23 maja 2026 Sobota siódmego tygodnia okresu Wielkanocnego, Czytania: (Dz 28,16-20.30-31); (Ps 11,4-5.7); Aklamacja (J 16,7.13); (J 21,20-25);
Paweł w kajdanach pozostaje człowiekiem wolnym. Nie daje sobie odebrać prawdy o sobie ani misji, którą otrzymał od Boga. Dlatego potrafi jasno powiedzieć: „Nie uczyniłem nic przeciwko narodowi lub zwyczajom ojczystym”. Chrześcijaństwo nie jest zgodą na fałsz ani biernym przyjmowaniem niesprawiedliwości. Nadstawienie drugiego policzka nie oznacza rezygnacji z prawdy. Paweł korzysta z prawa rzymskiego, odwołuje się do Cezara, broni swojego dobrego imienia – ale nie po to, by wygrać dla siebie, lecz by Ewangelia mogła dotrzeć dalej. Nawet więzienie staje się dla niego amboną.
Uderza jego gorliwość. Człowiek skutych rąk zaprasza innych do rozmowy o nadziei Izraela. Nie zamyka się w rozgoryczeniu, nie koncentruje na własnej krzywdzie. Dla Pawła najważniejsze pozostaje głoszenie Jezusa. „Przyjmował wszystkich, którzy do niego przychodzili” – nawet w ograniczeniu pozostaje ojcem duchowym, ewangelizatorem, świadkiem. To mocne pytanie także dla nas: czy nasze trudności zatrzymują Ewangelię? Czy może właśnie w słabości otwierają przestrzeń dla świadectwa?
Psalm przypomina dziś, że „Pan jest sprawiedliwy i sprawiedliwość kocha”. Stawką życia w prawdzie nie jest jedynie dobre samopoczucie czy moralna poprawność. Ludzie prawi „ujrzą Jego oblicze”. Chodzi więc o zdolność spotkania Boga. Człowiek żyjący w kłamstwie zaczyna uciekać przed światłem. Człowiek sprawiedliwy coraz bardziej pragnie światła, nawet jeśli kosztuje ono nawrócenie i oczyszczenie.
Piękne i bardzo ludzkie jest zakończenie Ewangelii Jana. Piotr, świeżo umocniony przez Jezusa, natychmiast zaczyna interesować się losem innych: „Panie, a co z tym będzie?”. Jezus odpowiada krótko i stanowczo: „Co tobie do tego? Ty pójdź za Mną”. To kolejne delikatne skarcenie Piotra. Jak łatwo zajmować się cudzym powołaniem, cudzą drogą, cudzym życiem. Jak łatwo porównywać, oceniać, analizować innych zamiast samemu iść za Jezusem.
Może właśnie dlatego tyle tracimy duchowej energii. Roztrząsamy innych ludzi, Kościół, wspólnoty, księży, politykę, internetowe spory – a Jezus ciągle mówi: „Ty pójdź za Mną”. Najpierw wierność własnemu powołaniu. Najpierw własne nawrócenie. Najpierw własna miłość.
Bo ostatecznie nie będziemy sądzeni z cudzej drogi. Będziemy pytani, czy sami poszliśmy za Nim.




