17 września 2026. Czwartek XXIV tygodnia zwykłego. Czytania: (1 Kor 15, 1-11); (Ps 118 (117), 1b-2. 16-17. 28-29); Aklamacja (Mt 11, 28); (Łk 7, 36-50);
Paweł w dzisiejszym czytaniu robi coś niezwykle interesującego: przypominając Koryntianom istotę Ewangelii, nie przedstawia Zmartwychwstania jako pięknej idei, symbolu odradzającego się życia czy duchowej interpretacji śmierci Jezusa, ale odwołuje się do wydarzeń i konkretnych ludzi. Chrystus umarł, został pogrzebany, zmartwychwstał i ukazał się Kefasowi, Dwunastu, Jakubowi, apostołom, ponad pięciuset braciom, a wreszcie samemu Pawłowi. Wiara pierwszych chrześcijan od początku jest więc związana z przekonaniem, że coś rzeczywiście się wydarzyło. Paweł podkreśla przy tym: „Przekazałem wam na początku to, co przejąłem”. Nie wymyśla więc tej opowieści na potrzeby listu do Koryntian, lecz przekazuje tradycję, którą sam wcześniej otrzymał. Szczególnie interesujące jest jego dopowiedzenie o pięciuset świadkach: „większość z nich żyje dotąd”. Dla pierwszych adresatów listu nie była to zamierzchła legenda z czasów, których nikt już nie pamiętał, ale świadectwo funkcjonujące we wspólnocie, w której nadal żyli ludzie wskazywani jako świadkowie Zmartwychwstałego.
My znajdujemy się w innej sytuacji. Nie pojedziemy do Jerozolimy, żeby zapukać do drzwi Piotra, nie zapytamy Jakuba, co widział, nie odnajdziemy pięciuset wymienionych przez Pawła. Dzielą nas od nich niemal dwa tysiące lat. Pozostały nam jednak teksty przekazujące świadectwo pierwszych chrześcijan, bardzo bogata tradycja rękopiśmienna Nowego Testamentu oraz możliwość badania tego, co najwcześniejsze wspólnoty rzeczywiście głosiły. I właśnie 1 Kor 15 należy do najważniejszych świadectw tego, że Zmartwychwstanie nie było późnym dodatkiem do chrześcijaństwa, lecz znajdowało się w samym centrum głoszonej od początku Ewangelii.
Ale Paweł nie zatrzymuje się na katalogu świadków. Dodaje siebie.
„W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie”.
I tutaj historyczny argument zaczyna zamieniać się w świadectwo osobiste. Paweł nie mówi tylko: znam ludzi, którzy spotkali Jezusa. Mówi: ja Go spotkałem. Co więcej, to spotkanie całkowicie zmieniło kierunek jego życia. Człowiek prześladujący Kościół staje się człowiekiem, który oddaje życie głoszeniu Chrystusa.
„Za łaską Boga jestem tym, czym jestem”.
To chyba jedno z najpiękniejszych zdań Pawła. Nie usuwa swojej przeszłości, nie udaje, że nigdy nie prześladował chrześcijan, ale nie pozwala również, żeby jego przeszłość stała się ostatnim słowem o nim. Spotkanie ze Zmartwychwstałym sprawiło, że historia grzesznika została przejęta przez łaskę i skierowana w zupełnie nową stronę. I tutaj pierwsze czytanie niespodziewanie spotyka się z Ewangelią. Bo w domu Szymona również znajdują się ludzie, którzy patrzą na tę samą osobę, ale widzą zupełnie co innego. Faryzeusz widzi „grzesznicę”. Jezus widzi kobietę.
Szymon właściwie już ją osądził. Nie potrzebuje rozmowy, poznania jej historii ani nawet słów, bo ma gotową kategorię: „co to za jedna i jaka to jest ta kobieta”. I na podstawie tej kategorii zaczyna również oceniać Jezusa: skoro pozwala jej się dotykać, widocznie nie może być prorokiem.
