28 maja 2026 Święto Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana, Czytania: (Rdz 22, 9-18); (Ps 40 (39), 7-8a. 8b-9. 10-11b. 17); Aklamacja (Flp 2, 8-9); (Mt 26, 36-42);
Historia Abrahama i Izaaka pozostaje jedną z najbardziej wstrząsających kart Pisma Świętego. Trudno ją zrozumieć, jeśli patrzymy jedynie po ludzku. Ojciec prowadzący własnego syna na górę ofiary budzi bunt serca. A jednak Biblia nie zatrzymuje nas tylko na dramacie Abrahama. Ona prowadzi dalej — ku Getsemani i Golgocie.
Bo Moria zapowiada Krzyż.
Abraham słyszy dramatyczne wezwanie, aby oddać Bogu swojego jedynego syna, syna obietnicy. Izaak jest przecież przyszłością, nadzieją, spełnieniem wszystkiego, co Bóg wcześniej obiecał. Oddać Izaaka oznaczałoby po ludzku utracić wszystko. Abraham jednak ufa bardziej Bogu niż własnemu rozumieniu sytuacji. Idzie w ciemność wiary.
I właśnie tutaj zaczyna się głębszy sens tej historii. Abraham ostatecznie nie musi zabić syna. Bóg zatrzymuje jego rękę. Baran staje się ofiarą zastępczą. Syn obietnicy zostaje zachowany.
Ale kilka wieków później Ojciec sam poprowadzi własnego Syna na górę ofiary. Tym razem ręka nie zostanie zatrzymana. Jezus w Getsemani przeżywa trwogę, samotność i ciężar kielicha, który ma wypić. To już nie symboliczna próba. To rzeczywiste wejście w śmierć za grzech świata.
Można powiedzieć: Abraham został oszczędzony. Ojciec nie oszczędził samego siebie.
Dlatego Getsemani pokazuje prawdziwe oblicze miłości Boga. Chrystus nie idzie na krzyż jako ofiara ślepego losu. Idzie jako Syn posłuszny Ojcu aż do końca. „Nie jak Ja chcę, ale jak Ty”. To posłuszeństwo nie rodzi się z niewolniczego lęku, ale z miłości i całkowitego zaufania Ojcu.
I właśnie dlatego krzyż nie jest porażką. Jest ratowaniem synów obietnicy.
Również nas.
Bo każdy z nas miał utracić życie przez grzech. Tymczasem Ojciec oddaje Syna, abyśmy mogli zachować życie wieczne. Izaak schodzi z góry żywy, bo pojawia się ofiara zastępcza. My schodzimy ocaleni spod wyroku śmierci, bo Chrystus bierze nasz krzyż na siebie.
Dlatego chrześcijaństwo nie jest religią okrutnego Boga żądającego cierpienia. Jest historią Boga, który sam bierze na siebie cierpienie, aby człowieka ocalić.
Getsemani pokazuje też coś bardzo osobistego. Jezus prosi uczniów: „Czuwajcie ze Mną”. A oni zasypiają. Jak często również my uciekamy od czuwania, od trudnych momentów, od współtowarzyszenia Jezusowi w cierpieniu świata. Tymczasem wiara dojrzewa właśnie tam, gdzie człowiek uczy się mówić razem z Chrystusem:
„Nie moja, ale Twoja wola niech się stanie”.
Bo czasem największe działanie Boga rodzi się właśnie tam, gdzie po ludzku wydaje się, że wszystko umiera.




