12 sierpnia 2026. Środa XIX tygodnia zwykłego. Czytania: (Ez 9,1-7;10,18-22); (Ps 113,1-6); Aklamacja (2 Kor 5,19); (Mt 18,15-20);
Dzisiejsze pierwsze czytanie jest trudne. Nie da się go łatwo „oswoić”. Ezechiel widzi sąd nad Jerozolimą, śmierć jej mieszkańców, zbezczeszczenie świątyni, a wreszcie coś być może jeszcze bardziej przerażającego:
„Chwała Pańska odeszła od progu świątyni”.
Bóg, który zamieszkał pośród swojego ludu, opuszcza swoją świątynię. A jednak nawet w tej dramatycznej wizji pojawia się znak nadziei.
Taw – znak tych, których serce jeszcze boli
Zanim rozpoczyna się sąd, Bóg nakazuje oznaczyć ludzi:
„Nakreśl ten znak Taw na czołach mężów, którzy wzdychają i biadają nad wszystkimi obrzydliwościami”.
To ciekawe kryterium. Nie zostają oznaczeni ludzie bezgrzeszni. Tekst tego nie mówi. Oznaczeni zostają ci, których boli zło. Nie przyzwyczaili się do niego. Nie powiedzieli: „takie są czasy”, „wszyscy tak robią”, „nic się nie da zrobić”. Nie nazwali ciemności światłem. Ich serce pozostało wrażliwe. To chyba ważne pytanie także dla nas: czy grzech jeszcze mnie boli? Nie tylko grzech świata, który łatwo napiętnować. Mój własny. Zło obecne w moim środowisku, wspólnocie, Kościele. Czy jeszcze potrafię nad nim „wzdychać i biadać”, czy już nauczyłem się z nim wygodnie współistnieć?
Znak Taw
Jest tu jeszcze fascynujący szczegół. Oznaczeniem jest hebrajska litera taw – ostatnia litera alfabetu hebrajskiego. W starożytnych formach pisma mogła przyjmować kształt przypominający krzyż lub znak X. Chrześcijaninowi trudno nie zobaczyć tutaj zapowiedzi. Znak na czole chroniący przed sądem. A potem Krzyż Chrystusa, przez który dokonuje się nasze ocalenie. Nie chodzi oczywiście o twierdzenie, że Ezechiel świadomie prorokował graficzny kształt krzyża. Ale czytając Stary Testament w świetle Paschy, trudno nie usłyszeć tego echa: ocalenie przychodzi przez znak należenia do Boga.
Bóg opuszcza świątynię
Jeszcze mocniejszy jest jednak obraz odchodzącej chwały. Izrael mógł myśleć: mamy świątynię, więc jesteśmy bezpieczni. Przecież tutaj mieszka Bóg. Mamy kult. Mamy kapłanów. Mamy religię. Ezechiel pokazuje coś przerażającego: można mieć świątynię, z której odeszła chwała Boga. Można zachować religijną konstrukcję, a stracić żywą obecność. To ostrzeżenie również dla nas. Możemy mieć kościoły, wspólnoty, nabożeństwa, wydarzenia, struktury, regulaminy i programy formacyjne. Możemy organizować coraz więcej rzeczy dla Boga.
A najważniejsze pytanie brzmi: Czy On jest pośród nas?
Psalm natychmiast ustawia właściwą perspektywę:
„Ponad niebiosa sięga chwała Pana.”
Boga nie można zamknąć w naszych strukturach. To nie On należy do naszych instytucji. To my należymy do Niego. I właśnie tutaj Ewangelia robi się niezwykle konkretna Jezus mówi o wspólnocie. I zaczyna od… konfliktu.
„Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie…”
To bardzo realistyczny obraz Kościoła. Jezus nie mówi: jeżeli stworzycie prawdziwie chrześcijańską wspólnotę, nie będzie w niej konfliktów. Będą. Brat może zgrzeszyć przeciw bratu. Ktoś może skrzywdzić. Ktoś może zawieść. Ktoś może trwać w błędzie. Pytanie brzmi: co wtedy zrobisz?
„Idź”
Pierwsze polecenie Jezusa jest banalnie krótkie:
„Idź”.
