24 września 2026. Czwartek XXV tygodnia okresu zwykłego. Czytania: (Koh 1, 2-11); (Ps 90 (89), 3-4. 5-6. 12-13. 14 i 17); (J 14, 6); (Łk 9, 7-9);
„Marność nad marnościami (…) wszystko jest marnością”. Kohelet rozpoczyna swoją księgę od zdania, które może zabrzmieć jak manifest człowieka rozczarowanego życiem. Pracujemy, budujemy, zdobywamy, poznajemy, gromadzimy doświadczenia, a później przychodzi następne pokolenie, słońce nadal wschodzi i zachodzi, rzeki płyną do morza, wiatr zatacza swoje kręgi i właściwie świat toczy się dalej tak, jakby nas nigdy nie było. Kohelet nie jest jednak zwykłym pesymistą. Jest człowiekiem, który nie zgadza się na łatwe odpowiedzi i próbuje uczciwie sprawdzić, co naprawdę może nadać trwałość ludzkiemu życiu.
Hebrajskie hebel, które tłumaczymy jako „marność”, przywołuje obraz pary, tchnienia, czegoś ulotnego i trudnego do uchwycenia. Kohelet patrzy więc na rzeczywistość i odkrywa, że wszystko, czego człowiek próbuje się kurczowo uchwycić, ostatecznie wymyka mu się z rąk.
Młodość przemija. Siła przemija. Pozycja przemija. Majątek przechodzi w inne ręce. Sukces, o którym dzisiaj wszyscy mówią, za kilka lat może zostać zapomniany. Nawet pamięć o człowieku okazuje się krucha: „Nie ma pamięci o tych, co żyli dawniej”.
To bardzo niewygodne Słowo dla świata, który nieustannie przekonuje nas, że jeszcze jedno osiągnięcie, doświadczenie, zakup, podróż, awans czy sukces wreszcie przyniesie nasycenie. Kohelet odpowiada niemal dwa i pół tysiąca lat wcześniej: „Nie nasyci się oko patrzeniem ani ucho napełni słuchaniem”.
Można zobaczyć bardzo wiele i nadal być głodnym. Można usłyszeć tysiące informacji i nadal nie wiedzieć, po co się żyje. Można przeżyć życie bardzo intensywnie, a jednak nie przeżyć go mądrze. I właśnie dlatego tak ważną odpowiedź Koheletowi daje dzisiejszy psalm:
„Naucz nas liczyć dni nasze, byśmy zdobyli mądrość serca”.
Nie: Panie, spraw, żebym miał nieskończenie wiele dni. Nie: zatrzymaj moje przemijanie. Ale: naucz mnie liczyć dni. To bardzo dojrzała modlitwa. Człowiek nie prosi Boga o ucieczkę od swojej śmiertelności, ale o to, żeby świadomość przemijania nauczyła go żyć. Liczyć dni nie oznacza przecież obsesyjnie zastanawiać się nad śmiercią. Oznacza wiedzieć, że dzisiejszy dzień nie jest wersją roboczą życia. Nie zostanie mi kiedyś zwrócony, żebym mógł przeżyć go jeszcze raz lepiej. Jeżeli mam komuś powiedzieć, że go kocham, przebaczyć, pojednać się, zrobić dobro, podjąć powołanie, odpowiedzieć Bogu – mam do dyspozycji przede wszystkim dzisiaj.
Mądrość serca rodzi się wtedy, kiedy przestaję traktować czas jak zasób nieskończony. Psalmista idzie jednak krok dalej. Sama świadomość przemijania nie wystarczy, bo mogłaby doprowadzić jedynie do lęku albo gorączkowego korzystania z życia. Dlatego zaraz potem modli się:
„Nasyć nas o świcie swoją łaską, abyśmy przez wszystkie dni nasze mogli się radować i cieszyć”.
To chyba jedno z najpiękniejszych zdań, jakie można wypowiedzieć rozpoczynając dzień. Nasyć mnie najpierw Tobą. Zanim zacznę szukać nasycenia w pracy, sukcesie, uznaniu, pieniądzach, relacjach, informacjach i przyjemnościach – nasyć mnie swoją łaską. Bo człowiek nienasycony Bogiem próbuje później zmusić rzeczy stworzone, żeby dały mu to, czego dać nie potrafią. Od pracy oczekuje poczucia własnej wartości, od pieniędzy bezpieczeństwa, od drugiego człowieka całkowitego spełnienia, od sukcesu potwierdzenia, że jego życie ma sens. I wcześniej czy później odkrywa razem z Koheletem, że wszystko to jest hebel – nie dlatego, że jest złe, ale dlatego, że jest zbyt małe, żeby udźwignąć cały ciężar ludzkiego pragnienia.
