13 sierpnia 2026. Czwartek XIX tygodnia zwykłego. Czytania: (Ez 12,1-12); (Ps 78,56-59.61-62); Aklamacja (Ps 119,135); (Mt 18,21-19,1);
Bóg czasami mówi bardzo wyraźnie. Problem w tym, że człowiek może mieć oczy i nie widzieć, mieć uszy i nie słyszeć. Ezechiel otrzymuje dziś niezwykłe zadanie. Ma nie tylko powiedzieć proroctwo. Ma się nim stać.
„Ustanawiam cię znakiem dla pokoleń izraelskich.”
Prorok pakuje dobytek, robi wyłom w murze, bierze tobołek na ramiona i wychodzi z miasta jak zesłaniec. Wszystko publicznie: „na ich oczach”. To sformułowanie powraca w tekście raz za razem. Bóg daje znak. Ludzie patrzą. Tylko czy zobaczą?
Bóg przemawia także wydarzeniami
Łatwiej byłoby, gdyby każde Boże wezwanie przychodziło z podpisem: „To mówi Pan”. Tymczasem Bóg przemawia przez Słowo, ale może posługiwać się także ludźmi i wydarzeniami, które stają się dla nas wezwaniem do zatrzymania się, rozeznania i nawrócenia. Problem Izraela polegał nie na braku znaków.
„Ma oczy na to, by widzieć, a nie widzi, i ma uszy na to, by słyszeć, a nie słyszy.”
Można patrzeć na Ezechiela przechodzącego przez mur i zobaczyć tylko dziwaka z tobołkiem. Można słuchać proroka i usłyszeć jedynie niewygodne słowa. Można spotkać Jezusa i zobaczyć tylko syna cieśli. Znak nie zmusza do wiary. Trzeba jeszcze serca gotowego go przyjąć.
Jakie znaki Boga przegapiam?
To pytanie jest warte postawienia sobie bardzo osobiście. Może Bóg od dłuższego czasu próbuje zwrócić moją uwagę przez Słowo, które uporczywie do mnie wraca. Może przez człowieka, którego uwagi ciągle mnie drażnią. Może przez drzwi, które kolejny raz się zamykają. Może przez dobro, które niespodziewanie otrzymuję. Może przez wydarzenie, które burzy moje plany.
Nie chodzi o to, żeby wszędzie doszukiwać się zaszyfrowanych komunikatów od Boga. Chrześcijańskie rozeznawanie nie jest wróżbiarstwem. Chodzi o coś prostszego: Czy żyję wystarczająco uważnie, aby Bóg mógł mnie czymś zatrzymać?
Psalm podpowiada jeszcze jeden warunek:
„Wielkich dzieł Boga nie zapominajmy.”
Pamięć pomaga rozpoznawać Boga. Jeśli pamiętam, jak prowadził mnie wcześniej, łatwiej zauważę Jego działanie dzisiaj.
Jest jednak znak, którego szczególnie łatwo nie zauważyć
Dzisiejsza Ewangelia przenosi nas w zupełnie inną przestrzeń. Piotr pyta:
„Panie, ile razy mam przebaczyć?”
I nawet proponuje hojną odpowiedź: siedem razy? Jezus odpowiada: siedemdziesiąt siedem. Czyli przestań liczyć. A potem opowiada historię, która jest celowo przesadzona.
Sługa jest winien królowi dziesięć tysięcy talentów. To astronomiczny dług. Kwota praktycznie niemożliwa do spłacenia. Sługa mówi:
„Miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam.”
Nie odda. Nie ma takiej możliwości. I wtedy dzieje się coś nieprawdopodobnego. Król nie rozkłada długu na raty. Nie daje dodatkowych pięciu lat. Daruje wszystko.
I sługa wychodzi…
To chyba najbardziej dramatyczny moment tej przypowieści. Człowiek przed chwilą otrzymał życie. Wyszedł wolny. Darowano mu niewyobrażalny dług. I niemal natychmiast spotyka człowieka, który jest mu winien znacznie mniej. Chwyta go za gardło:
„Oddaj, coś winien!”
Jak można tak szybko zapomnieć? A jednak właśnie tutaj możemy odnaleźć siebie.
