18 września 2026. Święto św. Stanisława Kostki, zakonnika. Czytania: (Mdr 4, 7-15); (Ps 148, 1-2. 11-13a. 13c-14); (Mt 5, 8); (Łk 2, 41-52);
Święty Stanisław Kostka przeżył zaledwie siedemnaście lat. Z ludzkiej perspektywy można powiedzieć: właściwie dopiero zaczynał. Nie zdążył zrealizować wielkich planów, nie przeżył długich dziesięcioleci apostolskiej pracy, nie został kapłanem, misjonarzem ani przełożonym, a nawet w Towarzystwie Jezusowym był zaledwie nowicjuszem. Gdybyśmy mierzyli wartość życia liczbą przeżytych lat, osiągniętych stanowisk albo wykonanych dzieł, trudno byłoby nazwać jego życie spełnionym. A jednak Kościół od wieków stawia przed nami siedemnastoletniego chłopaka jako świętego.
Dzisiejsza Księga Mądrości daje do tego niezwykły klucz: „Starość jest czcigodna nie przez długowieczność i liczbą lat się jej nie mierzy: sędziwością u ludzi jest mądrość, a miarą starości – życie nieskalane”. To zupełnie inna matematyka życia. Bóg nie liczy naszych dni tak jak my. Można przeżyć wiele lat, pozostając duchowo niedojrzałym, można też w bardzo młodym wieku osiągnąć niezwykłą dojrzałość serca.
„Wcześnie osiągnąwszy doskonałość, przeżył czasów wiele”.
To zdanie brzmi niemal tak, jakby zostało napisane dla Stanisława Kostki. Nie oznacza oczywiście, że powinniśmy lekceważyć życie albo romantyzować przedwczesną śmierć. Życie jest darem, o który należy się troszczyć, a śmierć młodego człowieka pozostaje dla bliskich prawdziwym bólem. Chrześcijańska nadzieja nie wymaga udawania, że tego bólu nie ma. Mówi jednak coś niezwykle ważnego: przedwczesna śmierć nie oznacza przedwczesnego zakończenia Bożego dzieła. Czasem pytamy wobec śmierci młodego czy dobrego człowieka: dlaczego Bóg go zabrał? Może był Mu potrzebny? Być może lepiej powiedzieć inaczej. Bóg nie potrzebuje człowieka tak, jak my potrzebujemy pracownika, współpracownika czy kogoś do wykonania określonego zadania. Możemy jednak ufać, że również śmierć nie wyrywa człowieka z Jego ręki. To, co dla nas wygląda jak przerwane życie, w perspektywie wieczności może okazać się życiem, które osiągnęło swój najważniejszy cel – Boga.
Dlatego Księga Mądrości mówi: „Dusza jego podobała się Bogu”. Nie długość życia okazuje się tutaj najważniejsza, ale jego kierunek. I chyba właśnie dlatego tak dobrze pasuje do dzisiejszego święta aklamacja: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą”. Czyste serce nie oznacza przede wszystkim naiwności ani bezgrzeszności osiągniętej własnym wysiłkiem. To serce niepodzielone, które wie, kogo szuka, komu chce należeć i do czego zmierza. Świętość Stanisława Kostki nie polegała na tym, że jako młody człowiek zdążył zrobić wszystko. Polegała raczej na tym, że bardzo wcześnie odkrył Komu chce oddać wszystko.
I tutaj niezwykle ciekawie pojawia się dwunastoletni Jezus. Maryja i Józef odnajdują Go po trzech dniach w świątyni. Słyszą wtedy słowa, które są pierwszą wypowiedzią Jezusa zapisaną przez Łukasza: „Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?”. Jezus objawia w nich coś fundamentalnego o swojej tożsamości. Maryja mówi: „ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”, a Jezus odpowiada, wskazując na swojego Ojca. Nie odrzuca przez to Józefa ani ziemskiej rodziny, bo chwilę później wraca z nimi do Nazaretu i jest im poddany. Odsłania jednak głębszą prawdę: Jego ostateczna tożsamość i misja wypływają z wyjątkowej relacji z Ojcem.
To niezwykłe, że Kościół zestawia dzisiaj młodego Jezusa i młodego Stanisława. Oczywiście nie można ich stawiać na tej samej płaszczyźnie – Jezus jest Synem Bożym, Stanisław Jego uczniem – ale w obu historiach pojawia się coś bardzo ważnego: młodość nie jest przeszkodą, żeby odkryć, do kogo należę i po co żyję.
Czasem traktujemy młodość wyłącznie jako przygotowanie do „prawdziwego życia”. Jeszcze szkoła, studia, pierwsza praca, zdobywanie doświadczenia, a dopiero później przyjdzie czas na poważne decyzje, odpowiedzialność i świętość. Tymczasem Ewangelia pokazuje dwunastoletniego Jezusa świadomego swojej szczególnej relacji z Ojcem, a życie Stanisława Kostki pokazuje siedemnastolatka, który potraktował swoje powołanie tak poważnie, że był gotowy podporządkować mu całe życie. Świętość nie ma więc dolnej granicy wieku.
Co więcej, dzisiejsza Ewangelia pokazuje, że również Jezus „czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi”. Tajemnica Jego Boskiego Synostwa nie przekreśla prawdziwego ludzkiego dojrzewania. Jest czas odkrywania, pytania, uczenia się, wzrastania i coraz pełniejszego podejmowania własnej misji. Może dlatego dzisiejsze czytania są tak ważne również dla rodziców. Maryja i Józef muszą stopniowo odkrywać, że dziecko, które zostało im powierzone, nie należy ostatecznie do nich. Kochają Jezusa, troszczą się o Niego, wychowują Go, szukają Go z bólem serca, ale jednocześnie muszą pozwolić, żeby objawił się w Nim plan Ojca.
Każdy rodzic wcześniej czy później staje przed podobną, choć oczywiście nieporównywalną tajemnicą: moje dziecko nie zostało mi dane po to, żebym zaprojektował mu życie według własnych oczekiwań. Zostało mi powierzone, żebym pomógł mu odkryć, kim jest przed Bogiem i do czego Bóg je zaprasza.
Stanisław Kostka odkrył to bardzo wcześnie. Nie otrzymał wielu lat. Otrzymał jednak wystarczająco dużo, żeby odpowiedzieć Bogu. I może właśnie dlatego jego krótkie życie stawia nam, znacznie starszym, bardzo niewygodne pytanie. Nie: ile jeszcze mam czasu?, ale: co robię z czasem, który już otrzymałem? Bo można żyć długo i ciągle odkładać życie z Bogiem na później. Można przez dziesięciolecia przygotowywać się do decyzji, której nigdy się nie podejmie. Można jednak również bardzo wcześnie odkryć Ojca, swoje powołanie i kierunek życia, a potem konsekwentnie za nim pójść.
Nie długowieczność stanowi o jakości życia. Nie liczba lat świadczy o jego dojrzałości. Nie ilość dokonanych dzieł ostatecznie decyduje o jego spełnieniu. „Sędziwością u ludzi jest mądrość, a miarą starości – życie nieskalane”. Najważniejsze jest bowiem nie to, jak długo będę żył, ale czy moje życie doprowadzi mnie do Tego, od którego je otrzymałem.




