BOŻY MĘŻCZYZNA W XXI WIEKU

utworzone przez | wrz 29, 2026 | Artykuły, KOMENTARZE | 0 komentarzy

Skąd mnie znasz?

29 września 2026. Święto świętych Archaniołów Michała, Gabriela i Rafała. Czytania: (Dn 7, 9-10. 13-14); (Ps 138, 1-2a. 2b-3. 4-5); Aklamacja (Ps 103, 21); (J 1, 47-51);

Pytanie Natanaela wydaje się bardzo proste: „Skąd mnie znasz?”, ale dotyka czegoś, co może być jednym z najbardziej fascynujących, a zarazem niepokojących doświadczeń wiary, ponieważ wierzymy nie tylko w Boga, który wie, że istniejemy, ale w Boga, który rzeczywiście nas zna. Nie jesteśmy dla Niego jednym z miliardów ludzi, elementem stworzonego świata ani anonimowym przypadkiem w historii, ponieważ Ten, który nas stworzył, zna także historię naszego życia, nasze decyzje, pragnienia, motywacje, miejsca, do których wracamy w pamięci, i wydarzenia, o których być może nie wie nikt poza nami.

Natanael doświadcza czegoś z tej tajemnicy, kiedy zbliża się do Jezusa, a Jezus mówi o nim: „Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu”. Reakcja Natanaela jest natychmiastowa: „Skąd mnie znasz?”. Nie pyta, skąd Jezus zna jego imię, ponieważ samo imię mógł przecież usłyszeć od Filipa, ale skąd wie, jaki jest, skąd zna coś z jego wnętrza i na jakiej podstawie wypowiada o nim słowa, które dotykają jego tożsamości.

Odpowiedź Jezusa jeszcze bardziej go zaskakuje: „Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym”.

Nie wiemy, co dokładnie wydarzyło się pod tym drzewem i chyba warto pozostawić tę tajemnicę tam, gdzie pozostawił ją Ewangelista, zamiast próbować dopowiadać historię, której tekst nam nie przekazuje. Z reakcji Natanaela możemy jednak wnioskować, że słowa Jezusa dotknęły czegoś, co dla niego było ważne i wystarczająco osobiste, aby rozpoznał, że stojący przed nim człowiek wie o nim więcej, niż mógł dowiedzieć się zwykłą ludzką drogą.

„Skąd mnie znasz?” staje się więc pytaniem, które możemy postawić również my.

Bóg zna mnie przede wszystkim dlatego, że mnie stworzył, ale Jego znajomość człowieka nie przypomina wiedzy konstruktora o urządzeniu, które zaprojektował. Biblijne „znać” ma znacznie głębszy, relacyjny wymiar, dlatego możemy powiedzieć, że Bóg zna nie tylko mechanizm ludzkiego życia, lecz zna mnie, wraz z moją niepowtarzalną historią, możliwościami, ranami, decyzjami, niewiernościami i pragnieniami. Zna również te fragmenty mojego życia, które starannie pokazuję innym, i te, które próbuję przed nimi ukrywać, a nawet takie obszary mojego serca, których sam jeszcze do końca nie rozumiem.

Taka świadomość może przerażać, szczególnie wtedy, kiedy Boga wyobrażamy sobie przede wszystkim jako kontrolera, który obserwuje człowieka po to, żeby wychwycić jego potknięcie. Jeżeli jednak naprawdę poznajemy Boga objawionego w Jezusie, ta sama prawda może stać się niezwykle wyzwalająca, ponieważ okazuje się, że istnieje Ktoś, przed kim nie muszę niczego udawać.

Nie muszę budować wizerunku. Nie muszę przedstawiać lepszej wersji siebie. Nie muszę przekonywać Boga, że moje motywacje były szlachetniejsze, niż były w rzeczywistości, ani tłumaczyć Mu tego, co doskonale zna. Mogę stanąć przed Nim z prawdą o sobie, ponieważ On znał ją wcześniej, zanim odważyłem się ją wypowiedzieć. I właśnie dlatego Boże poznanie może być źródłem wolności. Najbardziej męczące są przecież relacje, w których ciągle trzeba zasługiwać na akceptację albo pilnować obrazu siebie, który pokazujemy drugiemu człowiekowi, natomiast przed Bogiem ta gra nie ma żadnego sensu, ponieważ On widział mnie już „pod figowcem”, zna również to, czego nie pokazuję nikomu, a mimo tego zaprasza mnie, żebym przyszedł bliżej.

Jednocześnie dzisiejsza Ewangelia nie zatrzymuje się na zachwycie Natanaela, że Jezus zna jego osobistą historię. Natanael wyznaje: „Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela!”, ale Jezus odpowiada mu właściwie: jeżeli to zrobiło na tobie wrażenie, dopiero zaczynasz odkrywać, kim jestem, ponieważ „zobaczysz jeszcze więcej niż to”.

