Czy naprawdę żyjesz swoim życiem?
Jest takie zmęczenie, którego nie leczy sen.
Nie wynika z nadmiaru pracy, braku urlopu ani zbyt wielu obowiązków. To zmęczenie pojawia się wtedy, gdy człowiek przez długi czas żyje nie swoim życiem. Gdy spełnia oczekiwania innych, odgrywa role, stara się nikogo nie zawieść i wszystko utrzymać pod kontrolą, a jednocześnie coraz rzadziej zadaje sobie pytanie: kim właściwie jestem?
Wielu współczesnych mężczyzn funkcjonuje poprawnie. Są odpowiedzialni, pracowici, obecni w rodzinie, czasem aktywni we wspólnocie czy parafii. Z zewnątrz wszystko wygląda dobrze. A jednak gdzieś w środku pojawia się niepokój, że coś zostało zgubione po drodze.
Być może utraciliśmy kontakt z własnym sercem.
Między siłą a udawaniem
Przez lata uczono nas, że mężczyzna powinien być silny, samodzielny, opanowany i skuteczny. Nauczyliśmy się rozwiązywać problemy, realizować zadania i brać odpowiedzialność. To dobrze. Problem zaczyna się wtedy, gdy pod odpowiedzialnością ukrywa się lęk, pod opanowaniem – tłumione emocje, a pod dobrocią – nieustanna potrzeba akceptacji.
Coraz częściej mówi się o syndromie „miłego faceta”. To mężczyzna, który zrobi wszystko, by uniknąć konfliktu, nikogo nie urazić i zasłużyć na miłość. Jest pomocny, zaangażowany, uczynny. Ale płaci za to wysoką cenę. Traci kontakt ze swoimi pragnieniami, potrzebami i granicami. Żyje bardziej dla oczekiwań innych niż dla prawdy o sobie.
Maska chroni przed odrzuceniem. Ale jednocześnie oddziela od życia.
Nie można być naprawdę wolnym, jeśli całe życie podporządkowuje się lękowi przed utratą akceptacji.
Kryzys, którego nie da się zagłuszyć
Nieprzypadkowo coraz więcej mężczyzn doświadcza zagubienia, samotności i utraty sensu. W wielu środowiskach brakuje starszych mężczyzn, którzy potrafiliby przekazać młodszym nie tylko wiedzę, ale sposób przeżywania męskości. Brakuje inicjacji, braterstwa i przestrzeni szczerej rozmowy.
Mężczyzna pozostawiony sam sobie często buduje swoją tożsamość na sukcesie, osiągnięciach albo opinii innych ludzi. Kiedy jednak przychodzą kryzysy, okazuje się, że to za mało.
W pewnym momencie życia każdy musi odpowiedzieć sobie na pytanie:
Czy jestem tym, kim naprawdę jestem?
Czy tylko tym, kim nauczyłem się być?
Prawda nie niszczy. Prawda wyzwala.
Chrystus nie obiecał swoim uczniom łatwego życia. Powiedział jednak: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”.
Prawda o sobie nie zawsze jest wygodna. Czasem odsłania lęki, zranienia i niedojrzałość. Pokazuje miejsca, w których nadal jesteśmy bardziej chłopcami niż mężczyznami. Ale właśnie tam zaczyna się droga do wolności.
Prawdziwa męskość nie polega na byciu twardym. Polega na byciu spójnym.
To umiejętność połączenia siły z czułością, odpowiedzialności z pokorą, odwagi z gotowością przyjęcia własnej słabości.
Mężczyzna zintegrowany nie jest idealny. Jest prawdziwy.
Nie jesteś tylko zbawiony. Jesteś posłany.
Jednak odkrycie własnej tożsamości nie jest celem samym w sobie.
Chrześcijaństwo nie kończy się na osobistym rozwoju. Jezus nie powiedział uczniom: „Zrozumcie siebie i zostańcie tam, gdzie jesteście”. Powiedział: „Pójdź za Mną”, a później: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody”.
Mężczyzna odnajduje pełnię siebie wtedy, gdy zaczyna dawać życie innym.
Rodzinie. Przyjaciołom. Wspólnocie. Kościołowi.
Bez misji człowiek wraca do samego siebie i zaczyna krążyć wokół własnych problemów. Bez odpowiedzialności za innych łatwo utracić kierunek.
Nie jesteś tylko odbiorcą łaski. Jesteś posłany.
Nie idź sam
Jest jeszcze jedna prawda, o której współczesny świat często zapomina: mężczyzna nie dojrzewa w samotności.
Potrzebuje innych mężczyzn.
Nie po to, by rywalizować, ale by wzajemnie się wspierać, konfrontować, inspirować i modlić się za siebie. Potrzebuje wspólnoty, która zna jego imię, historię i zmagania.
Kościół nie jest miejscem świadczenia usług religijnych. Jest domem, który współtworzymy.
Kościół będzie taki, jakich będzie miał mężczyzn.
Czas się zatrzymać
Być może właśnie dlatego tak wielu mężczyzn odkrywa dziś potrzebę wyjazdu na rekolekcje, weekend formacyjny czy czas odosobnienia.
Nie po to, by uciec od życia. Ale po to, by do niego wrócić.
Czasem trzeba wyjść z codzienności, wejść na górski szlak, usiąść przy ognisku i spojrzeć prawdzie w oczy. Trzeba spotkać innych mężczyzn, którzy również nie chcą już tylko funkcjonować, ale pragną żyć bardziej świadomie, odważnie i odpowiedzialnie.
Niektórych zaproszeń nie warto odkładać na później. Bo największym ryzykiem nie jest konfrontacja z prawdą o sobie. Największym ryzykiem jest przeżyć całe życie, nigdy jej naprawdę nie szukając.