Jak łatwo przychodzi nam takie szufladkowanie. Widzimy czyjś grzech, pogląd, zachowanie, przeszłość, środowisko, do którego należy, i po chwili wydaje nam się, że znamy już całego człowieka. Z pojedynczej informacji budujemy definicję osoby, z definicji wydajemy ocenę, a od oceny już tylko krok do odrzucenia. Jezus tymczasem rzeczywiście prześwietla serca, ale robi z tą wiedzą coś zupełnie innego niż Szymon. Zna grzech kobiety, a jednak jej nie poniża. Zna myśli Szymona, a jednak również jego nie odrzuca. Zamiast publicznie go kompromitować, mówi: „Szymonie, mam ci coś do powiedzenia” i opowiada historię dwóch dłużników. To bardzo ważna różnica między Bożym rozeznaniem a naszym osądzaniem. Jezus widzi więcej niż my, a mimo to Jego wiedza otwiera drogę do nawrócenia. My często widzimy niewielki fragment i wykorzystujemy go do zamknięcia człowieka w definicji.
Przypowieść o pięciuset i pięćdziesięciu denarach prowadzi jednak jeszcze głębiej. Szymon ma odpowiedzieć nie na pytanie o kobietę, ale właściwie na pytanie o samego siebie: czy zdajesz sobie sprawę, jak wiele tobie zostało darowane?
„Ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje”.
Problemem może więc nie być nawet to, że Bóg rzeczywiście niewiele mi przebaczył, ale że ja niewiele z tego dostrzegam. Człowiek przekonany o własnej przyzwoitości bardzo łatwo staje się surowy wobec innych, bo własne życie interpretuje przede wszystkim jako rezultat swojej pracy, charakteru i właściwych decyzji. Tymczasem człowiek, który naprawdę zobaczył swoją słabość i doświadczył miłosierdzia, zaczyna patrzeć na grzesznika inaczej. Nie dlatego, że grzech przestaje być grzechem. Ale dlatego, że wie, czym jest łaska. Paweł mówi: prześladowałem Kościół, ale łaska Boga nie okazała się wobec mnie daremna.
Kobieta nie mówi właściwie nic. Przychodzi do Jezusa ze swoim życiem, łzami, olejkiem i wiarą, a słyszy: „Odpuszczone są twoje grzechy” oraz „Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju”. Oboje zostali spotkani przez Jezusa. Oboje mają przeszłość, która mogłaby ich zdefiniować. I w obu przypadkach Jezus pokazuje, że grzech może być prawdą o historii człowieka, ale nie musi być ostatnią prawdą o człowieku.
Może właśnie tutaj znajduje się także odpowiedź na pytanie o świadków Zmartwychwstania dzisiaj. Mamy teksty, świadectwa pierwszego Kościoła, rękopisy i całą możliwość historycznego badania początków chrześcijaństwa – i warto z tego korzystać. Chrześcijaństwo nie boi się pytań o historię. Ale na tym droga się nie kończy. Bo również dzisiaj Jezus pozwala się spotkać. Nie w taki sam sposób, w jaki Paweł wymienia ukazania Zmartwychwstałego pierwszym świadkom, lecz realnie – w wierze, Słowie, sakramentach, modlitwie, wspólnocie i działaniu łaski, która nadal potrafi przemieniać ludzkie życie.
I może ostatecznie najważniejsze pytanie nie brzmi tylko: „Czy potrafię przedstawić dowody za Zmartwychwstaniem?” Ale także: „Czy spotkałem Zmartwychwstałego tak, że moje życie stało się choć trochę dowodem Jego działania?” Paweł mógł powiedzieć: „Za łaską Boga jestem tym, czym jestem”. Kobieta mogła odejść ze słowami: „Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju”.
A jakie świadectwo spotkania z Jezusem niesie moje życie?




