16 września 2026. Środa XXIV tygodnia zwykłego. Czytania: (1 Kor 12, 31 – 13, 13); (Ps 33 (32), 2-3. 4-5. 12 i 22); (J 6, 63c. 68c); (Łk 7, 31-35);
„Starajcie się o większe dary, a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą”. Te dwa zdania Pawła warto czytać razem, ponieważ droga miłości nie jest wezwaniem do rezygnacji z darów duchowych, proroctwa, poznania czy wielkiej wiary, ale pokazuje właściwe miejsce i cel wszystkich tych darów. Paweł nie mówi przecież: „przestańcie zabiegać o charyzmaty, wystarczy miłość”, ale „starajcie się”, a zaraz potem pokazuje coś, bez czego nawet największy dar może zostać zmarnowany.
Można więc mówić językami ludzi i aniołów, można prorokować, posiadać ogromną wiedzę, doświadczać niezwykłej wiary, a nawet dokonywać rzeczy heroicznych – i nadal minąć się z istotą chrześcijańskiego życia. To mocne ostrzeżenie szczególnie dla tych, którzy służą, prowadzą innych, ewangelizują albo doświadczają działania charyzmatów. Dar nie jest jeszcze dowodem dojrzałości tego, który go otrzymał. Jest łaską daną przede wszystkim po to, żeby służyć innym. Dojrzałość natomiast weryfikuje się miłością.
I właśnie dlatego Pawłowy hymn o miłości warto czytać nie tylko podczas ślubów, ale również jako bardzo konkretny rachunek sumienia ucznia Jezusa: czy jestem cierpliwy i łaskawy, czy nie zazdroszczę, nie szukam poklasku i własnego znaczenia, czy potrafię nie szukać swego, nie pamiętać złego, nie cieszyć się z czyjegoś potknięcia, ale współweselić się z prawdą? To znacznie trudniejszy sprawdzian życia duchowego niż pytanie o to, jakie mam dary.
Paweł pokazuje przy tym jeszcze jedną niezwykle ważną rzecz: nasze poznanie Boga pozostaje częściowe. „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno”. Możemy znać teologię, studiować Pismo, otrzymywać dary poznania i proroctwa, ale ciągle pozostajemy uczniami. Dopiero kiedy staniemy przed Bogiem twarzą w twarz, zobaczymy całość. Ta świadomość powinna rodzić pokorę, ale nie prowadzić do rezygnacji z poznawania Boga – przeciwnie, powinna jeszcze bardziej otwierać nas na Jego prawdę.
Może właśnie mądrość zaczyna się od takiej otwartości na Bożą prawdę, również wtedy, kiedy burzy ona moje dotychczasowe przekonania, przyzwyczajenia czy sposób patrzenia. Człowiek mądry nie jest tym, który już wszystko wie, ale tym, który pozostaje gotowy, żeby Bóg go pouczył, skorygował i poprowadził dalej. Dlatego Paweł mówi również o dojrzewaniu: „Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecinne”. Dojrzałość duchowa oznacza więc zgodę na to, że moje rozumienie może potrzebować oczyszczenia i wzrostu.
I chyba właśnie z tym problemem spotyka się Jezus w dzisiejszej Ewangelii. Ludzie, których opisuje, znaleźli sposób, żeby odrzucić właściwie każdego posłańca Boga. Przychodzi ascetyczny Jan – jest źle, bo „zły duch go opętał”. Przychodzi Jezus, który siada przy stole z ludźmi – również źle, bo jest „żarłokiem i pijakiem”. Problem nie leży więc ani w poście Jana, ani w ucztowaniu Jezusa. Problemem jest serce, które już wcześniej zdecydowało, że nie będzie słuchać.
To bardzo niebezpieczna sytuacja duchowa, ponieważ można tak zbudować własny system przekonań, że żadna forma Bożego działania już do niego nie pasuje. Jeśli Bóg przychodzi inaczej, niż oczekiwałem – odrzucam Go. Jeśli posługuje się człowiekiem, którego nie cenię – nie słucham. Jeśli Słowo podważa moje przekonania – znajduję argument, żeby je zneutralizować. Wtedy nawet religijność może stać się sposobem obrony przed Bogiem.
„A jednak wszystkie dzieci mądrości przyznały jej słuszność”. Mądrość potrafi rozpoznać Boga zarówno w surowym wołaniu Jana do nawrócenia, jak i w Jezusie siedzącym przy stole z grzesznikami, ponieważ nie próbuje narzucić Bogu własnego sposobu działania, lecz uczy się rozpoznawać Jego działanie. I może właśnie tutaj spotykają się dzisiejsze czytania. Potrzebujemy darów duchowych i powinniśmy o nie zabiegać, potrzebujemy poznania, proroctwa, wiary i wszystkich sposobów, przez które Duch Święty chce budować Kościół, ale ponad tym wszystkim potrzebujemy serca uformowanego przez miłość i wystarczająco pokornego, żeby wciąż pozwalało Bogu się uczyć. Bo można posiadać dary i pozostać niedojrzałym. Można wiele wiedzieć i zamknąć się na prawdę. Można nawet być bardzo religijnym i nie rozpoznać Boga, kiedy przychodzi inaczej, niż sobie wyobrażaliśmy.
Dlatego droga doskonałości jest drogą miłości, ale nie miłości rozumianej jako sympatyczne uczucie, lecz miłości, która oczyszcza sposób korzystania z darów, uczy pokory wobec częściowego poznania i pozostawia serce otwarte na Boga. Starajmy się więc o większe dary. Ale jeszcze bardziej pozwólmy, żeby poprzez nie wzrastała miłość. Bo dary kiedyś przeminą. Miłość nigdy nie ustaje.




