28 sierpnia 2026. Piątek XXI tygodnia zwykłego. Czytania: (1 Kor 1, 17-25); (Ps 33 (32), 1-2. 4-5. 10-11); Aklamacja (Łk 21, 36); (Mt 25, 1-13);
Wczoraj Jezus mówił: „Czuwajcie, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie”. Dzisiaj właściwie kontynuuje tę samą myśl. Pan młody się opóźnia. Wszystkie panny zasypiają. O północy rozlega się wołanie i nagle okazuje się, że nie wszyscy są gotowi na spotkanie. A przecież wszyscy byli zaproszeni. Wszyscy wiedzieli, że Oblubieniec przyjdzie. Wszyscy wyszli Mu naprzeciw. Wszyscy mieli lampy. Wszyscy nawet zasnęli.
Różnica była jedna: jedni mieli oliwę, inni nie. I może właśnie pytanie o tę oliwę jest dzisiaj najważniejsze.
Najpierw Ewangelia, potem chrzest
Święty Paweł rozpoczyna od zdania, które może nas trochę zaskakiwać:
„Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię”.
Nie chodzi oczywiście o pomniejszenie znaczenia chrztu. Paweł sam chrzcił i doskonale wiedział, czym jest sakrament zanurzenia w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Pokazuje jednak pewną kolejność. Najpierw trzeba spotkać Chrystusa. Najpierw Dobra Nowina musi zostać usłyszana. Przyjęta. Musi dotknąć serca. Człowiek odpowiada wiarą, nawróceniem i decyzją pójścia za Jezusem. Dopiero wtedy sakrament nie jest pustym rytuałem, ale staje się znakiem rzeczywistego wejścia w życie Chrystusa.
Historia chrześcijaństwa zna przecież sytuacje, w których tę kolejność odwracano. Zdarzało się, że chrzest stawał się elementem polityki, przynależności społecznej czy wręcz narzędziem przymusu. Tymczasem wiary nie można wymusić. Kościół może głosić. Może zapraszać. Może dawać świadectwo. Może prowadzić do sakramentów. Ale człowiek musi odpowiedzieć.
I właśnie tutaj pierwsze czytanie zaczyna niezwykle mocno łączyć się z przypowieścią o pannach.
Co właściwie głosimy?
Paweł nie chce zdobywać ludzi błyskotliwością.
„Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości”.
Jedni chcą dowodu mocy. Drudzy intelektualnego systemu. Paweł odpowiada:
„My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego”.
To bardzo niewygodna Ewangelia. Człowiek chciałby Boga, który przede wszystkim rozwiązuje problemy. Daje zdrowie, powodzenie, bezpieczeństwo, poczucie sensu. A Paweł stawia pośrodku Krzyż.
Dla jednych zgorszenie. Dla innych głupstwo. Dla wierzących:
„Chrystus – moc Boża i mądrość Boża”.
Bo chrześcijaństwo nie jest przede wszystkim zbiorem zasad. Nie jest nawet najdoskonalszym systemem etycznym. W jego centrum stoi Osoba. I właśnie Osoba stoi również w centrum dzisiejszej Ewangelii.
One nie czekają na wydarzenie. Czekają na Oblubieńca
To bardzo ważne. Panny nie oczekują „końca świata”. Czekają na kogoś. Na Oblubieńca. Chrześcijańskie czuwanie nie powinno więc polegać na nerwowym obserwowaniu świata i pytaniu, czy kolejna wojna, zaraza, katastrofa albo wydarzenie polityczne oznacza już Apokalipsę.
Czekamy na Jezusa. Na Tego, którego znamy. Na Tego, którego kochamy. Na Tego, z którym chcemy wejść na ucztę. Dlatego najbardziej dramatycznym zdaniem przypowieści nie jest nawet:
„drzwi zamknięto”.
Znacznie bardziej przerażające są słowa Oblubieńca:
„Nie znam was”.
Tu chyba znajduje się klucz do oliwy.
Dlaczego nie podzieliły się oliwą?
To rzeczywiście może dziwić. Przecież chrześcijaństwo uczy dzielenia się. Masz dwie suknie – jedną oddaj. Masz jedzenie – nakarm głodnego. Masz pieniądze – pomóż potrzebującemu. Dlaczego więc roztropne panny nagle mówią: Nie damy wam oliwy?
