BOŻY MĘŻCZYZNA W XXI WIEKU

utworzone przez | sie 16, 2022 | Trzeźwym okiem | 0 komentarzy

Małe dzieci mały problem, duże dzieci…

…jak dokończyłeś, Drogi Czytelniku, tytuł niniejszego felietonu? Jak większość? Że niby duży problem? Jeśli tak, to chciałbym rzucić nieco inne światło na to zagadnienie. Zmotywowała mnie do tego kolejna wymagająca sytuacja w relacji ojciec-dziecko.
 
Nie trzeba uświadamiać, że dzieci z upływem czasu stają się starsze. Od narodzin do czasu nastoletniego każdy okres ich rozwoju niesie ze sobą odmienne wyzwania. Celowo unikam słowa problem, gdyż ma ono wydźwięk pejoratywny. Wyzwaniem dla rodziców będzie nocne wstawanie, aby nakarmić malucha, usypianie kilkulatka, nalegania przy posiłku, aby dziecko zjadło pełnowartościowe danie, czy też fanaberie nastolatka związane z zakupem smartfona. Kto ma dzieci wie, że przed rodzicami o każdej porze dnia i nocy piętrzą się niezliczone zadania. Końca nie widać, a jak już wychodzimy na prostą, na horyzoncie jawi się kolejny wiraż ☺
 
Możemy gderać, że jest niełatwo, że dzieci wyprowadzają z równowagi, że ćwiczą naszą cierpliwość i tak dalej. Możemy. Czy to coś jednak zmieni? Czy rozwiąże sytuację? Przybliży do celu? Wpłynie pozytywnie na dziecko, na nas? Mierzi mnie jak słyszę utyskiwania rodziców na swoje dzieci, jakie to one nie są, jakie krnąbrne, beznadziejne. Powiedzmy jasno: świadczy to tylko o nas, rodzicach, którzy rozminęli się z powołaniem. Skoro w sakramentalne małżeństwo wpisane są dzieci, skoro mają się one pojawić w naszym życiu, to zjawią się również wyzwania związane z ich wychowaniem. Jeśli ktoś nie pamięta, to przypomnę, że podczas ceremonii zaślubin pada pytanie: „Czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym was Bóg obdarzy?”. I choć nie byłem na Waszym ślubie wiem, że odpowiedzieliście „Chcemy”.
 
Trzeba zmienić punkt siedzenia i spojrzeć na wychowanie dzieci jak na zadanie do wykonania. Koniecznym w tym przedsięwzięciu jest uczestnictwo obojga małżonków, we wzajemnym porozumieniu i miłości, które są nieodzownym elementem przybliżającym nas do sukcesu (cokolwiek nie kryłoby się pod tym słowem). Niejednokrotnie doświadczyłem tej przeogromnej łaski towarzyszenia Żony w moich relacjach z dziećmi. Pamięcią nie trzeba sięgać daleko, gdyż wymagające zdarzenia pojawiają się dość regularnie. Obecność Żony i jej osąd poszczególnych sytuacji, w których wchodzę w interakcję z dzieckiem, są nieocenione. Wzajemne wsparcie powoduje, że jest nam łatwiej, a wymagania związane z dziećmi nie jawią się nam jak przeszkody nie do pokonania.
 
Niech Rok Rodziny „Amoris Laetitia” – radość miłości, który obchodzimy w Kościele, będzie dla nas małżonków, rodziców, zachętą do optymistycznego, radosnego, przepełnionego miłością spojrzenia na trud bycia rodzicem.