https://mezczyzni.net/aktualne/asceza-w-duchu-swietym-pustynia-ktora-prowadzi-do-zycia/
Jestem mężem, jestem ojcem dwójki dzieci, jestem mężem od szesnastu lat, także kawałek życia małżeńskiego mam już za sobą. Chrześcijaninem takim świadomym jestem od lat czternastu zaledwie, czyli krócej.
Moje życie, zanim stałem się osobą wierzącą, choć od dziecka było jakoś związane z Kościołem, jak każdy chłopak w polskiej rodzinie – szczególnie w diecezji tarnowskiej, z której pochodzę – byłem ochrzczony, chodziłem na religię, przystąpiłem do Pierwszej Komunii Świętej, to te drogi z Kościołem rozeszły się w wieku nastoletnim. Właśnie przed bierzmowaniem. Nie przystąpiłem do bierzmowania.
Kilka lat dryfowałem poza Kościołem, poza sakramentami. To był okres, w którym popuściłem wszystkie granice. Wcześniej jakoś się trzymałem w ryzach, starałem się spowiadać raz na jakiś czas. W pewnym momencie życie duchowe przez coraz rzadszą spowiedź i coraz słabszą praktykę uczestniczenia we Mszy Świętej po prostu umarło.
Stwierdziłem jako piętnastoletni chłopak, że nie będę przystępował do bierzmowania, bo jestem człowiekiem niewierzącym. I wtedy puściłem wszystkie hamulce i żyłem skrajnie nieetycznie.
Były papierosy, alkohol, narkotyki, gry komputerowe, masturbacja, pornografia. Od tego wszystkiego byłem uzależniony jeszcze przed osiemnastym rokiem życia. Byłem człowiekiem zniewolonym, szukając szczęścia w przyjemnościach.
To wszystko doprowadziło mnie do kryzysu. Sam się wyprowadziłem na pustynię, gdzie nic mi nie sprawiało szczęścia, nic mi nie sprawiało radości. Byłem pusty wewnętrznie. Cierpiałem na depresję. Jedyną rzeczą, która była dla mnie wtedy ważna, była gra na gitarze. I ta gra została mi odebrana przez kontuzję rąk, która ciągnęła się miesiącami.
Miałem kryzys fizyczny, duchowy i psychiczny. Wchodziłem w inne duchowości, interesowałem się rzeczywistościami spoza chrześcijaństwa. Doświadczałem paraliżów sennych, dręczeń nocnych, bezsenności. Bezsens życia.
To była pustynia, na którą sam się wyprowadziłem.
I właśnie na tej pustyni dałem się poprowadzić do źródła – do Jezusa. Jezus dał mi wodę żywą.
W wieku dwudziestu trzech lat, w czasie tego kryzysu, w swojej bezsilności, dzięki modlitwie mojej mamy i mojej siostry, trafiłem na Mszę, którą prowadził egzorcysta. Podczas adoracji poczułem zapach kwiatów. A kapłan powiedział: „Jest tu ktoś, kto poczuł zapach kwiatów i Pan Bóg obdarza go szczególną łaską”.
Wtedy zrozumiałem, że Bóg jest.
Po tej Mszy po raz pierwszy od lat spałem spokojnie. I od czternastu lat nigdy nie miałem już problemów sennych.
Nie wszystko od razu się poukładało. Byłem w związku niesakramentalnym, spowiedź przyszła później. Konsekwencje wcześniejszego życia ciągnęły się latami. Ale Bóg mnie prowadził.
Zacząłem od tego świadectwa, bo w niedzielę będziemy słyszeli, że Duch wyprowadził Jezusa na pustynię. Pustynia może być miejscem, na które prowadzi zły duch, nasze pożądliwości i grzech. Ale pustynia może być też miejscem, na które prowadzi Duch Święty.
I tutaj zaczyna się temat ascezy.
Ojcowie pustyni wychodzili na pustynię, żeby usłyszeć głos Boga, żeby odciąć się od tego, co Go zagłusza.
Ewagriusz z Pontu pisał, że przez ascezę należy rozumieć wszystko, co człowiek może uczynić własnymi siłami, a co prowadzi do Boga i uwalnia od złych myśli: czytanie Pisma Świętego, śpiew psalmów, modlitwę, pracę, gościnność, jałmużnę, wstrzemięźliwość.
Asceza z jednej strony zależy od nas, ale z drugiej strony jest przygotowaniem naczynia na łaskę.
To nie jest tylko oczyszczanie. To jest tworzenie nowego serca. Nowych bukłaków na nowe wino.
Kościół daje nam trzy narzędzia: post, modlitwę i jałmużnę. Katechizm mówi jasno: wezwanie do nawrócenia nie ma na celu najpierw czynów zewnętrznych, ale nawrócenie serca.
Bez nawrócenia wewnętrznego czyny pozostają bezowocne.
Asceza jest związana z metanoją – zmianą myślenia.
Dla mnie bardzo konkretnym przykładem ascezy jest post milczenia. Odkryłem to niedawno, kiedy zdecydowałem się w trudnej sytuacji w domu nie powiedzieć nic. Ugryzłem się w język. I zobaczyłem, że relacja została ocalona.
Ascezą jest czasem zamilknąć, chociaż ma się rację.
Ascezą jest pozwolić żonie zdecydować.
Ascezą jest wejść w świat dziecka, nawet jeśli mnie to męczy.
Post bez modlitwy i jałmużny staje się dietą. Nie ma sensu.
Nie jesz – podziel się z kimś. Rezygnujesz z mediów – wykorzystaj ten czas na modlitwę albo relację.
Można mieć też post, który rodzi pychę. Ja taki miałem po nawróceniu. Porównywałem się do innych. Uważałem się za lepszego. To był błąd.
Jezus pokazuje faryzeusza i celnika. Faryzeusz robi wiele dobrych rzeczy, ale modli się do siebie. Celnik woła: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika”. I to on wraca usprawiedliwiony.
Modlitwa rodzi się z pokory. Człowiek jest żebrakiem wobec Boga.
Post i asceza mają zrobić miejsce, żeby Bóg mógł działać we mnie.
Nie chodzi o to, żebym ja siebie zbawił.
Chodzi o to, żebym pozwolił się zbawić.