Być może dlatego, że Jezus mówi tutaj o czymś, czym po prostu nie można się podzielić. Nie mogę pożyczyć ci swojej wiary. Nie mogę oddać ci swojej relacji z Bogiem. Nie mogę przekazać ci swojego nawrócenia. Nie mogę za ciebie kochać. Nie mogę za ciebie odpowiedzieć Bogu. Nie mogę za ciebie przeżyć życia w łasce.
Mogę ci głosić Ewangelię. Mogę być świadkiem. Mogę modlić się za ciebie. Mogę zaprowadzić cię do Chrystusa. Ale ostatecznie ty sam musisz powiedzieć Mu „tak”. I może właśnie dlatego oliwa jest tak dobrym symbolem życia wewnętrznego.
Lampę można mieć bez oliwy
To chyba najbardziej niepokojąca możliwość. Można mieć lampę. Zewnętrznie wszystko się zgadza. Można być ochrzczonym. Można znać modlitwy. Można chodzić do kościoła. Można działać we wspólnocie. Można być liderem. Można nawet głosić innym.
A jednak lampa może być pusta. Jezus mówił przecież wcześniej o czyszczeniu wnętrza kubka. Teraz ponownie prowadzi nas do wnętrza.
Co jest w twoim naczyniu?
Bo gdy przyjdzie noc, zewnętrzna forma nie wystarczy.
Nawrócenia nie można zrobić pięć minut przed północą
Najbardziej dramatyczny moment przypowieści następuje o północy:
„Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!”
I wtedy wychodzi na jaw prawda. Nie dlatego, że Oblubieniec chce kogoś przyłapać. Po prostu jego przyjście ujawnia stan lamp. To również ważny obraz sądu.
Spotkanie z Chrystusem objawi prawdę o naszym życiu. Dlatego Kościół woła: nawracajcie się dzisiaj. Nie kiedyś. Nie na emeryturze. Nie kiedy uporządkuję życie. Nie kiedy dzieci dorosną. Nie kiedy skończę ten projekt. Nie kiedy będę miał więcej czasu. Dzisiaj.
Bo największym oszustwem może być przekonanie: „Jeszcze zdążę”.
Oblubieniec się opóźnia
I tu dzisiejsza Ewangelia idealnie kontynuuje wczorajszą. Wczoraj zły sługa pomyślał:
„Mój pan się ociąga z powrotem”.
Dzisiaj:
„Pan młody się opóźniał”.
To opóźnienie jest próbą serca. Kiedy Jezus nie przychodzi tak szybko, jak oczekiwaliśmy, łatwo stracić czujność. Ale zauważmy coś pocieszającego: zasnęły wszystkie panny.
Roztropność nie polega więc na życiu w permanentnym napięciu. Nie chodzi o to, żeby chrześcijanin siedział całą noc z szeroko otwartymi oczami, przerażony możliwością końca świata. Możesz zasnąć. Możesz odpocząć. Możesz pracować, budować dom, wychowywać dzieci, planować przyszłość. Problemem nie jest sen. Problemem jest pusta lampa.
Jak więc czuwać?
Może odpowiedź daje dzisiejsza aklamacja:
„Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli stanąć przed Synem Człowieczym”.
Oliwy nie zdobywa się jednorazowo. Napełnia się nią życie. Modlitwą. Słowem Bożym. Eucharystią. Sakramentem pojednania. Nawracaniem się. Miłosierdziem. Wiernością w małych rzeczach. Miłością. Codziennym wybieraniem Chrystusa. A przede wszystkim coraz głębszą znajomością Oblubieńca.
Bo ostatecznie chrześcijaństwo nie jest przygotowaniem do katastrofy. Jest przygotowaniem do wesela. Nie czekamy na koniec. Czekamy na Niego. I być może najważniejszym pytaniem dzisiejszego Słowa nie jest: „Kiedy przyjdzie Jezus?” Ale: „Gdyby przyszedł dziś – czy moja lampa jest pełna?”
Bo Pan może przyjść później, niż przypuszczamy. Może również przyjść wcześniej. Choćby za chwilę.