Nie: opowiedz o nim pięciu osobom. Nie: napisz o nim w mediach społecznościowych. Nie: zbuduj koalicję ludzi, którzy przyznają ci rację. Nie: obraź się i zerwij kontakt. Idź do niego. I jeszcze:
„w cztery oczy”.
To niezwykle higieniczna zasada życia wspólnotowego. Najpierw człowiek. Najpierw relacja. Najpierw rozmowa. Dopiero kiedy to nie działa, Jezus pozwala rozszerzać krąg osób zaangażowanych w rozwiązanie problemu.
Po co upominać?
Tu dochodzimy do zdania kluczowego:
„Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata.”
Nie: wygrasz. Nie: udowodnisz mu winę. Nie: postawisz na swoim. Pozyskasz brata. To całkowicie zmienia sens chrześcijańskiego upomnienia. Celem nie jest zwycięstwo nad człowiekiem. Celem jest zwycięstwo człowieka. Nie chodzi o to, żeby przeciwnik został pokonany, ale żeby brat został odzyskany.
Może właśnie dlatego tak trudno nam dobrze upominać. Kiedy ktoś mnie skrzywdził, chcę przede wszystkim sprawiedliwości. Czasami odwetu. Chcę, żeby zrozumiał, że to ja miałem rację. Jezus daje inne kryterium sukcesu: Czy odzyskałeś brata?
To jest pasterska logika w praktyce
Wczoraj słyszeliśmy o pasterzu zostawiającym dziewięćdziesiąt dziewięć owiec, żeby szukać jednej zagubionej. Dzisiejsza Ewangelia jest właściwie dalszym ciągiem tej samej myśli. Co zrobić z bratem, który zgrzeszył? Idź go szukać.
Upomnienie braterskie nie jest więc przede wszystkim procedurą dyscyplinarną. Jest działaniem pasterskim. Jezus nie mówi: usuń problem. Mówi: spróbuj odzyskać człowieka. Dopiero gdy kolejne próby zawodzą, pojawiają się następne kroki i realne granice wspólnoty. Miłość nie oznacza przecież udawania, że zło nie istnieje.
„Jak poganin i celnik”
To zdanie również brzmi ostro:
„Niech ci będzie jak poganin i celnik.”
Ale warto pamiętać, jak Jezus traktował pogan i celników. Nie udawał, że wszystko jest w porządku. Ale też ich nie przekreślał. Celnik Mateusz został Apostołem. Jezus jadł z celnikami i grzesznikami. Poganin nie był dla Niego człowiekiem bezwartościowym, ale kimś, kto potrzebuje usłyszeć Dobrą Nowinę.
Może więc nawet tutaj nie kończy się misja. Zmienia się relacja, zostają nazwane granice, ale człowiek nadal pozostaje kimś, kogo Bóg chce odzyskać.
A gdzie w tym wszystkim jest Jezus?
Na końcu otrzymujemy jedną z najbardziej znanych obietnic Ewangelii:
„Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich.”
Często cytujemy te słowa podczas modlitwy małej grupy. I słusznie. Ale ich kontekst jest niezwykle ważny. Jezus mówi o swojej obecności w samym środku trudnych relacji wspólnoty. Kiedy próbujemy odzyskać brata. Kiedy szukamy pojednania. Kiedy rozeznajemy. Kiedy wspólnie się modlimy. Kiedy trzeba związać albo rozwiązać. On jest pośród nas. Pierwsze czytanie pokazuje dramat chwały opuszczającej świątynię. Ewangelia pokazuje coś zdumiewającego: miejscem obecności Boga staje się wspólnota uczniów zgromadzonych w imię Jezusa. Już nie tylko budynek.
Ludzie pojednani w Chrystusie.
Dlatego aklamacja mówi:
„W Chrystusie Bóg pojednał świat z sobą, nam zaś przekazał słowo jednania.”
Może właśnie to jest nasze zadanie. Nie tylko głosić pojednanie Boga z człowiekiem. Uczyć się nim żyć między sobą. Bo najtrudniejszym sprawdzianem Ewangelii czasami nie jest to, jak pięknie potrafię mówić o Jezusie. Jest nim człowiek, który mnie zranił. I pytanie Jezusa: Czy chcesz wygrać spór, czy pozyskać brata?




