08 lipca 2026. Środa XIV tygodnia zwykłego. Czytania: (Oz 10,1-3.7-8.12); (Ps 105,2-7); (Mk 1,15); (Mt 10,1-7);
Prorok Ozeasz stawia niezwykle trafną diagnozę ludzkiego serca:
„Im lepiej działo się w kraju, tym wspanialsze budowano stele.”
To zdanie brzmi zaskakująco aktualnie. Gdy przychodzi dobrobyt, łatwo zapomnieć o Tym, od którego ono pochodzi. Zamiast wdzięczności wobec Dawcy pojawia się przekonanie o własnej samowystarczalności. Człowiek coraz mniej potrzebuje Boga, a coraz bardziej ufa własnym osiągnięciom, pieniądzom, pozycji czy technologii. Współczesne bożki rzadko mają postać złotego cielca. Częściej są nimi sukces, bezpieczeństwo finansowe, wygoda, uznanie, kariera czy własne ego. Problem nie polega na tym, że człowiek posiada dobra. Problem zaczyna się wtedy, gdy dobra zaczynają posiadać człowieka. Dlatego Ozeasz nie kończy na diagnozie. Daje także drogę wyjścia:
„Posiejcie sobie sprawiedliwość, a zbierzecie miłość; karczujcie nowe ziemie! Nadszedł czas, by szukać Pana.”
To niezwykle piękny obraz. Zaniedbane serce przypomina pole porośnięte chwastami. Samo pragnienie dobra nie wystarczy. Trzeba na nowo przygotować ziemię, wyrwać korzenie grzechu, otworzyć się na Boga i pozwolić Mu obsiać nasze życie. Psalm odpowiada jednym prostym wezwaniem:
„Zawsze szukajcie Bożego oblicza.”
Nie tylko wtedy, gdy wszystko się wali. Również wtedy, gdy wszystko układa się dobrze. Ewangelia pokazuje, że właśnie takich ludzi Jezus wybiera na swoich apostołów. Nie są najbogatsi, najmądrzejsi ani najbardziej wpływowi. Są gotowi zostawić swoje zabezpieczenia i pójść za Nim. Najpierw otrzymują władzę:
„Udzielił im władzy nad duchami nieczystymi.”
A zaraz potem otrzymują misję:
„Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie.”
To ważna kolejność. Jezus nie posyła ich jedynie z wiedzą religijną, ale z udziałem w swojej mocy i autorytecie. Każde chrześcijańskie powołanie zaczyna się od tego samego pytania: Komu naprawdę ufam?
Jeśli moim zabezpieczeniem stają się własne „stele”, wcześniej czy później okażą się kruche. Jeśli jednak moją siłą pozostaje Chrystus, wtedy nawet w czasie powodzenia nie tracę wdzięczności, a w czasie prób nie tracę nadziei. Bo największym zagrożeniem dla wiary nie zawsze jest cierpienie. Czasami jest nim właśnie dobrobyt, który niepostrzeżenie odbiera człowiekowi pamięć o Dawcy wszelkiego dobra.




