BOŻY MĘŻCZYZNA W XXI WIEKU

utworzone przez | wrz 23, 2026 | Artykuły, KOMENTARZE | 0 komentarzy

Nie bierz nic na drogę

23 września 2026. Środa XXV tygodnia okresu zwykłego. Czytania: (Prz 30, 5-9); (Ps 119 (118), 29 i 72. 89 i 101. 104 i 163); (Mk 1, 15); (Łk 9, 1-6);

„Nie dawaj mi bogactwa ni nędzy, żyw mnie chlebem niezbędnym”.

To jedna z najbardziej trzeźwych modlitw o dobra materialne, jakie znajdujemy w Biblii. Autor Księgi Przysłów nie prosi Boga o bogactwo, ale – co może być bardziej zaskakujące – nie prosi również o ubóstwo. Prosi o tyle, ile potrzebuje, ponieważ wie, że zarówno nadmiar, jak i dotkliwy brak mogą stać się dla człowieka duchową próbą. Bogactwo może stworzyć złudzenie samowystarczalności: „A któż to jest Pan?”. Kiedy wszystko potrafię sobie zapewnić, łatwo zapomnieć, że jestem stworzeniem, które otrzymuje życie. Z kolei nędza może doprowadzić człowieka do desperacji, w której zacznie przekraczać granice, których wcześniej nie chciał przekroczyć.

Dlatego autor nie modli się o skrajność. Modli się o wolność. Nie chcę mieć tak dużo, żebym przestał Cię potrzebować, ani znaleźć się w takim braku, który popchnie mnie ku złu. „Żyw mnie chlebem niezbędnym”.

Trudno nie usłyszeć tutaj zapowiedzi modlitwy, której Jezus nauczy swoich uczniów: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Nie zapasu gwarantującego bezpieczeństwo na następne trzydzieści lat. Chleba na dzisiaj. To oczywiście nie oznacza, że chrześcijanin nie powinien oszczędzać, planować przyszłości, troszczyć się o rodzinę czy odpowiedzialnie zarządzać majątkiem. Biblia wielokrotnie pochwala roztropność i pracowitość. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zabezpieczenie przestaje być narzędziem odpowiedzialności, a zaczyna być źródłem mojego poczucia bezpieczeństwa. Wtedy bardzo łatwo przesunąć zaufanie z Boga na to, co zgromadziłem.

Psalmista odpowiada na to zdaniem, które całkowicie odwraca naszą hierarchię wartości: „Prawo ust Twoich jest dla mnie lepsze niż tysiące sztuk złota i srebra”.

Czy rzeczywiście? To dobre pytanie, ponieważ deklaracja brzmi pięknie, dopóki nie trzeba wybierać. Dopiero decyzje pokazują, co naprawdę uważam za cenniejsze. Jeśli zachowanie wierności Słowu oznacza stratę finansową, rezygnację z okazji, utratę pozycji albo konieczność powiedzenia prawdy, która mi się nie opłaca, wtedy okazuje się, ile naprawdę warte jest dla mnie Słowo Boga. Pierwsze czytanie zaczyna się właśnie od niego:

„Każde słowo Boże wypróbowane, tarczą jest dla tych, co się chronią do niego. Do słów Jego nic nie dodawaj”.

To niezwykle ważne ostrzeżenie dla każdego, kto głosi Ewangelię. Możemy bowiem Słowo odrzucić, ale możemy zrobić coś znacznie subtelniejszego: zacząć je poprawiać. Dodać coś, czego Bóg nie powiedział. Usunąć coś, co wydaje się niewygodne. Zaostrzyć Ewangelię tam, gdzie Jezus pozostawił przestrzeń miłosierdzia, albo złagodzić ją tam, gdzie stawia wymaganie. Dopasować ją do własnych poglądów, środowiska, wrażliwości czy aktualnej mody, a następnie przedstawić własne przekonania jako wolę Boga.

Dlatego człowiek Słowa potrzebuje ogromnej pokory. Nie jestem właścicielem Słowa. Jestem jego słuchaczem, a jeśli zostałem posłany – również jego sługą. To doskonale przygotowuje nas do dzisiejszej Ewangelii.

Jezus zwołuje Dwunastu, daje im „moc i władzę” i wysyła ich, aby głosili królestwo Boże oraz uzdrawiali chorych. W tym momencie moglibyśmy spodziewać się wyposażenia ich w odpowiednie środki do wykonania zadania. Tymczasem Jezus robi coś dokładnie przeciwnego:

„Nie bierzcie nic na drogę”.