Doświadczyć przebaczenia to jeszcze nie to samo, co nim żyć
Można wiedzieć, że Bóg mi przebaczył. Można chodzić do spowiedzi. Można modlić się o miłosierdzie. Można mówić o Bożej łasce. A jednocześnie prowadzić bardzo dokładną księgowość cudzych win.
Ten powiedział mi to. Tamten mnie zawiódł. Ten mnie upokorzył. Tamten nie przeprosił. A temu już nigdy nie zaufam.
Niektóre z tych krzywd są realne i bardzo poważne. Przebaczenie nie oznacza przecież stwierdzenia, że nic się nie wydarzyło. Nie oznacza też automatycznego odbudowania zaufania ani rezygnacji z koniecznych granic. Jezus dotyka czegoś głębszego. Czy miłosierdzie, które otrzymałem, przechodzi przeze mnie dalej?
„Jako i my odpuszczamy”
Tutaj przypowieść bardzo mocno przypomina modlitwę, której nauczył nas Jezus:
„Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.”
To jedno z najbardziej ryzykownych zdań, jakie regularnie wypowiadamy. Prosimy Boga, aby przebaczenie, którego oczekujemy od Niego, znalazło odbicie w naszym stosunku do innych. Nie dlatego, że własnym przebaczaniem kupujemy Boże miłosierdzie. Kolejność przypowieści jest przecież odwrotna.
Najpierw król daruje dług. Dopiero potem oczekuje, że człowiek, który otrzymał miłosierdzie, sam zacznie nim żyć. To nie nasze przebaczenie uruchamia łaskę Boga. Boża łaska ma uruchomić nasze przebaczenie.
Problemem sługi była chyba utrata pamięci
I tutaj pierwsze czytanie, psalm i Ewangelia zaczynają mówić jednym głosem. Psalm woła:
„Wielkich dzieł Boga nie zapominajmy.”
Niegodziwy sługa właśnie to zrobił. Zapomniał. Zapomniał, skąd wyszedł. Zapomniał, jaki miał dług. Zapomniał, jak błagał o cierpliwość. Zapomniał, jak wielkiego miłosierdzia doświadczył. Gdyby pamiętał, być może inaczej spojrzałby na swojego dłużnika. Wdzięczność i przebaczenie są więc ze sobą bardzo blisko. Człowiek świadomy tego, ile sam otrzymał, trochę ostrożniej wystawia rachunki innym.
Jak nauczyć się rozpoznawać znaki?
Może właśnie od pamięci. Wracać do Słowa. Patrzeć na własną historię. Przypominać sobie, skąd Bóg mnie wyprowadził. Zauważać ludzi, przez których do mnie mówił. Pamiętać przebaczone grzechy. Pamiętać sytuacje, w których powinienem ponieść konsekwencje, a otrzymałem kolejną szansę. Pamiętać własne dziesięć tysięcy talentów. Bo człowiek, który pamięta własny dług, zaczyna inaczej patrzeć na sto denarów brata.
Może przebaczenie samo jest znakiem?
W świecie, który coraz częściej uczy nas natychmiast skreślać ludzi, przebaczenie staje się czymś bardzo czytelnym. Mężczyzna, który potrafi powiedzieć: „Zraniłeś mnie. To, co zrobiłeś, było złe. Ale nie chcę żyć nienawiścią do ciebie” – staje się znakiem.
Nie znakiem własnej doskonałości. Znakiem miłosierdzia, którego sam wcześniej doświadczył. Ezechiel miał wziąć tobołek na ramiona, zrobić dziurę w murze i stać się znakiem dla Izraela. My być może jesteśmy posłani z innym znakiem. W świecie pamiętającym krzywdy mamy pamiętać łaskę. W świecie wystawiającym rachunki mamy przypominać o darowanym długu. W świecie chwytającym drugiego za gardło mamy pokazywać, że można otworzyć rękę. Bo największym znakiem, jaki otrzymaliśmy, pozostaje Chrystus.
I kiedy patrzę na Krzyż, trudno pytać tylko: „Ile razy jeszcze mam mu przebaczać?” Lepiej najpierw zapytać: „Ile właściwie przebaczono mnie?”




