26 sierpnia 2026. Środa. Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej. Czytania: (Prz 8, 22-35); (Ps 48, 2-3ab. 9. 10-11. 13-15); (Ga 4, 4-7); Aklamacja (Łk 1, 28); (J 2, 1-11);
Dzisiejsze czytania prowadzą nas przez Maryję, ale nie zatrzymują nas na Maryi. Prowadzą przez Nią do Chrystusa. I chyba właśnie w tym kluczu najlepiej czytać także tajemniczy fragment Księgi Przysłów o Mądrości.
„Kto mnie znajdzie, ten znajdzie życie i uzyska łaskę u Pana”.
W sensie dosłownym nie jest to oczywiście tekst o Maryi. Mówi o uosobionej Bożej Mądrości. Chrześcijańska tradycja widziała jednak w tej Mądrości przede wszystkim odniesienie do Chrystusa, a liturgia maryjna odczytuje ten tekst również typologicznie: w odniesieniu do Tej, która została wybrana, aby Mądrość Bożą przyjąć, nosić i dać światu.
Dlatego nazywamy Maryję Stolicą Mądrości – Sedes Sapientiae.
Nie dlatego, że Ona sama zajmuje miejsce Boga. Przeciwnie. Jej wielkość bierze się właśnie z tego, że zrobiła dla Boga miejsce. To niezwykle ważne rozróżnienie.
Maryja nie jest źródłem Mądrości. Nosi Mądrość.
Nie jest źródłem łaski. Jest pełna łaski.
Nie jest Zbawicielem. Rodzi Zbawiciela.
Nie mówi: „Patrzcie na mnie”. W Kanie mówi:
„Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.
I chyba trudno znaleźć lepsze streszczenie zdrowej pobożności maryjnej.
Od niewolnika do syna
Paweł pokazuje nam jeszcze głębiej, co wydarzyło się przez Wcielenie:
„Bóg zesłał swojego Syna, zrodzonego z niewiasty”.
To krótkie „zrodzonego z niewiasty” jest niesamowite. Odwieczny Syn Boga wchodzi w historię człowieka. Przyjmuje ciało. Rodzi się z kobiety. Podporządkowuje się Prawu. Po co?
„Abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo”.
Ostatecznym celem nie jest więc nawet samo uwolnienie człowieka. Bóg chce czegoś znacznie większego. Nie chce tylko uwolnić niewolnika. Chce uczynić go synem. A różnica jest ogromna.
Niewolnik pyta: co muszę zrobić? Syn pyta: Ojcze, czego pragniesz?
Niewolnik boi się kary. Syn ufa Ojcu.
Niewolnik pracuje na zapłatę. Syn wie, że dom Ojca jest również jego domem.
Dlatego Duch Święty woła w nas:
„Abba, Ojcze!”
To jest jedna z największych rewolucji chrześcijaństwa. Bóg nie tylko przebacza nam grzech. Zaprasza nas do swojego domu i daje nam udział w swoim dziedzictwie.
A potem jest Kana
I właśnie tutaj Maryja pokazuje, jak żyje człowiek, który ufa Bogu. Na weselu pojawia się problem:
„Nie mają już wina”.
Maryja go zauważa. To piękny obraz jej wrażliwości. Nikt jej nie prosi o interwencję. Ona po prostu widzi brak człowieka i przynosi go Jezusowi. Nie instruuje Go jednak, jak ma rozwiązać problem. Mówi tylko:
„Nie mają już wina”.
I pozostawia sprawę Jemu. Może właśnie takiej modlitwy warto się od Maryi nauczyć? Nie zawsze muszę Bogu tłumaczyć, co powinien zrobić. Czasem wystarczy powiedzieć:
Panie, nie mam już siły.
Panie, w moim małżeństwie zabrakło wina.
Panie, moje dziecko się pogubiło.
Panie, nie wiem, co dalej.
Panie, nie mam już czym napełnić tych stągwi.
On wie.
„Zróbcie wszystko”
Ale Maryja robi jeszcze jedną rzecz. Zwraca się do sług:
„Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.
Nie: zróbcie to, co będzie dla was zrozumiałe. Nie: zróbcie to, z czym będziecie się zgadzali. Nie: zróbcie to, co uznacie za rozsądne. Wszystko.
A Jezus każe im zrobić rzecz pozornie absurdalną. Brakuje wina, a On mówi:
„Napełnijcie stągwie wodą”.
Co ma woda do braku wina? Słudzy mogli dyskutować. Mogli przedstawić Jezusowi bardziej racjonalny plan działania. Mogli stwierdzić, że są przecież specjalistami od obsługi wesela. Zamiast tego:
„napełnili je aż po brzegi”.
I właśnie pomiędzy ich posłuszeństwem a działaniem Jezusa wydarzył się cud. To ważna lekcja. Cudu dokonuje Bóg, ale człowiek napełnia stągwie. My nie przemienimy wody w wino. Nie mamy takiej mocy. Ale możemy zrobić to, co On nam mówi.
Możemy przebaczyć. Możemy się pojednać. Możemy zrezygnować z grzechu. Możemy służyć. Możemy powiedzieć prawdę. Możemy podjąć wezwanie. Możemy napełnić nasze stągwie aż po brzegi. Reszta należy do Niego.
Dobre wino dopiero nadchodzi
I jest jeszcze jeden szczegół, który bardzo lubię. Starosta weselny mówi:
„Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory”.
My często myślimy odwrotnie. Najlepsze już było. Najlepsze lata minęły. Największe możliwości zostały zmarnowane. Popełniłem za dużo błędów. Jest za późno. Została już tylko druga połowa życia, starość, choroba, konsekwencje dawnych decyzji…
A Kana mówi: Bóg potrafi zachować dobre wino aż do tej pory.
Może właśnie dzisiaj trzeba pozwolić Mu napełnić stągwie?
Maryja podpowiada nam, od czego zacząć: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.
Bo chrześcijaństwo ostatecznie nie polega na podziwianiu znaków. Polega na zaufaniu Temu, który je czyni. I może dlatego pierwsze czytanie kończy się tak pięknie:
„Kto mnie znajdzie, ten znajdzie życie i uzyska łaskę u Pana”.