Ani laski. Ani torby. Ani chleba. Ani pieniędzy. Ani dodatkowej sukni. To musi brzmieć absurdalnie dla człowieka przyzwyczajonego do planowania projektów. Gdy mamy wykonać poważne zadanie, pytamy o budżet, ludzi, narzędzia, harmonogram, zaplecze i zabezpieczenie. I słusznie – roztropność jest potrzebna. Jezus chce jednak nauczyć pierwszych apostołów czegoś, czego nie można nauczyć się podczas wykładu. Chce nauczyć ich zależności od Boga.

Zwróćmy uwagę na paradoks. Uczniowie wychodzą niemal bez niczego, a jednocześnie otrzymują ogromnie dużo: Jezus daje im moc, władzę i misję.

  • Nie mają pieniędzy. Mają posłanie.
  • Nie mają zapasów. Mają Ewangelię.
  • Nie mają pewności, kto ich przyjmie. Mają autorytet otrzymany od Chrystusa.

Ich skuteczność nie ma więc wypływać przede wszystkim z tego, co ze sobą zabrali, ale od Tego, kto ich posłał. To bardzo ważna lekcja także dla Kościoła dzisiaj. Potrzebujemy struktur, pieniędzy, technologii, mediów, dobrego zarządzania, przygotowania i kompetencji. Wszystko to może znakomicie służyć Ewangelii. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zaczynamy wierzyć, że bez odpowiedniego budżetu, sprzętu, zasięgów czy organizacji Ewangelia jest bezsilna.

Jezus wysłał Dwunastu bez tego wszystkiego. Nie dlatego, że środki są złe. Ale dlatego, że środki nigdy nie mogą zastąpić mocy Tego, który posyła. Jest jeszcze jeden szczegół tej Ewangelii, który daje uczniowi ogromną wolność. Jezus przygotowuje ich również na odrzucenie: „Jeśliby was gdzieś nie przyjęli (…) strząśnijcie proch z nóg”.

Nie wszyscy przyjmą Ewangelię. I nie jest zadaniem ucznia zmusić wszystkich, żeby ją przyjęli. To również jest rodzaj ubóstwa. Muszę zrezygnować z potrzeby kontrolowania rezultatu. Mogę głosić, świadczyć, służyć, kochać, odpowiadać na pytania, ale nie mogę wykonać za drugiego człowieka jego decyzji. Misjonarz jest odpowiedzialny za wierność posłaniu, nie za kontrolę owoców.

Może dlatego dzisiejsze czytania tak dobrze opisują człowieka wolnego. Nie potrzebuje bogactwa, żeby czuć się bezpiecznie. Nie romantyzuje nędzy. Nie poprawia Słowa Boga. Nie buduje misji wyłącznie na swoich zasobach. Nie uzależnia swojej wartości od tego, czy wszyscy go przyjmą.
Ma Słowo. Ma to, co rzeczywiście potrzebne. I ma Tego, który go posłał.

A kiedy rusza, okazuje się, że to wystarczy.

„Wyszli więc i chodzili po wsiach, głosząc Ewangelię i uzdrawiając wszędzie”.

Może więc przed kolejnym zadaniem warto nie tylko pytać: „Co jeszcze powinienem zabrać?”

Warto zapytać również: „Z czego powinienem zrezygnować, żeby naprawdę zaufać Temu, który mnie posyła?”

 

A jeśli to nie Bóg prowadzi moją drogą?

A jeśli to nie Bóg prowadzi moją drogą?

Najczęściej nie wybieramy drogi, o której wiemy, że jest zła – właśnie dlatego tak łatwo pomylić własne przekonanie z wolą Boga. Dzisiejsze Słowo proponuje trzy proste postawy ucznia: „pozwól mi zrozumieć”, „ucz mnie” i „prowadź mnie”.

Nie odkładaj Boga na później

Nie odkładaj Boga na później

Przyzwyczailiśmy się, że do Boga zawsze można wrócić. Izajasz dodaje jednak niepokojące „dopóki”, a Jezus pokazuje Gospodarza, który wychodzi po robotników nawet o jedenastej godzinie. Boża łaska może dopełnić nawet bardzo pogmatwaną historię – ale dlaczego mielibyśmy czekać?

Kategorie