I wtedy pojawia się obraz, który otwiera Ewangelię na dzisiejsze pierwsze czytanie: „Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego”. Jezus świadomie używa tytułu „Syn Człowieczy”, który prowadzi nas do wizji z Księgi Daniela. Daniel widzi Przedwiecznego zasiadającego na tronie, otoczonego niezliczonymi zastępami sług, a następnie kogoś „jakby Syna Człowieczego”, przybywającego na obłokach nieba, któremu zostają przekazane „panowanie, chwała i władza królewska”. Nie chodzi tutaj o władzę chwilową, ograniczoną do jednego państwa czy jednego pokolenia, ponieważ służą Mu „wszystkie narody, ludy i języki”, a Jego panowanie „jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie”.

Jezus wielokrotnie będzie odnosił ten tytuł do siebie, a szczególnie mocno zabrzmi on później podczas procesu przed arcykapłanem, kiedy zapowie Syna Człowieczego siedzącego po prawicy Wszechmocnego i przychodzącego na obłokach nieba. Tutaj, na początku Ewangelii Jana, Natanael mówi: „Ty jesteś Królem Izraela”, natomiast Jezus rozszerza tę perspektywę, ponieważ jest kimś więcej niż oczekiwanym królem jednego narodu. Jest Synem Człowieczym, którego panowanie obejmuje wszystkie narody i którego królestwo nie przeminie.

Jeszcze jeden szczegół jest tutaj szczególnie ciekawy. Natanael słyszy o aniołach „wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego”, co wyraźnie przywołuje historię Jakuba, który zobaczył we śnie drabinę łączącą ziemię z niebem i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących po niej. Jezus przejmuje ten obraz, ale wprowadza zasadniczą zmianę: miejscem spotkania nieba z ziemią staje się On sam. To przez Niego człowiek otrzymuje dostęp do Ojca i w Nim otwiera się niebo.

Dlatego również w święto Archaniołów warto zauważyć, że aniołowie nie przesłaniają Boga, ale na Niego wskazują. Psalm mówi: „Wobec aniołów psalm zaśpiewam Panu”, a aklamacja nazywa ich „sługami pełniącymi Jego wolę”. Także w Ewangelii znajdują się w ruchu wokół Syna Człowieczego, ponieważ centrum nieba nie stanowią nawet najpotężniejsze duchowe stworzenia, lecz Bóg, któremu służą.

W ten sposób wracamy do pierwszego pytania Natanaela, ale możemy je teraz usłyszeć zupełnie inaczej: „Skąd mnie znasz?” Zna mnie Ten, któremu według Daniela powierzono panowanie, chwałę i władzę królewską. Zna mnie Ten, któremu służą zastępy aniołów. Zna mnie Ten, w którym niebo spotyka się z ziemią. Zna mnie Ten, którego królestwo nie przeminie. A jednocześnie w całym ogromie swojego stworzenia widzi pojedynczego człowieka siedzącego pod konkretnym drzewem figowym.

Być może właśnie zestawienie tych dwóch perspektyw jest dzisiaj najbardziej niezwykłe, ponieważ łatwiej wyobrazić sobie Boga, który zna losy narodów i historię świata, niż Boga, który pośród tej historii naprawdę dostrzega mnie. Tymczasem Ewangelia pokazuje, że Ten, który posiada władzę nad narodami, nie traci z oczu pojedynczego człowieka i zna szczegół jego historii, którego nie zauważyłby nikt inny.

Ta prawda może mnie przestraszyć, jeśli są we mnie miejsca, których nie chcę przed Bogiem odsłaniać, ale przecież właśnie na tym polega paradoks: nie mogę odsłonić przed Bogiem czegoś, czego On jeszcze nie widział. Mogę jedynie przestać przed Nim uciekać i pozwolić, aby Jego znajomość mojego życia przestała być dla mnie zagrożeniem, a stała się przestrzenią prawdy i wolności.

Natanael odkrył, że Jezus widział go wcześniej, zanim on sam zobaczył Jezusa. I może właśnie od tego zaczyna się nasze spotkanie z Bogiem: nie od chwili, w której my zaczynamy Go szukać, ale od odkrycia, że On znał nas i widział dużo wcześniej, zanim my zwróciliśmy ku Niemu swoje oczy.

Kiedy przychodzi próba

Kiedy przychodzi próba

Nie musimy prosić Boga o cierpienie, aby udowodnić Mu swoją wiarę, możemy natomiast prosić o ochronę przed złem i o siłę do zachowania wierności, kiedy pojawi się próba, której nie potrafimy uniknąć. Hiob pokazuje, że wiara może trwać również wtedy, gdy człowiek przestaje rozumieć własną historię, a Jezus przypomina, że prawdziwa wielkość nie polega na samowystarczalności, lecz na pokornej zależności od Boga.

Nie liczy się tylko, jak zacząłeś. Ważne, dokąd dojdziesz

Nie liczy się tylko, jak zacząłeś. Ważne, dokąd dojdziesz

Można źle zacząć i dobrze skończyć, można też wiele lat iść właściwą drogą, a później z niej zejść. Dzisiejsze Słowo odbiera nam zarówno rozpacz z powodu przeszłości, jak i fałszywe poczucie bezpieczeństwa wynikające z dawnych zasług, pokazując, że o wierności świadczą ostatecznie nie nasze deklaracje, ale kierunek, który naprawdę wybieramy.

Kategorie