Dlatego psalmista najpierw prosi: „Nasyć nas swoją łaską”, a dopiero później: „wspieraj pracę rąk naszych”. To właściwa kolejność. Najpierw Bóg. Potem praca. Wtedy nie muszę już zmuszać pracy, żeby dała mi tożsamość i sens. Mogę po prostu dobrze ją wykonać, prosząc Boga, żeby uczynił ją owocną. I właśnie w takim świecie pojawia się Jezus.
Herod słyszy o niezwykłych wydarzeniach i próbuje je zrozumieć za pomocą znanych kategorii. Może to Jan powstał z martwych? Może Eliasz? Może któryś z dawnych proroków? To bardzo ludzkie. Kiedy spotykamy coś nowego, próbujemy dopasować to do tego, co już znamy. Herod robi jednak coś więcej. Mówi: „Jana kazałem ściąć. Któż więc jest ten, o którym takie rzeczy słyszę?”. To zdanie odsłania również jego niepokój. Przeszłości nie da się tak łatwo uciszyć. Herod kazał ściąć Jana, ale nie potrafił usunąć pytań, które Jan w nim pozostawił. Teraz słyszy o Jezusie i stare sumienie zaczyna się odzywać.
„Starał się Go zobaczyć”. Brzmi obiecująco. Ale można chcieć zobaczyć Jezusa z bardzo różnych powodów. Można szukać Go jak uczeń. Można też szukać Go jak Herod – z ciekawości, niepokoju, fascynacji niezwykłością, bez gotowości, żeby pozwolić Mu zmienić własne życie. I tutaj aklamacja daje odpowiedź na pytanie, którego Herod jeszcze nie potrafi właściwie postawić:
„Ja jestem drogą i prawdą, i życiem”.
Kohelet szuka tego, co nie przemija. Psalmista prosi o mądrość pozwalającą dobrze przeżyć przemijające dni. Herod pyta: „Któż więc jest ten?”. A Ewangelia odpowiada: Jezus.
Chrześcijaństwo nie obiecuje nam, że zatrzyma czas. Nadal będziemy się starzeć. Nasze dzieła zostaną kiedyś przejęte przez innych, wiele rzeczy, które dzisiaj wydają się niezwykle ważne, zostanie zapomnianych, a nasze ziemskie życie będzie miało swój kres. Jezus nie przyszedł po to, żeby uczynić przemijające rzeczy nieprzemijającymi. Przyszedł, żeby przeprowadzić człowieka przez przemijanie do życia, które nie przemija. Dlatego pytanie Koheleta pozostaje niezwykle aktualne: co naprawdę pozostanie z całego mojego trudu?
Może odpowiedź nie polega na tym, żeby zrobić jeszcze więcej, zostawić po sobie jeszcze większy ślad i za wszelką cenę zostać zapamiętanym. Może chodzi raczej o to, żeby każdy otrzymany dzień coraz bardziej zanurzać w Tym, który nie przemija.
„Nasyć nas o świcie swoją łaską”.
Gdybym naprawdę zaczynał każdy dzień od tej prośby, być może inaczej oceniałbym to, co ważne. Inaczej przeżywałbym sukces i porażkę. Inaczej traktowałbym ludzi. Inaczej patrzyłbym na pracę. I być może przestałbym tak bardzo bać się tego, że czas płynie. Bo celem nie jest zatrzymanie dni. Celem jest nauczyć się je dobrze przeżywać. Dlatego warto dzisiaj modlić się słowami psalmu:
„Naucz nas liczyć dni nasze, byśmy zdobyli mądrość serca”.
I zaraz potem:
„Nasyć nas o świcie swoją łaską”.
Bo człowiek, którego Bóg nauczył liczyć dni, wie, że ma ich ograniczoną liczbę. A człowiek nasycony Jego łaską wie, dla Kogo warto je przeżyć.




