BOŻY MĘŻCZYZNA W XXI WIEKU

utworzone przez | cze 17, 2026 | Artykuły, Trzeźwym okiem | 0 komentarzy

Męskie synostwo. Od wyrobnika do syna

17 czerwca w Sanktuarium św. Józefa w Krakowie-Podgórzu odbyło się kolejne spotkanie Mężczyzn Świętego Józefa. Temat wieczoru brzmiał: „Męskie synostwo. Od wyrobnika do syna”. Uczestnicy najpierw zgromadzili się na Eucharystii, podczas której homilię wygłosił ks. Mirosław Żak, a następnie wysłuchali konferencji Marcina Jakimowicza – dziennikarza, autora książek i wieloletniego lidera wspólnotowego.

Choć spotkanie dotykało wielu wątków, jego główne przesłanie można streścić jednym zdaniem: chrześcijanin nie jest najemnikiem, który próbuje zasłużyć na Bożą miłość, lecz synem, który może ją przyjąć jako darmowy dar.

Duch Święty prowadzi do Ojca

W homilii ks. Mirosław Żak zwrócił uwagę na niezwykle bogatą symbolikę pierwszego czytania opisującego wniebowzięcie proroka Eliasza. Ogień i wicher, które towarzyszą temu wydarzeniu, stają się w świetle Nowego Testamentu czytelnymi znakami działania Ducha Świętego.

Kaznodzieja przypomniał, że Duch Święty zawsze prowadzi człowieka ku Bogu. To On uzdalnia do wyznania wiary, do modlitwy i do odkrywania Boga jako Ojca. Święty Paweł naucza przecież, że bez Ducha Świętego nikt nie może powiedzieć: „Jezus jest Panem”, a właśnie w Duchu wołamy do Boga: „Abba, Ojcze”.

Szczególną uwagę zwrócił przykład Elizeusza, który prosi Eliasza o podwójną część jego ducha. Elizeusz ma świadomość własnej niewystarczalności. Wie, że bez Bożej pomocy nie będzie w stanie wypełnić swojej misji. Dlatego nie prosi o większą wiedzę, wpływy czy władzę, ale o Ducha Bożego.

Ks. Żak podkreślił, że jest to także postawa potrzebna współczesnemu chrześcijaninowi. Bez Ducha Świętego nie ma prawdziwej modlitwy, nie ma wzrostu duchowego, nie ma Kościoła ani autentycznego uczestnictwa w Eucharystii. To Duch Święty prowadzi do Jezusa, wskazuje na Niego i kieruje człowieka do Ojca.

W tym kontekście wybrzmiała również Ewangelia o jałmużnie, modlitwie i poście. Jezus przestrzega przed religijnością na pokaz. Dobre uczynki wykonywane dla ludzkiego uznania stają się pustym spektaklem. Natomiast uczynki podejmowane pod wpływem Ducha Świętego zawsze prowadzą do Ojca i rodzą się z pragnienia relacji z Nim.

Największy problem chrześcijanina

Konferencja Marcina Jakimowicza rozpoczęła się od prostego, ale bardzo wymownego przykładu.

Mówca opowiedział o swoim najmłodszym synu, który nigdy nie prosi ojca, aby ten zajął się nim między siedemnastą a dziewiętnastą. Dziecko wie, że opieka ojca jest czymś oczywistym. Nie musi na nią zasługiwać ani o nią zabiegać.

Tymczasem wielu chrześcijan właśnie tak przeżywa swoją relację z Bogiem. Modlitwa staje się próbą zwrócenia na siebie Bożej uwagi. Człowiek stara się zrobić coś więcej, odmówić jeszcze jedną nowennę, podjąć kolejne wyrzeczenie, aby Bóg wreszcie „raczył zauważyć” jego sytuację.

Jakimowicz nazwał taką postawę mentalnością najemnika.

Najemnik pracuje na akceptację. Syn żyje z pewności, że jest kochany.

„Abba” – słowo, którego wielu mężczyzn nie potrafi wypowiedzieć

Jednym z najmocniejszych momentów konferencji było świadectwo dotyczące modlitwy słowem „Abba”.

Podczas jednego ze spotkań wspólnotowych uczestnicy zostali zaproszeni do powtarzania tego właśnie określenia Boga. Po zakończonym uwielbieniu kilku mężczyzn podeszło do prowadzącego z prośbą, by nigdy więcej tego nie robić.

Im dłużej wypowiadali słowo „Abba”, tym większy odczuwali wewnętrzny opór.

To doświadczenie stało się punktem wyjścia do refleksji nad kryzysem ojcostwa. Jakimowicz przywołał sytuację z nowicjatu paulińskiego, gdzie spośród dwudziestu jeden kandydatów do zakonu jedynie dwóch miało – jak sami określili – w miarę normalną relację z ojcem.

