Jednym z najtrudniejszych tematów współczesnego katolicyzmu pozostaje pytanie o zmienność i niezmienność nauczania Kościoła. Dla wielu wierzących każda poważniejsza korekta języka, interpretacji czy podejścia duszpasterskiego wydaje się zagrożeniem dla samej wiary. Tymczasem historia chrześcijaństwa pokazuje coś odwrotnego: właśnie dlatego, że Kościół chce pozostać wierny Objawieniu, musi nieustannie oczyszczać swoje rozumienie prawdy z ludzkich ograniczeń, historycznych uprzedzeń i błędnych interpretacji.
Dobrym przykładem są relacje chrześcijańsko-żydowskie. Nie dlatego, że są jedynym przypadkiem rozwoju nauczania, ale dlatego, że wyjątkowo wyraźnie pokazują mechanizm dojrzewania Kościoła w rozumieniu własnej tradycji.
Wielu ludzi zakłada, że jeśli Kościół przez wieki czegoś nauczał, to oznacza, iż dane rozumienie musi być absolutnie ostateczne i nieomylne. Tymczasem trzeba odróżnić prawdę objawioną od historycznych interpretacji tej prawdy. Nie wszystko, co przez wieki dominowało w teologii, było wolne od wpływu ludzkich emocji, konfliktów, ograniczonej wiedzy czy błędnych założeń.
To właśnie mocno podkreślał Benedykt XVI w tekście „Gnade und Berufung ohne Reue” („Łaska i powołanie bez odżałowania”), opublikowanym w 2017 roku w magazynie Communio. Papież senior przypomina tam, że Sobór Watykański II nie stworzył nowej doktryny dotyczącej judaizmu, ale odrzucił historyczne błędy i próbował pełniej wyrazić autentyczną treść chrześcijańskiej tradycji.
Benedykt XVI pisał wprost:
„Odrzucono błędy historyczne, a sformułowano prawdziwie autentyczną treść tradycji chrześcijańskiej”.
To zdanie jest kluczowe. Pokazuje ono, że rozwój nauczania Kościoła nie polega na wymyślaniu nowej prawdy, ale na coraz głębszym oddzielaniu Objawienia od tego, co było jedynie historyczną interpretacją obciążoną ludzką słabością.
Właśnie dlatego Sobór Watykański II odrzucił tzw. „teologię zastępstwa”, która przez wieki dominowała w wielu środowiskach chrześcijańskich. Zakładała ona, że po odrzuceniu Chrystusa Izrael utracił swoje wybranie, a jego miejsce całkowicie zajął Kościół.
Benedykt XVI przypominał, że po Soborze coraz wyraźniej zaczęto wracać do biblijnego rozumienia przymierza Boga z Izraelem, szczególnie w świetle Listu do Rzymian 9–11. Wskazywał również na ogromne znaczenie słów Jan Paweł II wypowiedzianych w Moguncji w 1980 roku, gdy papież powiedział, że przymierze Boga z Izraelem „nigdy nie zostało odwołane”.
Później myśl ta została wpisana do Katechizmu Kościoła Katolickiego:
„Stare Przymierze nigdy nie zostało odwołane” (KKK 121).
To niezwykle ważny moment w historii współczesnej teologii katolickiej. Nie dlatego, że Kościół nagle porzucił Ewangelię, ale dlatego, że próbował lepiej zrozumieć własne źródła i oczyścić interpretacje z narosłych przez wieki deformacji.
Właśnie w tym kontekście należy rozumieć także zmiany wielkopiątkowej modlitwy za Żydów. Dawniejsze formuły liturgiczne zawierały określenia o „żydowskiej perfidii” czy modlitwy o zdjęcie „zasłony z serc”. Dziś Kościół modli się inaczej – akcentując wierność Boga wobec przymierza zawartego z Abrahamem i duchową więź Kościoła z Izraelem.
Dla części środowisk tradycjonalistycznych stało się to dowodem „odejścia od Tradycji”. Tymczasem według Benedykta XVI i nauczania posoborowego chodziło właśnie o powrót do głębszego, bardziej biblijnego rozumienia Tradycji.
Problem polega jednak na tym, że wielu wierzących utożsamia niezmienność wiary z niezmiennością wszystkich historycznych form jej wyrażania. Jeśli coś trwało przez kilkaset lat, automatycznie uznaje się to za niemal absolutne.
Tymczasem Kościół zawsze rozwijał swoje rozumienie Objawienia. Dotyczyło to nie tylko relacji z judaizmem, ale także podejścia do wolności religijnej, niewolnictwa, relacji między Biblią a nauką czy sposobu rozumienia innych religii.
Nie oznacza to relatywizmu. Kościół nie zmienia prawdy objawionej. Zmienia się natomiast sposób jej rozumienia, interpretowania i wyrażania w historii.
Właśnie dlatego tak ważne jest rozróżnienie pomiędzy samym Objawieniem a jego historycznymi interpretacjami. Jeśli tego rozróżnienia zabraknie, wtedy każda korekta wcześniejszego języka czy teologii będzie odbierana jako zdrada wiary.
W Polsce problem ten jest szczególnie widoczny w odniesieniu do judaizmu. Wielu teologów i środowisk nadal myśli kategoriami przedsoborowej teologii zastępstwa. Stąd tak gwałtowne reakcje na listy Episkopatu czy wypowiedzi hierarchów przypominających nauczanie Soboru Watykańskiego II oraz kolejnych papieży.
W tym kontekście znamienne były słowa Grzegorz Ryś, który zwracał uwagę, że część krytyków współczesnego nauczania Kościoła o judaizmie w praktyce nie zgadza się z linią wyznaczoną przez Sobór oraz rozwijaną później szczególnie przez Jana Pawła II.
Widać to nawet w polskich tłumaczeniach tekstów liturgicznych. W modlitwie za Żydów pojawiło się sformułowanie „naród, który niegdyś był wybrany”, choć w oryginale sens jest inny i nie sugeruje odwołania wybrania Izraela. To pokazuje, jak mocno interpretacje teologiczne wpływają czasem nawet na oficjalne przekłady.
W tle tych sporów znajduje się jednak jeszcze głębszy problem: trudność z przyjęciem w pełni tajemnicy Wcielenia.
Chrześcijaństwo nie opiera się na wierze w Kościół oderwany od historii i ludzkiej słabości. Opiera się na wierze, że Bóg działa właśnie poprzez historię, ludzi i proces dojrzewania. Kościół jest święty, ale pozostaje równocześnie wspólnotą ludzi żyjących w konkretnych epokach, kulturach i ograniczeniach poznawczych.
Dlatego papieże mogą się mylić w wielu historycznych ocenach, interpretacjach czy sposobach rozumienia pewnych zagadnień. Nie przestają przez to być następcami Piotra. Podobnie jak apostołowie nie przestali nimi być mimo własnych ograniczeń i błędów.
Problem zaczyna się wtedy, gdy człowiek buduje swoją wiarę nie na Chrystusie, lecz na wyobrażeniu Kościoła absolutnie doskonałego, nieomylnego w każdym historycznym szczególe i całkowicie niezmiennego. Wtedy każda korekta wcześniejszego nauczania prowadzi do kryzysu.
Paradoksalnie więc to nie rozwój nauczania Kościoła najczęściej niszczy wiarę, lecz fałszywe wyobrażenie, że w Kościele wszystko – poza samym Objawieniem – musi być zawsze identyczne.
Andrzej Lewek
(inspiracja Dariusz Piórkowski SJ)




