”.
Ale to jeszcze nie jest centrum wezwania Jezusa. Potem pada: „chodź za Mną”.
O to chodzi. Jezus nie proponuje młodzieńcowi chrześcijańskiego minimalizmu ani ćwiczenia z ascezy. Proponuje mu siebie. Sprzedanie majątku jest tylko zrobieniem miejsca. Tragedią młodzieńca nie jest więc to, że pozostał bogaty. Tragedią jest to, że odszedł od Jezusa. Może dlatego warto dzisiaj nie pytać przede wszystkim: Czy potrafiłbym sprzedać wszystko?
Lepiej zapytać: Co dzisiaj nie pozwala mi pójść za Jezusem?
A potem jeszcze trudniej: Jeśli Jezus wskaże mi tę rzecz – czy będę gotów ją oddać?
Bo ubóstwo w duchu zaczyna się chyba właśnie tam. Nie wtedy, kiedy niczego nie mam. Ale kiedy nic, co mam, nie jest ważniejsze od Niego.




