07 czerwca 2026. X niedziela zwykła. Czytania: (Oz 6, 3-6); (Ps 50 (49), 1bcd i 8. 12-13. 14-15); (Rz 4, 18-25); Aklamacja (Łk 4, 18); (Mt 9, 9-13);
Dzisiejsze Słowo prowadzi nas do samego serca relacji z Bogiem.
Prorok Ozeasz przekazuje niezwykle poruszające słowa Boga:
„Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń”.
Jakże często łatwiej jest nam coś dla Boga zrobić niż naprawdę z Nim być. Łatwiej spełnić religijny obowiązek, odmówić modlitwę, złożyć ofiarę, uczestniczyć w wydarzeniu i mieć poczucie, że „sprawa została załatwiona”. Tymczasem Bóg nie szuka przede wszystkim naszych działań. Szuka naszego serca.
Bóg pragnie być poznany.
W języku biblijnym „poznać” oznacza znacznie więcej niż zdobyć informacje. To słowo opisuje najgłębszą możliwą relację, bliskość, zażyłość, komunię życia. Gdy kogoś kochamy, chcemy go poznawać coraz bardziej. Interesuje nas jego serce, pragnienia, sposób myślenia. Podobnie jest z Bogiem. Wiara nie jest znajomością religijnych faktów. Wiara jest drogą poznawania Boga. Dlatego Abraham staje dziś przed nami jako ojciec wiary. Nie uwierzył dlatego, że wszystko rozumiał. Nie uwierzył dlatego, że okoliczności potwierdzały obietnicę. Wręcz przeciwnie.
„Wbrew nadziei uwierzył nadziei”.
Patrzył na własną niemoc, na wiek swój i Sary, a jednak bardziej ufał Bogu niż swoim kalkulacjom.
My jesteśmy w jeszcze bardziej uprzywilejowanej sytuacji. Abraham wierzył w obietnicę, która miała się dopiero spełnić.
My patrzymy na Jezusa Chrystusa – Obietnicę już spełnioną. Widzimy Krzyż. Widzimy Zmartwychwstanie. Widzimy pusty grób. A jednak także nam często trudno zaufać.
Dlatego pytanie dzisiejszego Słowa jest bardzo konkretne: Czy bardziej wierzę swoim lękom, czy Bożej obietnicy?
Ewangelia prowadzi nas jeszcze dalej. Mateusz siedzi przy komorze celnej. Jest człowiekiem, którego pobożni Żydzi omijają szerokim łukiem. Zdrajca, kolaborant, grzesznik. A Jezus mówi do niego tylko:
„Pójdź za Mną”.
Potem siada przy stole z celnikami i grzesznikami. I właśnie to gorszy faryzeuszów.
Nie grzech. Nie niesprawiedliwość. Nie życie tych ludzi. Gorszy ich miłosierdzie Boga. To bardzo niebezpieczna pokusa również dla nas. Łatwo utożsamić się z „wiernymi”, „praktykującymi”, „zaangażowanymi”. Łatwo siedzieć przy stole starszego brata z przypowieści o synu marnotrawnym.
Trudniej czekać na powrót grzesznika. Trudniej cieszyć się jego nawróceniem. Trudniej kochać człowieka, którego życie jest pogmatwane. A przecież właśnie tam prowadzi nas Jezus. Nie po to, by usprawiedliwiać grzech. Ale po to, by ratować grzesznika.
Kościół nie jest wspólnotą ludzi doskonałych. Jest wspólnotą ludzi uratowanych. I każdy z nas siedzi przy stole Jezusa nie dlatego, że jest sprawiedliwy, ale dlatego, że został zaproszony. Dlatego dzisiejsze Słowo można streścić w jednym zdaniu: Bóg nie szuka doskonałych ofiar. Szuka ludzi, którzy pozwolą się pokochać, poznawać Go coraz głębiej i razem z Nim szukać zagubionych.