Trudno przyjąć Boga jako Ojca, jeśli ziemskie doświadczenie ojcostwa było pełne nieobecności, przemocy, chłodu lub odrzucenia.

Dlatego odkrywanie synostwa nie jest jedynie teologiczną teorią. Dla wielu mężczyzn jest procesem uzdrowienia najgłębszych ran serca.

Wolność syna

Marcin Jakimowicz wielokrotnie podkreślał, że najbardziej charakterystyczną cechą syna jest wolność.

Jako przykład wskazał samego Jezusa. Chrystus nie działał według logiki religijnego legalizmu. Uzdrawiał w szabat, dotykał nieczystych, przekraczał schematy i nie bał się utraty zwolenników.

Po mowie eucharystycznej wielu uczniów odeszło. Jezus nie zatrzymywał ich siłą. Nie tłumaczył się i nie negocjował. Zwrócił się jedynie do Dwunastu z pytaniem:

„Czy i wy chcecie odejść?”

To pytanie objawia wolność Syna, który nie buduje relacji na przymusie.

Sandały syna marnotrawnego

Szczególnie poruszająca była interpretacja przypowieści o synu marnotrawnym zaczerpnięta od biskupa Artura Ważnego.

Ojciec, przyjmując wracającego syna, nakazuje założyć mu sandały.

Według tej interpretacji nie jest to wyłącznie znak godności. To także znak wolności.

Ojciec mówi synowi:

„Zawsze możesz odejść. Nie zatrzymuję cię siłą. Nie musisz zasługiwać na moją miłość.”

Jeszcze mocniejszy jest moment, w którym ojciec nie pozwala synowi wypowiedzieć przygotowanej wcześniej formułki: „Uczyń mnie choćby jednym z najemników”.

Ojciec przerywa tę deklarację. Nie zgadza się na degradację synostwa do roli sługi.

Jak podkreślał Jakimowicz, wielu chrześcijan wraca do Boga właśnie z takim scenariuszem w głowie. Chcą zostać choćby najemnikami. Tymczasem Ojciec nie chce sług. Chce synów.

Mojżesz – długa droga do synostwa

Znaczną część konferencji zajęła postać Mojżesza.

Mówca zwrócił uwagę, że jego formacja trwała sto dwadzieścia lat. Czterdzieści lat na dworze faraona, czterdzieści lat na pustyni i czterdzieści lat prowadzenia Izraela.

To historia człowieka, który wielokrotnie przekonywał się o własnej słabości i uczył się ufać bardziej Bogu niż sobie.

Szczególnie wymowna była scena uderzenia w skałę. Za pierwszym razem Bóg poleca Mojżeszowi uderzyć laską. Za drugim razem nakazuje jedynie przemówić do skały.

Mojżesz powtarza dawny sposób działania. Uderza.

Problem nie polega na samym geście. Problem polega na tym, że Bóg tym razem chciał działać inaczej.

Jak zauważył Jakimowicz, najemnik przywiązuje się do metod, które kiedyś działały. Syn pozostaje otwarty na nowe prowadzenie Ojca.

Modlitwa nie jest walutą

Jedna z najważniejszych myśli wieczoru dotyczyła modlitwy.

„Modlitwa nie jest walutą, którą płacimy za łaskę. Jest narzędziem, którym tę łaskę czerpiemy.”

To zdanie powracało w różnych obrazach i historiach.

Mówca przestrzegał przed przekonaniem, że ilość praktyk religijnych może zmusić Boga do działania. Nowenny, posty czy pielgrzymki są cennymi narzędziami, ale nie stanowią ceny za Bożą miłość.

Ojciec kocha swoje dzieci nie dlatego, że się starają, ale dlatego, że są Jego dziećmi.

Ojciec zamyka usta pocałunkiem

Finał konferencji powrócił do przypowieści o synu marnotrawnym.

Syn przygotował przemowę. Chciał przekonać ojca, by pozwolił mu zostać najemnikiem.

Nie zdążył.

Ojciec przerwał jego przemowę pocałunkiem.

To obraz Boga, który nie chce słuchać naszych prób negocjowania własnej wartości. Nie zgadza się na relację opartą na zasługach.

Chrześcijaństwo rozpoczyna się tam, gdzie człowiek przestaje walczyć o status sługi i pozwala sobie przyjąć godność syna.

Spotkanie zakończyło się wspólną modlitwą o łaskę odkrywania tej właśnie prawdy: że dzięki Jezusowi Chrystusowi każdy wierzący może zwracać się do Boga słowami „Abba, Ojcze” i żyć nie jako najemnik, lecz jako umiłowany syn.

 

Więcej o spotkaniu

Kategorie